Reklama

Roberta Moskwę ciągnie do Szkocji

Poniedziałek, 29 października 2012 (14:34)

Aktorstwo daje Robertowi Moskwie nie tylko pieniądze, ale i satysfakcję. Biznesmenem nie został, bo nie ma żyłki do interesów. Dlatego Rolls-Royce na razie pozostaje tylko marzeniem. Aktor opowiedział nam o swoich ambicjach.

Zdjęcie

Robert Moskwa /fot  /AKPA
Robert Moskwa
/fot /AKPA

Obsada serialu "M jak miłość" ulega ciągłemu przetasowaniu, odeszła także twoja serialowa partnerka Małgorzata Pieńkowska. Jak przyjmujesz te wszystkie zmiany?
- To jest normalne, następuje zmęczenie materiału. Ludzie szukają czegoś nowego. Często bywa, że aby wejść w coś nowego, trzeba zmienić wszystko inne. Normalna rzecz.

Zdjęcie

Robert Moskwa uwielbia sport
/fot /AKPA

Ty nie uciekasz z serialu?
- Ja zostaję!

Odnosisz sukcesy nie tylko w aktorstwie, ale także w sporcie. Czy to właśnie ambicja determinuje Twoje życie?
- Tak, nie lubię brać się do rzeczy, co do których wiem, że nie będę ich robił na sto procent. Jestem ambitny w każdej sytuacji - zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Nie odpuszczam sobie. Na przykład gdy rozgrywaliśmy mecz gwiazd z Ukrainą, wielu kolegów mówiło, że nie ma co się przejmować, bo to tylko zabawa. Jednak dla mnie świadomość, że na stadion przyszło kilka tysięcy ludzi, a ja mam orzełka na piersi, oznaczała, że muszę dać z siebie wszystko! Miałem w sobie sportową złość, emocje i ambicje.

Tak zostałeś wychowany?
- Karate mnie tego nauczyło. Sport uczy konsekwencji, sumienności, organizacji życia. W sumie prostych zasad, na przykład takich, że ból to pojęcie względne, bo intensywne uprawianie sportu łączy się z permanentnym bólem. Każdy sportowiec to potwierdzi - walka z bólem i kontuzjami uczy odporności na ciosy, w sensie dosłownym i w przenośni.

Czy Patrycja, Twoja narzeczona, także zna karate?
- Nie, karate nie jest jej domeną. Natomiast ma inną pasję - jest to pole dance, ale w wersji fitness. Patrycja jest w tym doskonała, ma prawdziwy talent i mnóstwo siły, a do uprawiania tej dyscypliny trzeba być silnym. Ja bym tego nie potrafił. 

Zdjęcie

Z narzeczoną - Patrycją
/fot /AKPA

Jak często Patrycja ćwiczy?
- Codziennie, poza niedzielami. Ćwiczy już dwa lata, i to jest jej prawdziwy konik. Zresztą widać po niej, że ma prawie takie muskuły, jak ja. Chce też startować w zawodach fitness. Namawiam ją, aby wzięła udział w przyszłorocznych Mistrzostwach Polski w fitness sylwetkowym.

Sport i wysiłek fizyczny bardzo was łączą.
- Bo to systematyzuje życie i kształtuje charakter, i to w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Utwardza człowieka.

Jesteś aktorem i jednocześnie prowadzisz własną szkołę karate. Co sprawia Ci większa satysfakcję?
- A kogo kochasz bardziej - tatusia czy mamusię? Albo swojego synka, czy swoją córeczkę? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. To się uzupełnia jak picie i jedzenie. Trudno mi powiedzieć, co bardziej lubię, bo jedno i drugie robię z pasją.

Spodziewałam się odpowiedzi typu: "Aktorstwo daje mi pieniądze, a karate i własna szkoła satysfakcję".
- Uwielbiam aktorstwo. Sprawia mi ono ogromną przyjemność, dlatego nie męczę się na planie, chociaż gram w "M jak miłość" już siedem lat. Mało tego, ostatnio w końcu przeprosiłem się z teatrem, i to z moim Teatrem K2. Teraz mogę już powiedzieć to głośno. 

Zdjęcie

/fot /AKPA

Reaktywujesz swój wrocławski teatr?
- Mamy taki zamiar. Reaktywujemy, ale w przedziwnej, szokującej formule. Było parę rzeczy, które, jako Teatr K2, zrobiliśmy pierwsi w kraju. Nikt się przed nami nie reklamował na bilbordach, a teraz to norma. Mnóstwo rzeczy robiliśmy jako pierwsi. Podejrzewam, że jako jedni z pierwszych przeprowadzaliśmy transmisję internetową z jednej premiery. Szła on-line.

Teatr się rozpadł przez waszą kłótnię?
- Nie, absolutnie, nikt się nie pokłócił. Zdecydowały o tym włącznie sprawy finansowe. Ale jestem przekonany, że ta formuła, którą teraz wymyśliłem - bo to ja ją wymyśliłem - jest wyjątkowa i będzie w przyszłości kopiowana.

Masz w sobie żyłkę do interesów?
- Nie, gdybym był biznesmanem, jeździłbym Rolls-Roycem i nie stałoby się to, co się stało z Teatrem K2.

A jakie inne talenty posiadasz?
- Jestem kreatywny, to pewne. Gdybym miał obok siebie biznesmana, takiego z krwi i kości, który chłodno ogarnia tematy, stanowilibyśmy niebywały duet. A ja to, niestety, często wiele rzeczy robię za darmo, dla idei.

Przez wiele lat mieszkałeś we Francji. Tęsknisz za tym krajem?
- Tak, za klimatem, językiem, kuchnią, zamkami, które uwielbiam. Jednak zachłyśnięty byłem Francją może tylko przez kilka pierwszych dni po przybyciu. Pewnie dlatego, że to był szczególny czas - maj '91, a więc dosłownie chwilkę po obaleniu Żelaznej Kurtyny. Wydawać by się mogło, że Pana Boga złapałam za nogi. Potem wszystkie kompleksy, które miałem prawo mieć, poszły precz. Nagle okazało się, że jestem lepiej od nich wykształcony, wiedziałam więcej o świecie.

Jest jeszcze jakiś kraj, który chciałabyś zwiedzić lub w którym chciałbyś zamieszkać?
- Bardzo mnie ciągnie do Szkocji, do zamków nad morzem, ale nigdy jeszcze tam nie byłem. Generalnie mało jeździłem po świecie.

Brak czasu czy pieniędzy?
- Jestem bardzo zapracowany. Niestety, mam taki syndrom, że jak już tydzień nic nie robię, to w kolejnym tygodniu, zamiast odpoczywać, myślę, co zrobię, jak wrócę. To żaden odpoczynek. Taki dziwny już jestem. Może to się bierze z tego, że tak bardzo kocham swoją pracę.

Rozmawiała Edyta Karczewska-Madej

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

teletydzien.pl/AKPA

Reklama