Reklama

W snach nie ma wózka

Wtorek, 7 lutego 2012 (16:17)

To jej drugi wielki debiut! Monika Kuszyńska wraca do show-biznesu po pięciu trudnych latach. Wokalistka odważnie patrzy w przyszłość. I marzy, by zostać mamą!

Zdjęcie

  Monika Kuszyńska /AKPA
  Monika Kuszyńska
/AKPA

Za Moniką Kuszyńską (32) już pierwsze castingi do "Bitwy na głosy". Jako trenerka poprowadzi jedną z drużyn złożoną z młodych talentów z jej rodzinnego miasta Łodzi. "Przy wyborze kierowałam się wyłącznie intuicją, bo zawsze tak robię. Nie czuję się kompetentna, by mówić tym młodym ludziom, jak mają śpiewać", powiedziała skromnie w rozmowie z SHOW. Ale tak naprawdę Monika to dziś gwiazda wyjątkowa. Błyszczy! I może być dla wszystkich wzorem niezwykłej siły i radości życia.

"Jeszcze kilka miesięcy temu nie zdecydowałabym się na udział w takim telewizyjnym przedsięwzięciu", szczerze mówi Monika. "Ale ostatnio wciąż jestem otwarta na różne propozycje losu. Pomyślałam sobie w pewnym momencie: nie ryzykuje tylko ten, kto siedzi w domu i nic nie robi", dodaje. Wyznaje też, że podjęła nie tylko odważne wyzwanie zawodowe. Piękne plany ma też w życiu prywatnym. Do spełnienia ma najważniejsze marzenie: dziecko! "Czy myślę o tym, aby zostać matką? Jasne, jak każda kobieta. Zobaczymy, co przyniesie los", deklaruje. Podkreśla też, że w życiu ma wyjątkowe szczęście do życzliwych, dobrych osób. To właśnie najbliżsi wspierali ją po tragicznych wydarzeniach z maja 2006 roku, kiedy wokalistka, wracając z zespołem Varius Manx z koncertu, uległa tragicznemu wypadkowi samochodowemu.

Obok niej jest przede wszystkim mąż Jakub Raczyński, saksofonista z dawnych lat zespołu Varius Manx. Pobrali się w sierpniu ubiegłego roku po dziewięciu latach znajomości. "Bardzo się cieszyliśmy, że udało nam się zachować ślub w tajemnicy. Nasza historia jest bardzo ładna, ale nie po to, aby ją sprzedawać", śmieje się wokalistka. Kuba jest wykształconym muzykiem jazzowym, studiował w Akademii Muzycznej w Katowicach. "On jest krytyczny z natury i w dodatku bardzo dobrze merytorycznie przygotowany, aby oceniać. Przez pewien czas nawet bałam się śpiewać przy nim, obawiałam się, że może mnie źle ocenić", opowiada o mężu wokalistka. Jego opinia jest dla niej najważniejsza. Dziś Monika i Jakub tworzą jedność. "Mamy wiele wspólnych planów, ale też doświadczeń, przecież razem dużo przeszliśmy", mówi Kuszyńska. Podkreśla też, że Kuba nigdy nie zwątpił w to, że jego żona wróci do śpiewania. I, co najważniejsze, przez ostatnie trudne lata bezustannie przy niej czuwał.

Bo choć Monika wróciła do aktywnego życia, tak naprawdę wciąż zmaga się z bólem. Od czasu wypadku, w którym uszkodzeniu uległ rdzeń kręgowy, przeszła pięć operacji. Rehabilitować swoje ciało będzie musiała już do końca życia. Ale twierdzi, że już się z tą myślą oswoiła. "Moje nogi to jeden wielki ból. Nauczyłam się go znosić i potrafię z nim żyć. Nie jestem już w stanie sobie wyobrazić, że nagle go nie ma. To by było takie dziwne uczucie... Organizm ludzki jest niesamowitym »urządzeniem«, które potrafi się przystosować do wszystkiego. Nie uciekam już przed cierpieniem. Taki mam charakter"! Ale czy Monika sama ma jeszcze nadzieję, że kiedyś będzie chodzić o własnych siłach? "Jestem optymistką, ale z dużą dozą realizmu. Wierzę, że być może jeszcze będę chodzić. Jednocześnie myślę, że pogodzenie się z obecną sytuacją też może być zdrowe i dobre dla mnie", opowiada. Nie chce też zbyt dużo myśleć o tym, co było kiedyś. Koncentruje się przede wszystkim na teraźniejszości. Bo najważniejsze jest, że wróciła! Nie przyszło to jednak łatwo.

