Reklama

Trudne losy Elżbiety Czyżewskiej

Czwartek, 2 lipca 2015 (09:30)

Właśnie minęło pięć lat od śmierci „polskiej Marilyn Monroe”. Elżbieta Czyżewska u szczytu sławy wyjechała do USA, jednak tam nie docenili jej tak, jak w ojczyźnie.

Jej trudne i pogmatwane losy są gotowym scenariuszem do filmu bez happy endu. W Polskim kinie aktorka mocno zaznaczyła swoją obecność. Jej imieniem została nazwana jedna z gwiazd w konstelacji Krzyż Południa, odcisnęła także swoją dłoń w Międzyzdrojach.

Urodą, seksapilem i talentem rzuciła wszystkich na kolana. Była gwiazdą „filmów matrymonialnych”. W „Żonie dla Australijczyka”, „Małżeństwie z rozsądku” czy „Mężu swojej żony” pokazała komiczne oblicze. Zaraz potem przyszły role w komediach wojennych – „Gdzie jest generał” i „Giuseppe w Warszawie”. Stała się najpopularniejszą aktorką w PRL.

Słuchała serca

Po nieudanym małżeństwie z Jerzym Skolimowskim szybko znalazła pocieszenie w ramionach Davida Halberstama, korespondenta „New York Timesa”, który właśnie przyjechał do Warszawy. W połowie 1965 roku wzięli ślub.

Żyli inwigilowani przez Służbę Bezpieczeństwa. Kiedy David opublikował materiał krytykujący Gomułkę i jego rządy, stał się persona non grata. Elżbieta postanowiła jechać za mężem do USA i zacząć wszystko od nowa.

Opuściła Polskę, gdzie była u szczytu sławy. Wybrała miłość. W 1967 roku Elżbieta Czyżewska wyjechała do USA za mężem relegowanym z kraju przez komunistyczne władze.

Pogodzona z losem

– Nowy Jork nie zrobił na mnie wrażenia. Nie znałam nawet angielskiego. Nie byłam idiotką, wiedziałam, co to oznacza. Jeśli chcę wrócić do zawodu, a to było dla mnie oczywiste, czeka mnie ogromny wysiłek – wspominała Elżbieta.

Chodziła na kolejne przesłuchania, które kończyły się niepowodzeniem. Powód? Polski akcent... W 1977 roku rozpadło się jej małżeństwo z Halberstamem. W trakcie rozwodu nie walczyła o alimenty, nie zabezpieczyła się finansowo. Popadła w długi, od problemów uciekała w alkohol.

Grywała epizodyczne role, ale już nie na miarę swojego talentu. Uzależniona od nikotyny, w czerwcu 2010 roku aktorka zmarła na raka przełyku. Została pochowana na warszawskich Powązkach.

Po jej śmierci, w „New York Timesie” ukazał się artykuł, w którym nazwano Czyżewską „królową bez swojej ziemi”. Można zastanawiać się, czy gdyby nie wyjechała za Davidem do USA lub po rozwodzie wróciła do kraju, jej życie wyglądałoby inaczej?

Sama zwykła mawiać: „Czasu nie można cofnąć, decyzji nie da się zmienić, więc lepiej zaakceptować to, co się wydarzyło. Życia nie da się powtórzyć”.

Natalia Łuczak

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama