Reklama

Renata Dancewicz - aktorka z przekory

Niedziela, 2 grudnia 2012 (06:00)

– Ucieleśnienie kobiecości – mówią o niej fani i krytycy. Ale dla niej najpiękniejszym komplementem było stwierdzenie, że jest... chłopięca. Nie próbuje nikomu się przypodobać, a tym bardziej nie zamierza katować się na siłowni, by mieć piękną sylwetkę. Potrafi być niezwykle szczera i... kontrowersyjna.

Zdjęcie

Renata Dancewicz /  /AKPA
Renata Dancewicz
/ /AKPA

Osiągnęła Pani status gwiazdy filmowej, ludzie Panią lubią. Dobrze, jak na kogoś, kto rzucił studia aktorskie po pierwszym roku.
- To studia rzuciły mnie, na drugim roku. 

Zdjęcie

Jedyny sport, którego Renata Dancewicz jest entuzjastką, to brydż sportowy
/ /AKPA

Dlaczego?
- Za dobrze się nie uczyłam, nie byłam w ogóle w tę szkołę zaangażowana. Towarzystwo było urocze, ludzie świetni, ale jak miałam chandrę, to jechałam sobie do Ciechocinka na tydzień i nie martwiłam się tym, co będzie w szkole.

Przebalowała Pani trochę ten czas. Nie żałuje Pani teraz?
- To dość skomplikowane. Trochę żałuję, bo gdybym skończyła tę szkołę "po bożemu", to pewnie nie byłabym teraz aktorką.

Czyli żal czy nie żal Pani?
- Lubię mieć taką motywację przekorną, czyli jak wszystko się układa, idzie całkiem dobrze, to mi się nie chce tego robić. Natomiast jak dostaję kopa w tyłek, ktoś mnie wywala i mówi: "Ty, Dancewicz, tego nie będziesz robić!", to ja wtedy mówię: "A właśnie, że będę!". Jak się tak nad tym teraz zastanawiam, to wcale nie wiem, czy aktorstwo jest dla mnie najlepszym zawodem.

Czyli aktorką została Pani trochę przez przekorę?
- Jestem przekonana, że tylko dlatego. Gdyby świętej pamięci dziekan wydziału aktorskiego łódzkiej "Filmówki" Jan Machulski mnie nie wyrzucił, to bym nigdy w życiu nie poszła na żaden casting, bo to są naprawdę okropne imprezy. No i nie zostałabym aktorką. 

Zdjęcie

Czas płynie, a Renata Dancewicz wciąż wygląda pięknie
/ /MWMedia

Ma Pani charakterek. Jako mama też jest Pani taka "na opak"?
- Uważam, że moim psim obowiązkiem jako matki jest kochać dziecko i zapewniać mu poczucie bezpieczeństwa, ale to nie znaczy, że muszę to osiągać jakimiś standardowymi metodami. Nie wzruszam się na widok kupy dziecka. Nigdy nie lubiłam się bawić z synem klockami, gdy był jeszcze mały. To mnie męczyło i nudziło. Robiłam to, ale traktowałam raczej jako haracz. Coś dla swojego dziecka. I nie będę udawała, że to mnie rozwijało czy uwznioślało. Spełniałam ten obowiązek, bo przez pierwsze trzy lata życia dziecko tego bardzo potrzebuje dla prawidłowego rozwoju. Nie pozwolę sobie zarzucić, że jestem złą matką. Gdy moje dziecko miało siedem miesięcy, przestałam je karmić piersią. Pojechałam wtedy z moją przyjaciółką na dwa tygodnie do Tajlandii. Opiekował się nim tata. Obaj przeżyli, czyli znaczy, że tak można. Jak się ma z kimś dziecko, to należy założyć, że ten ktoś też kocha to dziecko i będzie w stanie także się nim opiekować.

Ma Pani taki typ urody, że nie musi Pani spędzać dużo czasu na jej dopieszczaniu - piękny, zadarty nosek zawsze odejmuje lat.
- Tak, taka baby face. Mój wygląd to, jak sądzę, zasługa genów.

A co z ciałem, kondycją? Gra w karty to nie jest sport poprawiający pracę serca. Tam się dużo pali.
- Palę od dwudziestu lat, ale nie przy brydżu, już od dawna nie można palić w czasie zawodów.

Czyli na razie zero sportu?
- (śmiech) Mnie się nie chce męczyć, żeby mieć ładniejszy tyłek.

Ale on jest już ładny.
- Niedługo przestanie taki być. 

Zdjęcie

Renata Dancewicz zagrała w najnowszym filmie Katarzyny Rosłaniec, "Bejbi blues" (w kinach od 4 stycznia 2013)
/ /AKPA

W Pani jest taka chłopczyca w środku.
- Kiedyś usłyszałam najpiękniejszy w życiu komplement. Było to w czasie, gdy pracowałam w teatrze w Wałbrzychu. Strasznie mało wtedy zarabiałam, na dodatek grałam wtedy dużo w bilard, co pochłaniało trochę pieniędzy, a reszta szła na mleko i jedzenie dla mojego ukochanego kota. Więc gdy dostawałam tę skąpą gażę, ona szła zaraz cała do bufetu, bo w nim się żywiłam "na krechę". Pewnego dnia, pamiętam, kłóciłam się, bo mi coś tam za dużo naliczyli. Przypatruje się temu pewien dystyngowany wspaniały starszy aktor, który był gejem, i mówi: - Mój Boże, jaka ona jest chłopięca! (śmiech).

W dzieciństwie biegała Pani po drzewach i biła się z chłopakami?
- Ubierałam lalki. Ileż ja czasu zbierałam pieniądze na pewną wymarzoną lalkę! Pamiętam jak dziś. Stała w domu towarowym w Lubinie w takim dużym pudełku, była brunetką, miała piękne loki, oczy jej się zamykały i otwierały, jak się ją kładło i podnosiło. Była zrobiona z czegoś miękkiego... Miała różne stroje do ubierania. I, co ważne, proporcje miała właściwe. Nie takie anorektyczne i niemożliwe, jak Barbie. Chodziłam do tego sklepu, do niej, codziennie. I zaklinałam rzeczywistość, żeby jej nikt nie kupił. Chyba trzy miesiące zbierałam na nią pieniądze. To był wtedy duży wydatek. I w końcu udało mi się. Kupiłam ją. Miałam wtedy jakieś dziewięć lat.

No to udało mi się odkryć w Pani tę "babskość".
- Jest jeszcze coś. Ja bardzo długo nie miałam samochodu i prawa jazdy. Jeżdżę dopiero od dwóch lat.

Po babsku czy po męsku?
- Jeżdżę dobrze, jak człowiek.

Rozmawiał Arkadiusz Okrasa

Pełna wersja wywiadu - w którym Renata Dancewicz mówi o kobietach, kobiecości i o tym, jak zadba o swój tyłek - w 49. numerze "Tele Tygodnia".

"Na Wspólnej", od poniedziałku do czwartku godz. 20:05, TVN

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama