Reklama

W serialu jest mamą uroczego chłopca

Poniedziałek, 1 października 2012 (14:39)

Stało się. Weronika Rosati została mamą! Jej synek Antoś jest słodkim piegowatym rudzielcem i ma 8 lat. Ten cud macierzyństwa zdarzył się aktorce na planie serialu "Ojciec Mateusz", gdzie gościnnie zagrała w odcinku "Czarna wdowa".

Zdjęcie

Weronika Rosati na planie "Ojca Mateusza" /fot  /AKPA
Weronika Rosati na planie "Ojca Mateusza"
/fot /AKPA

Jaki jest Twój stosunek do pająków, na przykład czarnych wdów?

- Nienawidzę pająków, panicznie się ich boję. Strach przed pająkami to jeden z moich lęków. Mam prawdopodobnie arachnofobię. 

Zdjęcie

/fot /AKPA

I dlatego w jednym z odcinków "Ojca Mateusza" zagrasz tytułową "Czarną wdowę".

- (śmiech) To sygnał dla widza, że wdowa będzie osobą podejrzaną. Marzena Krygier, którą gram, to postać niejednoznaczna, skomplikowana, pełna tajemnic. Dzięki temu mogłam pokazać cały wachlarz emocji. Jeśli coś jest atrakcyjne do zagrania, nawet na jeden odcinek, to chętnie taką propozycję przyjmuję. Uważam, że scenariusz "Czarnej wdowy" jest bardzo interesujący.

Czy to był jedyny powód Twojej decyzji?

- Zachęcił mnie brat, który ogląda "Ojca Mateusza" i bardzo go lubi. A że ja rzadko bywam w Polsce, dlatego zawsze radzę się mojej rodziny i przyjaciół. Pytam, czy wiedzą, co to za produkcja i co o niej sądzą. Brat stwierdził, że to fajny serial, na bardzo wysokim poziomie, przyjemny. Jednym słowem, powinnam w nim zagrać.

Jak byś scharakteryzowała swoją bohaterkę?

- Marzena jest w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Ma wiele na sumieniu, co ściąga na nią kolejne problemy. Jest rozdarta wewnętrznie, wcześniej podjęła pewne decyzje, których konsekwencje musi teraz ponosić.

Pochowała dwóch mężów.

- To mówi samo za siebie (śmiech).

"Czarna wdowa" równa się "czarny charakter"?

- Nie. Ja bym ją usprawiedliwiła. Uważam - a zdanie to dotyczy również ludzi, którymi się otaczam - że jeśli ktoś robi coś z miłości, albo dlatego, że bardzo w coś wierzy, to nie należy go zbyt surowo osądzać. Nie ma przecież złych intencji, tylko jest bezsilny wobec swoich uczuć. Fabuły zdradzać nie będę, ale Marzena okazuje się nie taka zła, jak mogłoby się wydawać.

Za to jej teść okazuje się gorszy, niż by się wydawało?

- Tak to z teściami jest. Chociaż nie wiem, bo nie mam teścia (śmiech).

Za to masz w serialu dziecko.

- Tak, mam 8-letniego synka Antosia. Tak naprawdę po raz pierwszy gram mamę w filmie. Co jest pewnym przeskokiem w mojej karierze, i z czego bardzo się cieszę. Poza tym tak się złożyło, że syn mojego brata też ma na imię Antoś.

Czy Twój serialowy synek jest do Ciebie podobny?

- Na planie wszyscy żartowali sobie, próbując doszukać się między nami podobieństwa. Doszli do wniosku, że elementem nas łączącym są piegi. Bo Olaf Marchwicki, który gra mojego syna, jest uroczym piegowatym rudzielcem. A do tego zdolnym, młodym aktorem.

Podobno granie z dziećmi to bardzo ciężka i wymagająca praca?

- Z dziećmi gra się fajnie, choć łatwo nie jest. One są naturszczykami, a aktorzy mają jednak tendencję do grania (śmiech). Dzieci po prostu są. Trzeba się bardzo pilnować.

Zdjęcie

/fot /AKPA

Bo są szczere, bystre i wykorzystują każdy moment nieuwagi?

- Rzeczywiście, są bardzo inteligentne. Na planie, podczas próby, zdarzyła się nam zabawna historia. W momencie, kiedy zadałam pytanie swojemu rozmówcy, bezwiednie spojrzałam na Olafa. Odpowiedzieć powinien mi ktoś inny, a odpowiedział on: "Nie wiem". Fajnie to wyszło. I zostało w scenie.

Czy w tak krótkim czasie zdążyłaś się zaprzyjaźnić z policją, w osobach komisarza Możejki (Piotr Polk) i aspiranta Nocula (Michał Piela)?

- Owszem. Koledzy postawili sobie za punkt honoru, żeby mnie rozśmieszyć i w najdramatyczniejszych scenach robili sobie żarty. W momencie, kiedy miałam zagrać totalny szok, kolega Nocul z premedytacją próbował mnie rozbawić. Trudno było wytrzymać. Ale to bardzo relaksuje, łagodzi napięcia, jest miłym odprężeniem. Zwłaszcza, kiedy się wstaje o 4.30.

Wcześnie.

- Na tym polega nasza praca. Rano światło jest najlepsze. Poza tym aktorzy, a zwłaszcza aktorki, muszą być wcześniej na planie ze względu na charakteryzację i makijaż.

Chyba że się gra bez makijażu, tak jak Ty w "Obławie", filmie o oddziale partyzanckim, za rolę w którym zebrałaś ciepłe recenzje.

- No tak, ale zanim się ubrałam na tym planie, to, jak obliczyliśmy, potrzebne było pół godziny. Było zimno, więc, żeby nie marznąć, ubierano mnie na cebulkę.

Czy prywatnie gustujesz w opowieściach kryminalnych?

- Bardzo. Zwłaszcza jeśli są przy tym lekkie, miłe, przyjemne i z poczuciem humoru. Zawsze byłam fanką filmów z lat 30-tych, a wtedy powstawało bardzo dużo kryminałów podszytych humorem i lekkością.

A co obecnie wywołuje lekkość i uśmiech na Twojej twarzy?

- Niezmiennie to samo - najbliższe mi w życiu osoby, stare filmy, rozmowy z przyjaciółmi, wspomnienia. Kiedy widzę kogoś, kto jest fajny, miły, ciekawy, dobry, nie ma w sobie uprzedzeń, nietolerancji czy złośliwości to już mam uśmiech na twarzy. 

Ewa Jaśkiewicz

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

teletydzien.pl/AKPA

Reklama