Reklama

Serdeczność podana na tacy

Sobota, 4 lutego 2012 (13:14)

Wyjechał z Polski jako dziewiętnastolatek, by rozpocząć międzynarodową karierę taneczną. Z zespołem baletowym zwiedził cały świat, ale chciał także spróbować życia w Polsce. Dlatego na casting do roli Adama w "Pierwszej miłości" przyleciał aż z Meksyku. Marcin Krajewski opowiada o tym pięknym kraju i serdeczności jego mieszkańców.

Zdjęcie

  Marcin Krajewski /AKPA
  Marcin Krajewski
/AKPA

Poznaliśmy Cię w "Tancerzach", teraz dołączyłeś do obsady "Pierwszej miłości". Co ciekawe, na casting przyleciałeś aż z Meksyku...

- To prawda. Jestem zawodowym tancerzem baletowym, więc co jakiś czas zmieniam kontynenty i kraje, w których mieszkam. Były już Francja i Niemcy, a od czterech lat pracuję w Meksyku w tamtejszej Operze Narodowej oraz Balecie w Monterrey.

Porzuciłeś taniec, by grać w polskim serialu?

- Nie zakończyłem swojej przygody z baletem, ale już nie wiążę się stałym kontraktem. Teraz jestem wolnym tancerzem międzynarodowym - otrzymuję konkretne role w występach gościnnych na różnych baletowych scenach. Mam to szczęście, że wykonuję jeden z najpiękniejszych, ale też najbardziej kontuzjogennych zawodów. Trzeba się mu całkowicie poświęcić - przez mordercze, wielogodzinne treningi człowiek właściwie nie ma czasu na nic innego. Szybko też przechodzi się na "emeryturę", a ja powoli zmierzam ku temu (śmiech). Chciałbym jeszcze trochę potańczyć, dlatego postanowiłem się więcej oszczędzać i znaleźć sobie zawód na resztę życia.

Kiedy stwierdziłeś, że chcesz spróbować sił jako aktor?

- Granie fascynowało mnie od zawsze. Po zakończeniu zdjęć do "Tancerzy" zostałem na chwilę w Polsce, by rozwijać się w kierunku aktorstwa. Ale po dwunastu latach mieszkania za granicą nie czułem się tu swobodnie i tęskniłem za Meksykiem. Tam miałem swój dom, znajomych i plany na przyszłość. Mimo to chciałem poznać życie w Polsce, którą opuściłem już jako dziewiętnastolatek. Gdy zaproponowano mi rolę w "Pierwszej miłości", postanowiłem skorzystać i zostać tutaj.

Pół życia spędziłeś zagranicą, jakie różnice dostrzegasz między ludźmi żyjącymi tam i w Polsce?

- Różnice mentalne są ogromne! Polacy, w przeciwieństwie do Latynosów, zbyt często narzekają, a gdy mają do wyboru cieszenie się życiem i niezadowolenie - wybierają to drugie. Mamy dużo cech wspólnych, jak otwartość i gościnność, ale inaczej je wyrażamy. Meksykanie nieustannie zaczepiają się, rozmawiają i uśmiechają na ulicach. Swoją serdeczność podają niemal na tacy. Czasem wynikają z tego wieloletnie przyjaźnie!

Nie bywasz zaczepiany na polskich ulicach przez widzów serialu?

- Tak, oczywiście! Nie spodziewałem się tego. A najzabawniejsze jest to, że ludzie zazwyczaj mówią: "Ale Pan jest podobny do tego aktora z "Pierwszej miłości" lub "To ty grasz Adama! Na żywo wyglądasz o wiele lepiej!" (śmiech).

Nawiązałeś w ten sposób dużo znajomości?

- W gronie moich znajomych na razie przeważają obcokrajowcy, ponieważ dotychczas pracowałem w wielu krajach. To miłe, bo gdziekolwiek na świecie się pojawię, mam z kim pójść na kawę czy ciekawie spędzić czas (śmiech). Na szczęście, powoli dołącza do niego kilku moich rodaków (śmiech).

Jesteś równie otwarty jak Adam, Twój bohater z serialu "Pierwsza miłość"?

- To nasza wspólna cecha, ale poza nią niewiele nas łączy. On chodzi z głową w chmurach i nie zawsze ma świadomość, że jego marzenia wymagają czasu. Brakuje mu pomysłów na ich realizację, często działa zbyt pochopnie. Przez swoją niecierpliwość stale pakuje się w tarapaty, ale zawsze wychodzi z tego obronną ręką.

Można powiedzieć, że żyje na krawędzi?

- To zbyt mocne określenie. Adam jest lekkoduchem i przesadnym optymistą, ale ma dobre serce. Zamierza wziąć kredyt i kupić dom z działką. Nie stać go na ten wydatek, ale chłopak macha ręką mówiąc, że będzie dobrze (śmiech). Ja też popełniałem w życiu różne błędy, ale podchodzę do życia bardziej realnie. Ale niedługo nadejdzie moment, w którym mój bohater zmieni swoje postępowanie.

Dojrzeje, gdy zostanie ojcem?

- Chyba tak. Adam zakochał się w Kindze od pierwszego wejrzenia, dlatego bardzo się ucieszył, że będą mieli dziecko. Poświęci cały swój czas i energię, żeby zapewnić przyszłej rodzinie jak najlepsze warunki.

Jego taneczną partnerką jest Milena, grana przez Natalię Lesz. Wątek serialowy jest dość podobny do Waszego życia?

- Rzeczywiście, tak jak nasi bohaterowie, znamy się z Natalią już dwadzieścia lat! Jako dzieci byliśmy w jednej klasie baletowej, później wspólnie graliśmy w "Tancerzach". Jesteśmy dobrymi znajomymi i lubimy razem pracować. Dzięki temu nasze wspólne sceny wypadają bardziej naturalnie.

Jak wspomniałeś, tancerze szybko przechodzą na emeryturę. Dopiero skończyłeś trzydziestkę, więc planów musisz mieć sporo? (śmiech).

- W tańcu osiągnąłem wszystko, o czym marzyłem, ale staram się trzymać formę, by w przyszłości zająć się choreografią i aktorstwem. W wolnych chwilach gram na gitarze, komponuję i planuję nagrywać własną muzykę. Może coś ciekawego z tego wyjdzie?

Rozmawiała Agnieszka Tomczak

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

AKPA

Reklama