Zdjęcie

   
/AKPA

Jeszcze pięć lat temu nie była pewna, czy kiedykolwiek będzie miała na tyle odwagi, by zaśpiewać przed publicznością. "Pamiętam, że najpierw próbowałam sobie coś nucić. Ale bardzo długo unikałam tego tematu. Bałam się, że kiedy otworzę usta, to usłyszę coś, co mnie nie usatysfakcjonuje. Początkowo założyłam sobie, że wyjdę na scenę tylko w momencie, kiedy będę mogła chodzić, lecz powoli zaczęło się klarować, że nie jest to taki szybki proces", opowiada. Wyznała też, że często jej się śni, że jest na scenie. Prawie nigdy wtedy nie siedzi na wózku. "Lubię swoje sny. Tam mam alternatywne życie, robię rzeczy, których nie jestem w stanie zrobić w realu. Kiedyś było mi bardzo smutno, kiedy się budziłam i uświadamiałam sobie, że to tylko fantazje. Teraz już nie uciekam w sen. Cieszę się z tego, co mam", opowiada.

Jeśli Monika wygra "Bitwę na głosy", na pewno zechce pomóc finansowo takim osobom jak ona - ofiarom wypadków samochodowych. Kuszyńska wciąż namawia ludzi, aby walczyli ze swoimi ograniczeniami. Traktuje to jako swój obowiązek. "W mediach wciąż jest bardzo trudno pokazywać ludzi na wózku. To są stereotypy, które nadal wrzucają osoby niepełnosprawne do jednego worka. Ale wśród nich są ludzie, którzy żyją bardzo aktywnie i robią nieprawdopodobne rzeczy. Niektórzy natomiast nadal chcą widzieć tylko smutny obrazek. Telewizja nieustannie lansuje ludzi szczupłych, młodych i zdrowych. Przez taki perfekcyjny wizerunek trudno jest się czasami przebić".

W trudnych chwilach piosenkarka może też liczyć na swoją siostrę Martę oraz Beatę Bednarz, wokalistkę zespołu grającego w "Tańcu z gwiazdami". Monika zdradziła też SHOW, że jedną z niewielu artystek, która zawsze była blisko niej, jest Tatiana Okupnik. "Kolegujemy się bardzo. Serdecznie pogratulowałam jej udziału w X Factor", deklaruje. Dzięki takim ludziom Monika coraz mocniej wierzy w siebie. "Przed wypadkiem byłam przekonana, że dobra piosenkarka koniecznie musi być laską. Zawsze mi wmawiano, że tak jest. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że byłam atrakcyjną dziewczyną. Ale budowanie swojego poczucia wartości wyłącznie na wyglądzie jest zgubne. Nigdy nie możesz mieć pewności, że tego nie stracisz", mówi. Dziś Monika porównuje lata spędzone z Varius Manx do uprawiania jakiejś dyscypliny sportowej. Dopiero po latach zrozumiała, że śpiewanie to jest ogromny dar i po prostu duża przyjemność. "Paradoksem tego wszystkiego, co się stało, jest teraz to, że nabrałam dystansu do swojego wyglądu i nagle doceniłam inne rzeczy, które mam do zaproponowania", twierdzi.

Wiosną ukaże się nowa, solowa płyta Kuszyńskiej. Na pewno znajdzie się na niej utwór, który napisała specjalnie dla męża. Słowa są piękne: "Podniosłeś mnie, gdy brakło sił, by dalej iść. (...) Znalazłam Cię w natchnionych oczach dzieci Twych i stało się pokochałam z całych swoich sił." Jeśli nawet Monika nie wygra programu "Bitwa na głosy", to i tak może się uważać za największą zwyciężczynię programu!

Oskar Maya

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Show

Reklama