Reklama

Tata zawodowiec

Czwartek, 1 marca 2012 (08:00)

Szalony, niedojrzały, nieodpowiedzialny? A co my wiemy o Szymonie Majewskim? Na progu domu spada z niego maska i telewizyjny klaun zmienia się w mężczyznę w średnim wieku o poglądach konserwatywno-liberalnych. A przy okazji w ojca kwokę, który non stop zamartwia się o swoje dzieci. Co tydzień robi placek ze śliwkami, jest zwolennikiem katolickich szkół, uwielbia chodzić na wywiadówki i przestrzega dorastającą córkę, żeby bron Boże z nikim się nie całowała. I ma na wszystko świetne wytłumaczenie: To tylko miłość.

Zdjęcie

/   /MWMedia
/ /MWMedia


Robisz dzieciom coś, co robiła Twoja mama, a co Ciebie wkurzało?

- Niestety, poszedłem w ślady mojej mamy i wyspecjalizowałem się w zamartwianiu o dzieci non stop. Jestem w tym zawodowcem. Mam specjalną komórkę w głowie zajętą myśleniem o tym, co z nimi. Gdy były młodsze, miałem mózgowy GPS, który cały czas je śledził. Najczęściej wysyłany im SMS brzmiał: "Co tam?". Prowokowały mnie i pisały: "Jestem w lesie. Właśnie mnie mordują". Zacząłem się na siłę tego oduczać.

Z jakim skutkiem?

- Pilnowałem się, by nie wydzwaniać co chwila, ale tak mnie to spalało, że piłem melisę i brałem dwa perseny.

 A żona?

- Uspokaja mój histeryczny żywioł, daje im więcej swobody. Jesteśmy z Magdą z rodzin, które się rozpadły, wychowujemy instynktownie.

A instynkt mówi, że...

- Nie można się zatrzymać na etapie obrazu Macierzyństwo Wyspiańskiego i mieć dzieci całe życie "przy cycu". Wyobrażam sobie, że one są jak tort. Kawałek, który nie będzie dla nas, poszerza się z każdym rokiem coraz bardziej.

Dziś Zosia ma 19 lat, Antek 17. Chyba niewiele zostało z tortu?

- Trudno było już wtedy, gdy zaczęły wychodzić z domu do przedszkoli o dziwnych nazwach: Ciuchcie Fioletowe, Samodzielne Smoki. A potem do szkół.

Chodziłeś na wywiadówki?

- Tak. Byłem przy zapłodnieniu, więc powinienem być przy kolejnych etapach, a nie ograniczać się do najprzyjemniejszego (śmiech). Jestem ojcem biegającym do szkoły. Był czas, że niemal znałem każdą klepkę na korytarzu. Spotykałem na wywiadówkach rodziców wariatów. W pierwszej klasie podstawówki np. jeden z ojców chciał postawić nauczyciela pod pręgierzem za to, że gdy tego rodzica odwiedził amerykański biznesmen i zagadał do dziecka po angielsku, to siedmiolatek nie odpowiedział. Było też sporo rodziców, którzy chcieli, by maksymalnie dużo zadawać na sobotę i niedzielę.

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Reklama