Reklama

Polska "brioszka" znad Sekwany

Piątek, 27 stycznia 2012 (15:34)

Francuską aktorkę Juliette Binoche łączą silne więzi z Polską. Binoche jest w połowie Polką i nie kryje dumy ze swoich korzeni. - Macie pasję, jesteście zaangażowani, żarliwi. Moja mama, Polka z pochodzenia, ma ten żar w sobie – mówi aktorka.

Zdjęcie

    /AFP
   
/AFP

Jako mała dziewczynka miała przydomek „La Brioche”, bo była tak słodka jak świeża francuska bułka „brioszka”. Kiedy została gwiazdą, Francuzi nazwali ją „La Binoche”, a Polacy ochrzcili ją „Binoszką”, bo z naszym krajem łączą ją silne więzi. Rodzina jej mamy Moniki Stalens wywodzi się z Częstochowy. Babcia, Julia Anna Młynarczyk, była aktorką teatralną, dziadek Andrzej Stalens – współudziałowcem Fabryki Kapeluszy i Wyrobów Włókienniczych. Po II wojnie światowej razem z córką Moniką wyemigrowali do Paryża, gdzie przyszła na świat Juliette. To mama, także aktorka, uczyła ją Polski. – Dzięki niej poznałam Gombrowicza, Chopina. Najbardziej fascynował mnie Witkacy – opowiadała aktorka. Rodzinny kraj matki odwiedzała wiele razy. Kiedy miała 16 lat, wyruszyła z siostrą Marion w kilkutygodniową podróż po Polsce. Zwiedziła Kraków, Sandomierz, Częstochowę. Żyły na chlebie, pomidorach i ogórkach, bo nie miały dużo pieniędzy, ale te sierpniowe wakacje w 1980 r. Juliette zapamiętała na zawsze... Ostatnio odwiedziła Polskę przy okazji kampanii reklamowej francuskiego banku Credit Agricole. Wkrótce odbędzie się także premiera jej filmu w reżyserii Małgorzaty Szumowskiej „Sponsoring”, w którym zagrali też m.in. Andrzej Chyra i Krystyna Janda. – Polscy artyści patrzą na świat sercem – mówi Juliette. – A dla mnie w życiu wszystko zaczyna się właśnie od serca...

Wierzy w siłę swojego talentu

Ale w jej sercu ostatnio nikt nie gości. Po kilku nieudanych związkach, m.in. z aktorem Benoît Magimelem, z którym ma córkę Hannah i zawodowym nurkiem André Halle, ojcem jej syna Raphaëla, Juliette wiedzie życie szczęśliwej singielki. – Czy chciałabym wyjść za mąż? Może tak się zdarzy, w końcu jeszcze moje życie się nie skończyło – wyznaje gwiazda. Na razie skupia się na karierze, która zaczęła się przed laty rolą w głośnym filmie „Trzy Kolory: Niebieski” Krzysztofa Kieślowskiego. Zapytana, czy boi się starości, odpowiada: – Walka z upływem czasu nie ma sensu, zresztą nigdy nie czułam się piękna. Jako aktorka zawsze mocniej wierzyłam w siłę swojego talentu niż urody...

Monika Finotello

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Na Żywo

Reklama