Reklama

Włodzimierz Matuszak: Nie jestem taki święty

Środa, 26 sierpnia 2015 (13:31)

Koloratka jest jego nieodłącznym atrybutem – Włodzimierz Matuszak specjalizuje się w rolach proboszczów. Po wakacjach jego postać pomoże zażegnać kryzys w związku Śmiałków, a nam aktor zdradził, dlaczego mimo serialowego wizerunku daleko mu do świętości.

Stał się Pan już etatowym księdzem polskiego serialu – najpierw przez lata w „Plebanii”, teraz został Pan proboszczem w Wadlewie, w „Pierwszej miłości”.

– Hmm … może za jakiś czas awansuję na biskupa (śmiech)! A całkiem poważnie, tak bywa w tym zawodzie, że role się powtarzają. Ale to również ciekawe wyzwanie dla aktora.

Tak trzeba kombinować, by nie kopiować postaci, a stworzyć kogoś nowego.

Jak się gra w sutannie? Czy to wygodny kostium? ?

– Jak każdy rodzaj munduru, wymusza określoną postawę i zachowania. Kostium niesie dużo możliwości, ale jeszcze więcej ograniczeń. Na szczęście proboszcz w Wadlewie częściej ubiera się w cywilne ciuchy, z dodatkiem koloratki.

Co, poza sutanną i funkcją, łączy nowego proboszcza Wadlewa z Antonim Wójtowiczem z Tulczyna?

– Przede wszystkim empatia. Nowy proboszcz zajmie się zwaśnioną rodziną Śmiałków, jak również innymi mieszkańcami, z powodzeniem łącząc swą posługę kapłańską z rolą mediatora okolicznej społeczności i zdaje się, że zagości tu na dłużej.

Czy poza tymi dwoma serialami grał jeszcze gdzieś Pan księdza?

– To zabawne, ale tak, grałem księży jeszcze dwukrotnie w teatrze. Jeden z nich był co prawda oszustem w sutannie, niemniej postać prowadzona była przez większą część spektaklu w tym kierunku, aby widz domniemywał, że to jednak prawdziwy duchowny. A w latach 90. grałem księdza Piotra w „Dziadach”, w Bydgoszczy.

Jakie są Pańskie najnowsze zawodowe plany?

– W październiku na ekrany kin wejdzie film Kamila Szymańskiego zatytułowany „Git”, w którym miałem ogromną przyjemność zagrać postać zupełnie inną niż te, z jakimi kojarzę się większości widzów.

Nie stroni Pan od udziału w różnych widowiskach. Niegdyś „Jak Oni śpiewają”, ostatnio skoki do wody w „Celebrity splash”.

– To rodzaj zabawy, do której trzeba jednak solidnie się przygotować. Treningi na basenie i sali ćwiczeń to był niezły wycisk, ale nie żałuję – poszło na zdrowie.

Pogratulować kondycji…

– Kondycja potrzebna jest w pracy na co dzień, Ciało, głos, słuch, etc. to instrumenty, o które trzeba dbać, by jak najdłużej służyły, bo bez tego ciężko byłoby ten zawód uprawiać.

To jak z samochodem, który wymaga nieustannej konserwacji, żeby się nie rozsypał (śmiech). A że sport lubiłem od dziecka i zawsze był częścią mojego życia, to nie mam dziś też problemu z wszelaką aktywnością, uprawiam różne dyscypliny. Oczywiście w granicach rozsądku.

Podobno w trosce o zdrowie udało się Panu w końcu rzucić palenie?

– Rzucałem wiele razy i wracałem tyle samo (uśmiech). Teraz palę zdecydowanie mniej, ale palę. Nie jestem taki święty…

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama