Reklama

Zabawny pantoflarz

Czwartek, 15 marca 2012 (10:52)

Dla jego bohatera rodzina i przyjaciele są ważniejsi niż służbowe procedury. Prywatnie też ceni te wartości. – Dom i dzieci. To mnie najbardziej odstresowuje – wyznaje Ireneusz Czop.

Zdjęcie

/    /AKPA
/ /AKPA

Co sprawiło, że zdecydował się Pan na pracę w "Komisarzu Aleksie"? Scenariusz, obsada, miejsce akcji?

- Propozycja pojawiła się w trakcie kręcenia "Pokłosia" Władysława Pasikowskiego, a ja od razu wiedziałem, że chcę zagrać Ryśka Puchałę. Mogłem ponownie spotkać się z Robertem Wichrowskim, z którym parę razy pracowałem i zawsze były to fantastyczne przeżycia. Obsada również dawała zapowiedź bardzo interesującej i przyjemnej pracy. Do tego plan zdjęciowy przewidziany był w Łodzi, gdzie mieszkam, a postać starszego aspiranta to zupełnie odmienne wyzwanie od ról, które wcześniej grałem. Same plusy.

Zdjęcie

Ireneusz Czop, Magdalena Walach i Kuba Wesołowski na planie serialu "Komisarz Alex"
/ /AKPA

Jaki jest Pański bohater?

- Nie zawsze rozgarnięty. To zabawny pantoflarz zakochany w swojej żonie i bliźniakach, policjant na niekończącej się diecie, a z drugiej strony profesjonalista oraz spec od wyszukiwania informacji w internecie, sprawny funkcjonariusz w akcji. Ze swoim szefem Markiem Bromskim i cud-dziewczyną Lucyną tworzą nie tylko zgrany team do łapania przestępców, ale po prostu się przyjaźnią.

Pracował Pan już ze zwierzętami na planie?

- Tak, wiele razy. Pracowałem z psami, kotami, szczurem, nawet pytonem królewskim! To niezła przygoda. Niezależnie od tresury zawsze trzeba pamiętać, że ich natury się nie zmieni i należy być bardzo uważnym. Najtrudniejsze jest znaleźć w sobie cierpliwość.

Aleks nie sprawiał kłopotów?

- Nie, choć oczywiście śmiesznych sytuacji nie brakowało. Kiedyś mieliśmy aresztować bandziora, który uciekał po płycie lotniska. Aleksa bawiło bieganie, dla niego dwieście metrów to pestka. Ale przy dziesiątym dublu śmialiśmy się, że Puchała potrzebuje już butli tlenowej i nie musi chodzić przy takim wysiłku na siłownię.

Ma Pan sprawdzone metody na odreagowanie stresu po przepracowanym dniu na planie zdjęciowym?

- Nie myślę o odreagowaniu. Po prostu żyję. Dom, dzieci, przyjaciele i nowe wyzwania to mnie najbardziej relaksuje. Podróże, pływanie, chodzenie po górach dają mi poczucie, że ciągle jestem człowiekiem, a nie maszyną do pracy. Moje hobby tak często się zmieniają, że samo odnajdywanie nowych zainteresowań bardzo mnie bawi. Muzyka, granie na gitarze, sport, czytanie, medytacje.

A najbliższe plany zawodowe?

- Czeka na mnie kolejny interesujący rok. Zacząłem zdjęcia w "Na dobre i na złe" i rozpoczynam próby do "Braci Karamazow" w teatrze Jaracza w Łodzi. Do tego czeka mnie obrona doktoratu w łódzkiej filmówce.

Rozmawiał Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama