Reklama

Wellman: Dystans przydaje się zawsze

Czwartek, 20 grudnia 2012 (10:51)

Na planie filmu „Wałęsa”, jako Henryka Krzywonos, byłam bardzo przestraszona – wspomina Dorota Wellman. Jak jednak przyznaje, pomógł jej wrodzony dystans do siebie, który tak bardzo lubią widzowie jej programów.

Zdjęcie

O Dorocie Wellman często mówi się „silna kobieta”. A skąd bierze siłę? – Umiem się z siebie śmiać i mam dużo autoironii – mówi dziennikarka. /fot  /AKPA
O Dorocie Wellman często mówi się „silna kobieta”. A skąd bierze siłę? – Umiem się z siebie śmiać i mam dużo autoironii – mówi dziennikarka.
/fot /AKPA


Podejmuje Pani kontrowersyjne tematy w “Mieście kobiet". Czy spotyka się Pani z twierdzeniem, że są one zbyt kontrowersyjne?
- Oczywiście, bardzo często. Staramy się bowiem łączyć w każdorazowym odcinku programu jedną rozmowę budzącą kontrowersje, pobudzającą do dyskusji z tematem społecznym. Myślę, że to zestawienie jest dobrym pomysłem. Szczególnie tematy istotnie społecznie są ważne, bo dotyczą wielu osób. Ale niestety żyjemy też w takich czasach, gdzie to, co kontrowersyjne lepiej się sprzedaje. Zresztą widzowie sami oczekują takiej tematyki od nas.

Zdjęcie

Z Pauliną Młynarską tworzą zgrany duet, który nie boi się podejmować trudnych, kontrowersyjnych tematów w „Mieście kobiet”.
/fot /TVN

A czy trudno znaleźć gości do programu?
- Jest wiele takich tematów, które nie zostały poruszone, właśnie dlatego, że nie udało nam się namówić gości do opowiedzenia o nich w telewizji. Zdarzyło się też, że już po nagraniu odcinka, zaproszona osoba odmówiła zgody na emisję, bo przestraszyła się tego, jak sama wypadła przed kamerą. Ale to jest zrozumiałe, bo nasz program nie podejmuje lekkich tematów celebryckich, tylko rozmawiamy ze zwykłymi osobami, które mają często trudną historię życia.

Znana jest Pani z dużego dystansu do siebie. Czy to niezbędna cecha dziennikarza i czy to pomaga zaproszonym gościom?
- Ja tę autoironię mam we wszystkich swoich programach. Bardzo nie lubię nadęcia i przeświadczenia, że jestem jakimś wieszczem narodu. Pracuję w programach, które mają informować i bawić, jak "Dzień Dobry TVN", i nie jest to wielka społeczna publicystyka. Ten dystans więc bardzo się przydaje, bo ludzie lubią się pośmiać i dobrze czuć, oglądając ten program. W przypadku "Miasta kobiet" jest trochę inaczej, bo tematy są poważniejsze. Lecz tu także staram się mieć dystans do siebie, ponieważ to po prostu odpręża gości i otwiera do rozmowy.

Wspomniała Pani kiedyś, że chciałaby się poświęcić polityce - należy Pani np. do “Partii dobrego humoru". Czy nadal to jest Pani marzenie?
- Tak, bardzo chciałabym zostać politykiem. Nawet mogę przyznać, że ostatnio się do tego przygotowuję. Myślę, że politykiem nie powinno się być z przypadku. Za nim musi stać wiedza, a nie partia. Jeśli ktoś chciałby tak jak ja, w jakimś stopniu wpływać na losy kraju, w którym mieszka, musi mieć podstawy, by móc działać w strukturach samorządowych, lub w większej, ogólnopolskiej skali. Myślę, że mało jest kobiet w polityce i taka osoba, jak ja też by się przydała. Sądzę, że mam już dużo wiedzy na ten temat i staram się jeszcze te wiedzę poszerzać, by do takiej roli publicznej się przygotować, czego nie widzę po naszych posłach.

Zdjęcie

– Bardzo bałam się kompromitacji w roli Henryki Krzywonos. Grałam przecież z profesjonalnymi aktorami (Robertem Więckiewiczem – tytułowym Lechem Wałęsą i Mirosławem Baką – w roli dyrektora stoczni) – przyznaje dziennikarka.
/fot /MWMedia

Czy może grając Henrykę Krzywonos czuła się już Pani, jakby trochę te marzenia spełniła?
- Ja bym raczej powiedziała, że odtwarzałam tę postać, bo “grać" to może za duże określenie. A ona w sumie nie była politykiem. W tamtym czasie była mocno i emocjonalnie zaangażowaną kobietą, która postanowiła “zawrócić kijem historię". Nie miałam więc też takiego poczucia, że spełniam się w roli polityka. Przede wszystkim byłam na planie bardzo wystraszona. Przydarzyło mi się coś tak niezwykłego i trudnego dla mnie, że uczestniczenie w tym filmie napawało mnie zwyczajnie lękiem. Myślałam, że sobie nie poradzę, że się skompromituję, że gram z profesjonalnymi aktorami, a reżyseruje to światowej sławy reżyser. Jednak chciałam bardzo to zrobić, bo wydawało mi się to też jakąś życiową przygodą. Nie myślałam o polityce, ale tylko o tym, by nie dać plamy i żeby Henia Krzywonos głowy mi nie zmyła (śmiech).

Cytat

– Myślę, że jest za mało kobiet w polityce i przydałabym się tam

A jak to jest zagrać postać historyczną, a zarazem wciąż aktywną w życiu publicznym?

- Przyznaję, to koszmar! (śmiech). Na szczęście wcześniej spotkałam się z Henią, z którą znam się od dawna. Ona mi dała jedyne w swoim rodzaju wskazówki: "Ty nic nie graj, ty bądź sobą, bo jesteśmy do siebie podobne". Myślę, że te porady były najlepsze. Nie jestem i nie będę profesjonalną aktorką. Starałam się symbolicznie oddać tę postać, a nie ją grać. Jednak trzymam kciuki, by ten film się ukazał, bo nie mogę się doczekać, żeby siebie zobaczyć (śmiech).

Przed nami Boże Narodzenie. Spędza je Pani tradycyjnie przy stole, czy może jakiś wyjazd lub dyżur redakcyjny?
- Na szczęście nie praca, ona przypadnie na Sylwester. A święta - od zawsze tradycyjnie. To u nas rodzinne. Z pokolenia moich rodziców pozostał już tylko teść i dla niego wyjazd byłby utrudnieniem. Dlatego parę lat temu stwierdziłyśmy z siostrami, że święta będziemy robić dla naszych rodziców czy teściów. Ja też lepiej się czuję w domowych warunkach, podczas rodzinnej Wigilii. Choć może odbiegnięciem od tradycji jest to, że nie spędzamy ich tylko przy suto zastawionym stole. Chcemy się przede wszystkim spotkać, a nie najeść, więc ograniczyliśmy nieco ilość dań świątecznych. Dlatego też nie mogłabym sobie odmówić wspólnego przeżywania świąt, jeżdżąc wtedy na przykład na nartach. Uwielbiam też przygotowania do świąt, śpiewanie kolęd, rozmowy i bardzo się staram, by nie zmieniać tej tradycji.  

A ma Pani spisane jakieś postanowienia noworoczne?
- Nie, nigdy nie byłam zwolenniczką spisywania i obiecywania sobie jakichś wielkich postanowień, których i tak potem nie realizowałam. Mam metodę małych kroków i jak coś sobie postanowię, to są to małe zobowiązania w najbliższym terminie. Łatwiej jest przez to się z nich wywiązać. I to mogą być drobne rzeczy. Obiecałam sobie trzy miesiące temu, że będę robić dłuższe spacery pięć razy w tygodniu. Tego się trzymam i nie mam wyrzutów sumienia pod koniec roku (śmiech)!

Rozmawiał Wojciech Skrok



 

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama