Reklama

Uwielbiam ziemniaki

Sobota, 7 kwietnia 2012 (08:00)

Katarzyna Figura nieodwracalnie zmieniła oblicze frytek i wprowadziła je na salony. Można zaryzykować nawet więcej - dziś frytka kojarzy się z figurą, finezją i flirtem. O kuchni Kasi Figury i jej smakach w rozmowie z nami.

Zdjęcie

/    /AKPA
/ /AKPA

Znajduje pani czas w codziennym zabieganiu na wspólne pichcenie z córkami?

- Śmieję się, że doskonała ze mnie sprinterka, bo przez lata nauczyłam się tak planować swój dzień, że pomimo natłoku zadań, umiem ze wszystkim zdążyć na czas. Szacunek dla czasu przenoszę do kuchni. Należę do osób, które wolą długo smakować jedzenie niż długo je przyrządzać. Nie wyobrażam sobie wielogodzinnego stania w kuchni. Cieszę się, że równą przyjemność sprawia im przygotowywanie posiłków razem ze mną. Same robimy również sosy do sałat.

Lubicie gotować, celebrować jedzenie, a wspólne sporty?

- Uwielbiamy z dziewczynkami wycieczki rowerowe, basen i jazdę na łyżwach. Sport w naszym życiu jest równie ważny, jak zdrowa i nietuzinkowa kuchnia.

Pani kuchnia opiera się na intuicji i dobrej zabawie czy na książkach kucharskich i przepisach mamy?

- Jesteśmy rodziną transkontynentalną. Nasza docelowa kuchnia powstała z połączenia tradycyjnej kuchni mojej mamy, ale i ze smaków naszych podróży. Tak naprawdę to mama prowadzi moją kuchnię, a do siebie wraca jedynie, by podlać rośliny. Przygotowuje stricte polskie dania oparte o ryby, wołowinę i ziemniaki, co bardzo mnie cieszy, bo ziemniak jest jednym z moich najulubieńszych warzyw. Ja gotuję wtedy, gdy nie idę do pracy do teatru. Wówczas staram się odmienić nasze menu i dorzucam np. krewetki, które, nie chwaląc się, są moją specjalnością.

Co zawsze ma pani w lodówce?

- Moja lodówka pęka w szwach. Owoce morza, ryby, wołowina, oczywiście frytki, ale zdecydowanie najwięcej warzyw. Szczególnie odkąd do naszej rodziny dołączyła króliczka i świnka morska, które uwielbiają sałatę, kapustę pekińską, marchewkę i ogórki. Moje dzieci są dokładnie takie same (śmiech).

Pani mąż polubił polską kuchnię?

- Kai bardzo lubi polską kuchnię, ale bardzo dużo podróżujemy po świecie i wciąż poszukujemy nowych smaków, które później przenosimy na polski talerz. Szczególnie przypadła nam do gustu kuchnia orientalna i amerykańska, ale nie ta z naszych wyobrażeń o frytkach i hamburgerze. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na początku nowego milenium dominującą kuchnią w Stanach była azjatycka i hinduska. Dzisiejsza Ameryka karmi się natomiast kuchnią południowoamerykańską, z Peru, Brazylii i Argentyny, w której króluje ziemniak. Kilka lat temu, będąc w San Francisco, mąż zabrał mnie do jednaj z luksusowych restauracji, w której zachwyciłam się bogactwem odmian ziemniaka!

Jest coś, czego pani sobie odmawia, by zachować figurę?

- Staram się nie przejadać. Jeśli się zapomnę to zaczyna się horror. Źle się czuję i mogę zapomnieć - na własne życzenie - o ulubionych jeansach. W związku z tym węglowodany na moim talerzu pojawiają się do godziny trzynastej. To jest mój sposób, aby nie obciążać żołądka. Często żartuję, że jestem cały czas na diecie, bo dieta to nic innego, jak świadomość tego, co jemy i w jaki sposób jemy. Diety-diety szybko mnie nudzą i wściekają. Na co dzień zdaję się na intuicję, słucham swojego organizmu i jem to, na co akurat mam ochotę. Lubię różnorodność. Nie katuję się, ale jak widzę, że jeansy stały się za ciasne, troszeczkę moderuję sposób odżywiania. Żadna dieta nie zdziała jednak cudu bez aktywności fizycznej. Nie zastąpią tego ani masaże, ani spa. Moja recepta to jeść różnorodnie, cieszyć się towarzystwem przy stole i celebrować posiłki. Kiedy widzę, jak moim dzieciom smakuje, to moja radość jest największa. I mam poczucie super spędzonego czasu.

Od roku jest pani ambasadorką firmy McCain. Zmieniła pani wizerunek polskiej frytki?

- To prawda. Figura frytki pod moimi skrzydłami zdecydowanie się zmieniła. Przy okazji obaliłam też kilka mitów o frytkach, że są niezdrowe, tłuste i tuczące. Moje córki uwielbiają ziemniaki pod każdą postacią, a wyglądają jak smukłe szczypioreczki (śmiech).

Dzieci ciężko przekonać do zieleniny na talerzu. Pani i dziewczynki podobno ją uwielbiacie?

- Obecność warzyw w naszej kuchni jest podstawowa i obowiązkowa. Dziewczynki najbardziej uwielbiają brokuły. Warzywa mają to do siebie, że są fantastycznie kolorowe i mogą być świetną zabawą kulinarną. Zachęcam moje córki do jedzenia polskich warzyw sezonowych. Kaszmirka jest w naszym domu specjalistką od sałat.

Brokuły a nie... fast-foody?

- Kaszmirka i Koko absolutnie nie znają smaku fast-foodu.

Nie jest tajemnicą, że dobrze czuje się pani w roli restauratorki. Stworzyła pani nawet kalendarz "Frytki z Figurą przez cały rok", w którym znaleźć można dwanaście przepisów pani autorstwa. Najbardziej smakowity, pani zdaniem?

- Najbardziej lubię frytki w wersji z krewetkami w sezamie i sałatą ze szpinakiem oraz awokado. Moje córeczki też przepadają za tym daniem. W domowym cieple aranżujemy fantastycznie wyglądające talerze, których nie powstydziłaby się najlepsza restauracja.

Beata Banasiewicz

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

teletydzien.pl/AKPA

Reklama