Reklama

Spełniam swoje marzenia

Piątek, 10 lutego 2012 (14:03)

Jeden z najlepszych polskich piłkarzy, kapitan reprezentacji i gwiazda Borussii Dortmund. A teraz także ambasador „Dziecięcej Eskorty McDonald’s”. Z Kubą Błaszczykowskim rozmawiamy w Warszawie, gdzie przyjechał promować akcję.

Zdjęcie

Kuba Błaszczykowski /     /AKPA
Kuba Błaszczykowski
/ /AKPA


Gratuluję kolejnego świetnego występu (rozmawiamy po meczu Borussi z Hoffenheim, w którym Kuba popisał się asystą). Jakie to uczucie być na ustach tysięcy kibiców piłkarskich, i to nie tylko w Polsce?

- To ogromna satysfakcja. Staram się wszystko, co robię, robić jak najlepiej. Jeżeli drugi człowiek docenia tę pracę, chwali cię, to nie ma nic fajniejszego. 


A przyzwyczaiłeś się już do wielkiego zainteresowania fanów? Nie możesz przecież spokojnie pójść na zakupy, zawsze ktoś Cię zaczepi z prośbą o autograf czy wspólne zdjęcie...

- Wciąż mam z tym problem... 


Jesteś nieśmiały?

- Nie. To wynika z tego, że mam szacunek do pracy innych ludzi. Każdej pracy. Wyolbrzymia się człowieka, którego się zna z telewizji. Robi się z niego superbohatera, a on jest jak każdy inny. Trochę mnie to krępuje, ale z drugiej strony sam kiedyś tak reagowałem i wiem, co czuje taki kibic. Nie mam więc żadnego problemu z dawaniem autografów czy zrobieniem wspólnego zdjęcia. 


Zostałeś ambasadorem "Dziecięcej Eskorty McDonald’s". Chłopaki i dziewczyny z całej Polski staną przed szansą wyjścia razem z wami na boiska mistrzostw Europy.

- Jestem szczęśliwy, że mogę być twarzą takiej fajnej akcji, jak "Dziecięca Eskorta McDonald’s". Gdyby taka możliwość była kilkanaście lat temu, sam bym się zgłosił do takiej eskorty (śmiech). Może wśród dzieciaków, które wyjdą z nami na boisko, są przyszli reprezentanci Polski? 


Co byś im poradził, jeśli rzeczywiście marzą o grze na najwyższym poziomie?

- Praca i jeszcze raz praca, bo talent nie wystarczy. Znałem wielu chłopaków, którzy mieli go więcej ode mnie, ale nie rozwijali się, bo im się nie chciało pracować. I nie bać się spełniać swoich marzeń. Gra w świetnym klubie wydaje się 10-latkowi właśnie tylko marzeniem, trudno mu zdać sobie sprawę, że to realne. I to jak najbardziej! Potem może sobie powiedzieć, tak jak ja: - Udało mi się! Kosztowało mnie to sporo pracy, ale dałem radę. Człowiek czuje wtedy satysfakcję, że założył sobie cel i go zrealizował. I wyznacza sobie kolejny. Sportowiec musi mieć pasję, duszę zwycięzcy i codziennie starać się być najlepszym. 

Zdjęcie

/ /AKPA

Coraz trudniej o tę pasję wśród młodych ludzi. Wolą grać w piłkę na komputerze. Ty jeździłeś pekaesem na treningi kilkadziesiąt kilometrów ze swoich Truskolasów do Częstochowy...

- Chciałem grać w reprezentacji, usłyszeć hymn, ale też, żeby być w telewizji i żeby o mnie mówili dobrze (śmiech). Dla każdego chłopaka to ważne. Były momenty załamania, kiedy już miałem wszystkiego dość. Raz odpuściłem treningi na dwa-trzy miesiące. Ale wtedy pojawiła się myśl: - Co ty będziesz robił w życiu, skoro nie chce ci się robić tego, co kochasz? I od tamtej pory już nie miałem tego problemu. 


A dieta? Profesjonalny piłkarz musi zdrowo się odżywiać, a teraz młodzież bez coli czy frytek nie wyobraża sobie życia.

- Bez przesady, jem normalnie - schabowy, ziemniaczki. Od czasu do czasu kupuję też coś w McDonald’s. Ostatnio zresztą była taka sytuacja, że wracaliśmy z Borussią po meczu pucharowym z Dusseldorfu klubowym autokarem, zgłodnieliśmy i podjechaliśmy pod McDonald’s. Cała drużyna w dresach weszła do środka i każdy wziął po zestawie. A ilu klientów się nagle pojawiło! 


Widziałeś Stadion Narodowy?

- Z zewnątrz. 


Podoba Ci się?

- Napawa mnie dumą. Już nie mamy się czego wstydzić. 


Pierwszy międzypaństwowy mecz na Narodowym już niedługo. Zagracie z Portugalią...

- O to, czy zagram, trzeba zapytać trenera. Ale będę robił wszystko, żebyście mnie zobaczyli.

Rozmawiał Paweł Nosowski

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama