Reklama

Przyjaźń dobrze mi wychodzi

Niedziela, 2 września 2012 (06:00)

Katarzyna Bujakiewicz nie chciała nawet spojrzeć na scenariusz tego serialu, bo zaproponowano jej powrót do pielęgniarskiego fartucha, który nosiła przez 11 lat w „Na dobre i na złe”. Jednak kiedy przekonała się, jaki klimat będą mieli „Lekarze”, uznała, że to może być hit tej jesieni!

Zdjęcie

– Jestem wielką fanką takich seriali, jak „Chirurdzy” czy „Dr House” – przyznaje aktorka. Cieszy się, że może zagrać w „Lekarzach”, którzy mają podobny klimat. /fot  /AKPA
– Jestem wielką fanką takich seriali, jak „Chirurdzy” czy „Dr House” – przyznaje aktorka. Cieszy się, że może zagrać w „Lekarzach”, którzy mają podobny klimat.
/fot /AKPA

Zdjęcie

/fot /AKPA

Kim jest Sylwia?

- Jest pielęgniarką oddziałową, instrumentariuszką. Jest też przyjaciółką głównej bohaterki Alicji, którą gra Magda Różczka. Ale nie od początku. Sylwia pracuje w szpitalu od dawna i nową lekarkę traktuje obcesowo. Dopiero po pewnym czasie postanawia wyciągnąć ku niej pomocną dłoń.

Dlaczego zdecydowała się Pani ją zagrać?

- Kiedy dowiedziałam się, że znów miałabym grać pielęgniarkę, odmówiłam. Nie chciałam nawet czytać scenariusza. 

A jednak przeczytała go Pani.

- Tak, w końcu dałam się namówić i od razu mi się spodobało! Jestem wielką fanką takich seriali, jak "Chirurdzy" czy "Dr House". Oglądałam je, będąc w ciąży i marzyłam, by zagrać w serialu o podobnym klimacie. "Lekarze" mają odpowiednią atmosferę, ciekawych bohaterów i zaskakujący ciąg wydarzeń. Mamy tu niezwykle realistycznie przedstawione operacje. Na nagranie każdej z nich, poświęcamy dużo czasu i uwagi. Są z nami konsultanci, zawodowi chirurdzy. To coś zupełnie nowego, nie ma w Polsce drugiego takiego serialu. I, co jeszcze dla mnie ważne, sporo dzieje się tu wokół transplantologii, a ja jestem bardzo zaangażowana w ten temat. Działam w fundacji Drużyna Szpiku.

Zdjęcie

Z Marcinem Perchuciem na planie "Lekarzy"
/fot /AKPA

Jak się Pani odnajduje w tej ekipie?

- Doskonale! Z Danutą Stenką miałam okazję grać, kiedy jeszcze byłam dzieckiem, mamy tysiące wspólnych tematów, podobne znajomości. Z Szymonem Bobrowskim też - pracowaliśmy razem przy "Magdzie M.". Jest też Paweł Małaszyński, z którym rozumiemy się bez słów. A Magda Różczka... super! Uwielbiam ludzi, którzy mają taki talent! Mojego serialowego partnera gra Wojtek Zieliński - podziwiam go za dociekliwość, dokładność i zdolności aktorskie. Zrobiliśmy pierwszą serię, teraz zaczęliśmy drugą. Mam nadzieję, że to się ludziom spodoba.

Nie po raz pierwszy gra Pani pielęgniarkę, ale także nie po raz pierwszy jest Pani przyjaciółką głównej bohaterki... Jak się Pani czuje w takiej roli?

- Nie mam z tym problemu, bo także w życiu jestem dobrą przyjaciółką, więc i na ekranie dobrze mi to wychodzi. Kiedy z koleżankami wychodziłyśmy na miasto, to panom ciężko się było przebić - byłyśmy dość głośne, temperamentne i przebojowe. Samodzielne, niezależne baby (śmiech).

Ma Pani na koncie wiele ról teatralnych, które są bardzo odmienne od tych, które znamy z ekranu. Nimfomanka w "Zwyczajnym szaleństwie", morderczyni w "Popcornie"...

- Tak i dlatego też nie mam parcia na poszukiwanie niezwykłych ról serialowych. Nie ma takich charakterów, których bym nie zagrała już na scenie. Czuję się pod tym względem spełniona. Byłam już i Julią, i Goplaną... To były tysiące ról. Ania Augustynowicz dała mi szansę na wykazanie się, za co jestem jej bardzo wdzięczna. W teatrze jest moja przestrzeń na poważne wyzwania.

Zdjęcie

Katarzyna Bujakiewicz z partnerem Piotrem Maruszewskim
/fot /AKPA

Pamięta Pani swoje oczekiwania, kiedy zdawała do szkoły teatralnej? Czy to się spełniło?

- To był dla mnie naturalny wybór, bo już jako dziecko grałam u Andrzeja Maleszki i decydując się na szkołę aktorską, wiedziałam, na co się piszę. Miałam też plan B, żeby ewentualnie zdawać na AWF... ale właściwie to czułam powołanie do pracy na scenie. Studia aktorskie to była prawdziwa harówka - byłam na nogach od rana do nocy i w dodatku ciągle jeszcze miałam mnóstwo książek do przeczytania. Jednak zawsze czułam, że jestem w swoim żywiole. Marzyłam, żeby pracować w Teatrze Nowym w Poznaniu, a potem u Ani Augustynowicz - i to się spełniło. A potem, kiedy trafiłam do Teatru Współczesnego w Szczecinie, wprost oszalałam ze szczęścia. Zostałam tam na 9 lat, pracując w twórczej, wspaniałej atmosferze. To doświadczenie ukształtowało mnie i jako aktorkę, i jako człowieka. Właśnie dzięki temu jestem wiecznie uśmiechnięta. Z nadzieją patrzę w przód, nie przejmując się drobiazgami.

Rozmawiała Anna Janiak

Pełna wersja wywiadu - z którego dowiecie się, jak Katarzyna Bujakiewicz godzi pracę z opieką nad córeczką, czy żal jej, że już nie gra w "Na dobre i na złe" oraz czy po urodzeniu dziecka dalej jest taka zorganizowana i punktualna - w 36. numerze "Tele tygodnia".


Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama