Reklama

Wojciech Pokora życie bierze na poważnie

Sobota, 25 sierpnia 2012 (11:10)

Mówi, że śmieje się coraz mniej, bo... jest w poważnym wieku. Wszyscy wiedzą jednak, że jego poczucie humoru i zawodowe doświadczenie jest na wagę złota. – Teraz najpiękniejszą uroczystością jest dla mnie Boże Narodzenie – wyznaje z uśmiechem.

Zdjęcie

Wojciech Pokora /  /AKPA
Wojciech Pokora
/ /AKPA

Gdzie najchętniej spędza Pan czas?
- Przez pół roku siedzę na działce. Znajduje się ona pod Radzyminem, 30 kilometrów od Warszawy. Do teatru jadę stamtąd niecałą godzinę. Całe lato też jestem na działce. Z żoną oczywiście. Stuknęło nam 55 lat małżeństwa. Jak ten czas leci! 

Zdjęcie

Wojciech Pokora marzył o graniu na skrzypcach - na scenie tylko markuje.
/ /AKPA

Szczęśliwie doczekał się Pan gromadki wnuków. Odwiedzają Pana na działce?
- Od czasu do czasu, tak. Jedna z moich wnuczek, Agata, kończy właśnie szkołę teatralną. Jest na finiszu. Jej rodzice, czyli moja córka i zięć, mają działkę tuż przy mnie. Przyjeżdżają, żeby sobie posiedzieć, głównie w weekendy. Wnuczka jest teraz bardzo zajęta, ponieważ przygotowuje się do egzaminów, dlatego przyjeżdża znacznie rzadziej.

Jaki talent wykazuje wnuczka - dramatyczny czy komediowy?
- I taki, i taki. Najpiękniej jednak śpiewa. Tak pięknie, że wstrząsnęła muzycznym światem Warszawy. Bardzo jestem z niej dumny. Niech się jej powiedzie. Kobietom jest bardzo trudno w tym zawodzie cokolwiek osiągnąć. Ale ponieważ pięknie śpiewa, pewnie pójdzie w tym kierunku.

Wnuczka nie tylko pięknie śpiewa, gra również na pianinie. A jaki instrument jest Pana ulubionym?
- Skrzypce to był mój wymarzony, wyśniony instrument. Mało tego, od córki dostałem w prezencie skrzypeczki, bo tak je kocham. Ale nigdy nie naumiałem się grać. Córka wiedziała, że jestem zapalonym fanem skrzypiec, wobec tego wiele lat temu na Gwiazdkę podarowała mi pod choinkę skrzypeczki, które mam do dzisiejszego dnia, ale jeszcze na nich nie zagrałem (śmiech).

Może zbliżające się 2 października 78. urodziny będą okazją, żeby coś zagrać? A skoro już wspominamy jubileusze i daty, to czy jest Pan, jak to się mówi, człowiekiem rocznicowym?
- Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, byłem. Teraz najpiękniejszą uroczystością jest dla mnie Boże Narodzenie. Wtedy cała rodzina się do nas zjeżdża - córki, wnuczki. Jest bardzo pięknie. 

Zdjęcie

"Tele Tydzień" na swoich łamach przypomina ważne role Wojciecha Pokory
/ /Tele Tydzień

Jak był Pan odbierany po wielkim sukcesie filmu "Poszukiwany, poszukiwana" Stanisława Barei, gdzie zagrał Pan historyka sztuki ukrywającego się w kobiecym przebraniu jako gosposia Marysia?
- O, jak najgorzej!

Dlaczego?
- Musiałem kilka razy zmieniać numer telefonu. Pytania, czy raczej propozycje telefoniczne, były nie do przyjęcia ...

Zdarzały się wśród nich także oferty matrymonialne?
- Może nie aż tak (śmiech). Ale proponowano mi na przykład, czy nie wziąłbym etatu sprzątaczki u kogoś.

Był Pan zaczepiany na ulicy. Popularność Panu doskwierała?
- Oczywiście, ponieważ ten film zdobył ogromną popularność. Ale pierwsze lata jego sukcesu były dla mnie strasznie nękające...

W tej chwili przebieranie się, w teatrze czy filmie, jest bardzo modne, żeby nie powiedzieć, oczywiste. Wtedy było to dość pionierskie posunięcie, nie licząc rzecz jasna "Pół żartem, pół serio" Billy’ego Wildera.
- Właśnie! Dlatego ja bardzo niechętnie podjąłem się roli Marysi. W ogóle nie chciałem tego grać, bo to było niedługo po emisji "Pół żartem, pół serio". Zdawałam sobie sprawę z tego, że tak wspaniale jak zagrali w kobiecych przebraniach dwaj amerykańscy aktorzy - Jack Lemmon i Tony Curtis - nikt przecież nie zagra.

Czy swego czasu, oglądając "Pół żartem, pół serio", był Pan pod urokiem również Marilyn Monroe?
- Byłem, jestem... i nie tylko ja (śmiech).

Komedia to Pana żywioł. Zagrał Pan niemal we wszystkich filmach Barei, od wspomnianego wyżej, poprzez chociażby "Bruneta wieczorową porą" czy "Misia", na "Alternatywy 4" i "Zmiennikach" kończąc. Bawił Pan jako inżynier Mieczysław Gajny w "Czterdziestolatku" Jerzego Gruzy, jako hrabia Żorż Ponimirski w "Karierze Nikodema Dyzmy" Jana Rybkowskiego, czy Ernst von Nogay w "C.K. Dezerterzy" Janusza Majewskiego. Śmialiśmy się ze skeczów Kabaretu Dudek z Pana udziałem i komediowych ról na deskach teatru. Co dziś bawi i śmieszy Wojciecha Pokorę?
- Już mnie nic nie śmieszy. Wydoroślałem. Życie biorę na poważnie, bo i wiek poważny. 

Zdjęcie

Z żoną Hanną (od 55 lat) i wnuczką Agatą, z której aktor jest szalenie dumny
/ /AKPA

Kiedyś aktorzy bardzo chętnie płatali sobie teatralne psikusy. Który z kolegów był Pana w stanie "ugotować" na scenie? Kto był najbardziej skłonny do psot?
- Niejaki Wiesław Gołas. On mnie gotował na każdym przedstawieniu. Wiele lat byliśmy razem w Teatrze Dramatycznym. Potrafił doprowadzić do tego, że "ugotowany" schodziłem ze sceny. Na szczęście publiczność nie miała zielonego pojęcia, że nie przewidziano tego w sztuce.

Pamięta Pan jakąś konkretną historię, która zapadła Panu w pamięci? Mógłby Pan przytoczyć to wydarzenie?
- Kiedy graliśmy "Romulusa Wielkiego", jako Rzymianie, wszyscy chodziliśmy w sandałach. Ja również. Ale ponieważ garderoby były na drugim piętrze, zostawialiśmy sandały w kulisach. Pewnego wieczoru Gołas przybił mi te sandały gwoździami do podłogi. Zagadał mnie, ja w ostatniej chwili wziąłem tacę, wkładam sandały i... jak długi runąłem na scenę. Taca cała się rozsypała, a Jan Świderski, który kreował Romulusa Wielkiego, powiedział: "Wyjdź, idioto!".

Czy teraz zdarza się jeszcze Panom spotkać i porozmawiać o tamtych czasach? Wracają Panowie pamięcią do wydarzeń, gdy razem występowali na scenie?
- Oczywiście, że się spotykamy, ale jest to częściej przypadek niż zaplanowane spotkanie. Zwłaszcza że tyle czasu spędzam na działce (śmiech).

Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz

Pełna wersja wywiadu - z którego można dowiedzieć się m.in. w jaki sposób Wojciech Pokora spędza czas na działce, o czym marzy, z kim spotkał się w teatrze po 50 latach, za kogo przebierał się w domu, i jak zareagował na wieść, że wnuczka zagra w serialu - w 35. numerze "Tele Tygodnia".

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama