Reklama

Piotr Maślak: Widzowie mają głos

Piątek, 8 sierpnia 2014 (14:35)

– Tematy podpowiada nam życie. Słuchamy, o czym rozmawiają ludzie, sprawdzamy, co wywołuje największe poruszenie – wyjaśnia Piotr Maślak.

Czym „Twoje info” różni się od innych magazynów interwencyjnych?

– To program bliski ludziom, ich problemom, na który widzowie mają realny wpływ. Staramy się przez konkretne historie opisać zjawisko, pokazać jego skalę, znaleźć przyczynę i rozwiązanie. Ale przede wszystkim rozmawiamy „na żywo” z widzami o tematach, którymi żyją. Dlaczego szkolne podręczniki muszą tak dużo kosztować? Dlaczego na operację biodra trzeba czekać nawet 10 lat? To są problemy, z którymi boryka się zwykły człowiek.

Jest odzew?

– Podam przykład. Jeden z gości zarzucił nam manipulację, bo stwierdził, że nigdzie nie ma takich długich kolejek do specjalistów. Natychmiast zadzwoniło kilku widzów, którzy mailem powysyłali zdjęcia skierowań na operację za 10 lat! To jest jedyny program, który daje ludziom możliwość realnej konfrontacji z urzędnikami – przy świadkach.

Które ze spraw poruszanych w „Twoim info” najbardziej zapadły Panu w pamięć?

– Na pewno temat rzadkich chorób, na które cierpi kilka, kilkadziesiąt osób w Polsce, ale łącznie choruje na nie od dwóch do trzech milionów ludzi. Zadzwonił do nas jeden z pacjentów i długo opowiadał o swoim cierpieniu. Mieliśmy dużo telefonów i chciałem oddać głos także innym widzom. Wtedy usłyszałem: – Panie redaktorze, ale ja umieram. Ciężar tych słów mnie sparaliżował. Pomyślałem: jakie znaczenie ma to, że za chwilę koniec pierwszej części programu? Zrobiło mi się wstyd i już nie przerywałem temu panu.

Nieobcy jest Panu reportaż. Nie kusi Pana, by znów być w centrum wielkich wydarzeń?

– Oczywiście, że kusi. To wspaniałe uczucie, kiedy jest się w miejscu, w którym dzieje się coś ważnego. Tylko co tak naprawdę jest ważne? Od pewnego czasu mam dziwne poczucie, że nam, dziennikarzom coraz częściej coś umyka. Tracimy kontakt z rzeczywistością, z ludźmi. Dajemy się wodzić za nos politykom, którzy wciągają nas w swoje spory, relacjonujemy je i emocjonujemy się tak bardzo, że wydaje się nam, że tym żyje cała Polska. A tak nie jest.

W wolnych chwilach trenuje Pan sporty walki, lata na paralotniach. Za mało adrenaliny w życiu?

– Mechanizm jest dokładnie odwrotny. Po takiej dawce adrenaliny, jaką dostaję w pracy, po ogromnej dawce emocji, które odbieram od ludzi – sport, latanie i bieganie, pozwalają mi się odprężyć, nabrać dystansu i poukładać wszystko w głowie. Te pasje pozwalają spojrzeć na świat z innej perspektywy, a to w moim zawodzie jest bardzo ważne.

Rozmawiał: Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama