Reklama

Tego nikt nie przewidział!

Niedziela, 19 lutego 2012 (11:35)

W komedii „Testosteron” Magdalena Boczarska z ogromnym wdziękiem wcieliła się w gwiazdkę muzyki pop – pannę młodą, której ślub zaaranżowano dla celów marketingowych.

Zdjęcie

Magdalena Boczarska /    /AKPA
Magdalena Boczarska
/ /AKPA

Męski hormon, męskie sprawy, męska obsada. A pośrodku niej Pani w roli Alicji - kluczowej dla biegu wydarzeń. Choć bowiem film dotyczy mężczyzn, mówi o kobietach. I o tym, że rządzą światem.

- Zdaje się, że właśnie tak jest, choć faceci myślą inaczej. Na tym też polega urok tego filmu i jego mądrość ukryta pod finezyjnym płaszczykiem żartu, odnosząca się do odwiecznego konfliktu płci i... wzajemnej, nieustającej fascynacji. To o niej dyskutują zawzięcie bohaterowie podczas wesela po ślubie, którego nie było!

A tak wiarygodnie wyglądała Pani w welonie!

- Zarówno wygląd postaci, jak i jej sposób bycia - impertynencki, przebojowy - były efektem pracy wielu osób. Poszukiwaliśmy pierwowzoru w Ameryce i Europie, obserwując słynne kobiety ze świata show-biznesu, którego przedstawicielką jest Alicja. Co ciekawe, twórca scenariusza wymyślił ją wcześniej, nim na naszym rynku pojawiło się takie zjawisko jak... choćby Doda! Innymi słowy, wyobraźnia wyprzedziła rzeczywistość, czego nikt z nas nie przewidział, kiedy kręciliśmy film. 

Jak Pani się czuła w towarzystwie niemal samych mężczyzn na planie?

- Fantastycznie! Wielu z nich to moi koledzy, znani mi już wcześniej, ale ze wszystkimi pracowało się bez zarzutu. Co prawda, miałam zaledwie kilka dni zdjęciowych, ale zdążyłam poczuć wyjątkowość atmosfery na tym planie.

Zagrała Pani tytułową rolę w "Różyczce" Jana Kidawy-Błońskiego. Wkrótce zobaczymy Panią w jego nowym filmie "Nigdy się nie dowiesz".

- Tytuł jest roboczy. Gotową wersję zamierzamy zaprezentować na tegorocznym festiwalu w Gdyni. To dla mnie ważny film - kto wie, czy nie najważniejszy. Będzie to kameralna opowieść o samotności, obsesjach i skomplikowanych relacjach ludzi skazanych na siebie w trudnych okolicznościach wojennych. Z tym, że wojna stanowi tu tylko pretekst, a nie motyw przewodni.

W przeciwieństwie do "Czasu honoru". Zagrała Pani w nim dwie role.

- Role były dwie, ale postać jedna. Lola, która pojawiła się w epizodzie w drugiej serii "Czasu honoru" i Karolina Osmańska z czwartej serii, to - jak się okazało - ta sama osoba: angielska agentka, rozstrzelana przez naszych bohaterów w wyniku tragicznej pomyłki. Miałam więc aż dwa razy szansę na udział w tym znakomitym przedsięwzięciu, które stanowi zarazem dobrą lekcję historii.

Rozm. Jolanta Majewska-Machaj

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama