Reklama

Wieczorkowski dąży do spokoju

Wtorek, 31 stycznia 2012 (14:36)

Właśnie dobiega czterdziestki, a wciąż ma w sobie urok chłopca. W szczerej rozmowie z SHOW Jan Wieczorkowski opowiada o swoim dorastaniu do bycia ojcem.

Zdjęcie

  Jan Wieczorkowski /AKPA
  Jan Wieczorkowski
/AKPA

Za miesiąc skończysz czterdziestkę. Planujesz huczną imprezę?

- Jeszcze nie wiem. Do tej pory świętowaliśmy dość hucznie, teraz nie napalam się na to, bo akurat będę w pracy. Zobaczymy.

Czujesz, że jesteś teraz w przełomowym momencie swojego życia?

- Słyszałem, że po czterdziestce zaczyna się u facetów spokojniejszy okres. Przynajmniej ja do tego dążę. Mam kochającą rodzinę i jestem szczęśliwy.

Pamiętasz kultowy serial "Czterdziestolatek"? Dzisiaj facet w tym wieku wygląda inaczej niż Andrzej Kopiczyński, który grał rolę ojca typowej polskiej rodziny.

- O tak! (śmiech) Kiedyś wszyscy wyglądali poważniej. Gdy mój ojciec miał czterdziestkę, to ja byłem już nastolatkiem. Ostatnio tata pokazywał mi swoje zdjęcia klasowe z liceum. Wyglądał na znacznie starszego niż ja w jego wieku.

Podobno kiedy dziecko przychodzi na świat, wszystko się zmienia. Zgadzasz się z tym?

- Może nie wszystko, bo przecież musi być zachowana pewna równowaga, musimy mieć czas dla siebie. Czas na odreagowanie i na odpoczynek. Ale tak już jest, że jak dziecko się rodzi, to jakieś 80 procent naszego życia jest podporządkowane maluchowi.

Zdjęcie

  Dumny tatuś z Jasiem
/AKPA

Jaś jest do ciebie podobny?

- Tak. Ostatnio ktoś mi powiedział, że to skóra zdarta ze mnie. No i temperamencik też ma typowo "chłopacki".

Pozwalasz mu oglądać telewizję?

- Jaś uwielbia świnkę Peppę i muppeta Elmo z "Ulicy Sezamkowej". Ale myślę, że już niedługo zabiorę Jaśka do kina. Wtedy sam nadrobię zaległości w filmach animowanych.

Jak twój syn reaguje, gdy widzi tatę na ekranie telewizora?

- Mówi: "O, tata" i cieszy się przez chwilę. Ostatnio stwierdził, że chce być aktorem. Wcześniej mówił, że będzie perkusistą.

Ula, twoja żona, mówiła mi, że u was w domu ciągle słychać muzykę.

- Odkąd pamiętam, towarzyszyła mi muzyka. Niemal nieustannie. To jest coś, bez czego nie potrafię żyć. Miłość do muzyki przekazał mi ojciec, a teraz ja przekazuję to samo mojemu synowi. Mały często sobie nuci, podśpiewuje, organizuje koncerty dla misiów. Kiedyś zabrałem synka do sklepu snowboardowego. I nagle Jaś zaczął śpiewać piosenkę zespołu Foster the People. Młodzi ludzie, którzy byli w sklepie, stanęli jak wryci, bo dwulatek podśpiewywał kawałek, i to w dodatku po angielsku. To było przekomiczne.

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Show

Reklama