Reklama

Richard Burton. Największy romantyk

Czwartek, 4 września 2014 (14:35)

Widowiskowa „Kleopatra”, czy przejmujące „Kto się boi Virginii Woolf”? Zmarły 30 lat temu aktor w każdej z ról zostawił kawałek siebie. Tę najburzliwszą – rolę życia – zagrał jednak u boku kobiety...

Pechowiec, który w ciągu 36 lat kariery aż siedem razy był nominowany do Oscara i ani razu go nie dostał, czy namiętny, choć niewierny kochanek Liz Taylor? Tele Tydzień, wspominając zmarłego 5 sierpnia 1984 r. Walijczyka Richarda Waltera Jenkinsa Jr., znanego światu jako Richard Burton, wybiera to drugie.

Prawda – zahukany syn górnika z Pontrhydyfen grał wyraziste, podkreślone głębokim barytonem role. Na planie był karny – jako dwunaste z 13. dzieci państwa Jenkins potrafił się dostosować. Najwyrazistsza była wszakże rola, którą napisało dlań życie: u boku kobiety- -dziecka, kapryśnej i przewrażliwionej Elizabeth Taylor.

Nieważne, że była jego drugą, a po przerwie spędzonej w łóżku księżniczki Jugosławii Elżbiety, również trzecią żoną i że z pierwszą, Sybil Williams, miał dwie córki (Kate, dziś aktorka, oraz Jessica). Książki, wspomnienia, historie prawdziwe i zmyślone pisze się przecież o jego udręce i ekstazie u boku Liz.

Świat pamięta ich gorące spojrzenia, ostentacyjne pocałunki, alkoholowe kłótnie, łzawe rozstania i powroty, rozwód, drugi ślub. Pamięta też perłę La Peregrina, diament Cartier-Burton-Taylor i kolie, które dawał Liz. Przyznacie sami, trudno przywołać na myśl parę, która dziś budziłaby emocje takie, jak tych dwoje pół wieku temu. Bo przecież nie Angelina Jolie i Brad Pitt ani rozwiedzeni tylko raz Nicole Kidman i Tom Cruise!

Dick i Liz poznali się, gdy Walijczyk miał już utrwaloną pozycję, za sobą zaś występy w spektaklach teatralnych (na Broadwayu grał od 1949 r.) oraz filmach (m.in. „Moja kuzynka Rachela”, 1952 i Złoty Glob, „Szata”, 1953 i nominacja do Oscara, „Miłość i gniew”, 1959 i nominacja do Złotego Globu). Było to w 1963 roku, na planie nieprawdopodobnie drogiej „Kleopatry” Josepha L. Mankiewicza.

Grali potem razem jeszcze w 10 filmach (m.in. „Kto się boi Virginii Woolf?” i „Poskromieniu złośnicy”). Powiada się jednak, że był lepszy, gdy ukochana nie towarzyszyła mu przed kamerą. Zmarły na wylew aktor miał pięć żon, niezliczone kochanki i kochanków.

Czytał Szekspira i Goethego, pił z Richardem Harrisem i Peterem O’Toolem, przyjaźnił się z Law- rencem Olivierem, sprawił też, że Kevin Costner „poszedł w aktorstwo”.

Jeśli wydaje się Wam, że wszystko o nim wiecie, uważajcie – choć bowiem od śmierci mistrza minęło 30 lat, księga jego życia nadal kryje mnóstwo tajemnic.

MACIEJ MISIORNY

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama