Reklama

Zmieniłem się przez ten rok

Piątek, 28 września 2012 (11:17)

Maciej Dowbor milczał przez wiele niełatwych dla niego miesięcy. Nie komentował plotek o sobie. Zgodził się porozmawiać tylko z SHOW. „Stałem się nieufny, ale i odporny”, mówi.

Zdjęcie

„Nie ma nic gorszego niż rozpamiętywanie przeszłości. Nie lubię kombatanctwa, życia wspomnieniami”, mówi SHOW Maciek. /fot  /MWMedia
„Nie ma nic gorszego niż rozpamiętywanie przeszłości. Nie lubię kombatanctwa, życia wspomnieniami”, mówi SHOW Maciek.
/fot /MWMedia

Dlaczego zgodziłeś się na wywiad po roku milczenia?

- Bo mnie napastowałaś telefonami od wielu miesięcy, a ja mam problemy z asertywnością. Jesteś potwornie upartą osobą. Powinnaś się zabrać za triatlon.

Wróciliście z Joasią do siebie?

(cisza, uśmiech).

Mam wyrzucić to pytanie?

- Sądzisz, że tyle czasu broniłem się przed mówieniem o swoim życiu prywatnym, a teraz mnie złamiesz? (śmiech).

Zdjęcie

Maciej od roku trenuje triatlon, czyli pływanie, jazdę na rowerze i bieganie. Ostatnio na zawodach w Borównie zajął 41. miejsce na ponad 400 zawodników. To doskonały wynik.
/fot /MWMedia

Rzuciłeś się na kolana przed Aśką z pierścionkiem zaręczynowym?

- Na pewno ci powiem (śmiech). Coś jeszcze chcesz wiedzieć?! (śmiech).

Twoja córka poszła właśnie po raz pierwszy do przedszkola?

- Tak!

Ty ją odprowadziłeś czy Joasia?

- W tak ważnych momentach w życiu dziecka rodzice powinni być razem. Na początku z odprowadzaniem dzieci lepiej radzą sobie ojcowie. Bo kobiety wylewają za dużo łez. Ja tego tak nie widzę. We wrześniu wielu rodziców przeżywa różne szkolno-przedszkolne dylematy.

Ty tego nie czujesz?

- Faktycznie większy stres przeżywają rodzice niż dzieci. Nie tylko matki! Ostatnie dni były dla mnie nerwowe. Pojawia się w nas świadomość upływającego czasu. Do tego myśl, że teraz ktoś inny będzie kształtować twoje dziecko. I w końcu strach, że córkę mogą spotkać różne trudne sytuacje. Jak ona sobie z nimi poradzi? Czy będzie potrafiła się dostosować? Na przykład w przedszkolu Janinka je obiad o godzinie 11.30. W domu tak nie było. Z jednej strony chcę, by nie przeżywała stresów i była szczęśliwa, a z drugiej nie wyobrażam sobie, by nie poszła do przedszkola. To da jej przecież możliwość normalnego życia z rówieśnikami. Bo z racji zawodów, jakie z Joasią uprawiamy, Janka może mieć skrzywiony obraz rzeczywistości.

Co konkretnie masz na myśli?

- Nie każde dziecko jest przyzwyczajone do tego, że gdziekolwiek się pojawi z rodzicami, to natychmiast jest jakiś pan z aparatem. Zresztą nie ukrywam, że moja córka boi się tych panów. Nie wszyscy potrafią zachowywać się kulturalnie, z delikatnością wobec małego dziecka.

A jak ty się czułeś, kiedy podglądali cię paparazzi?

- Ostatni rok był pod tym względem wyczerpujący. Jeździli za mną codziennie.

Bardzo cię to zmieniło?

- Stałem się bardziej nieufny, ale też uodporniłem się na bzdety. Zrozumiałem, że uprawiając swój zawód, muszę liczyć się z konsekwencjami. Owszem, mógłbym zrezygnować z pracy w show- -biznesie. Pewnie wtedy pozbyłbym się paparazzich. Ale ponieważ lubię swoją robotę - zostaję.

Zdjęcie

Ze zwycięzcą 1. edycji "Tylko taniec" - Dawidem Ignaczakiem
/fot /AKPA

Czemu nie dementowałeś plotek na swój temat?

- Bo nie widzę najmniejszego powodu, dla którego powinienem się tłumaczyć komukolwiek, co jest prawdą, a co kłamstwem. Śmieszy mnie tylko dyżurna instytucja "przyjaciela pary", "znajomego z pracy".

Słyszałam, że w ostatnim roku bardzo zbliżyłeś się do córki, że poświęcałeś jej dużo czasu.

-  Facetowi, przynajmniej mnie, trudno było nawiązać tak bliski kontakt z niemowlęciem. Dopiero gdy dziecko zaczyna mówić i jest sprzężenie zwrotne, mężczyźnie jest łatwiej.

Czujesz się dobrym ojcem?

- Zawsze mógłbym być lepszym. Ale podejrzewam, że każdemu mężczyźnie towarzyszy ta wątpliwość.

Jesteś podobny do swojego ojca?

- Trudno porównać relacje ojca z synem do relacji ojca z córką. Czasem zastanawiam się, czy potrafiłbym mieć syna. Może byłbym dla niego zbyt surowy? Dziewczynki rozmiękczają serca tatusiów. Ja, mimo moich nowoczesnych poglądów, mam przeświadczenie, że facet powinien być twardy. Jak wychować syna na twardziela? Może kiedyś będę jeszcze zgłębiał tę kwestię.

Ostatni raz rozmawialiśmy dokładnie rok temu. Mam wrażenie, że byłeś wtedy innym facetem. Dziś jesteś jakiś smutny.

- Posmutniałem? Nie, raczej nabrałem dystansu. Wiesz, miałem w ostatnich miesiącach sporo czasu, by przemyśleć wiele spraw. Podczas biegania, jazdy na rowerze czy też pływania człowiek się potwornie nudzi. Poza tym trzeba jakoś zapomnieć o bólu, zmęczeniu i zabić monotonię towarzyszącą żmudnym treningom. I to jest ważniejsze niż lepszy indeks BMI czy poprawiona wydolność.

Skąd pomysł na nowe hobby?

- Rok temu jechałem do Łodzi z ekipą Polsatu zrobić materiał z Fashion Week. Wpadliśmy też do Spały, gdzie do debiutu triatlonowego przygotowywali się Piotrek Adamczyk, Łukasz Grass, Bartek Topa i Tomek Karolak. Postanowiłem spróbować. Wiedziałem, że da mi to możliwość zmierzenia się ze słabościami. Szukałem też nowej filozofii życiowej, która mogłaby mi dłużej towarzyszyć. Brakowało mi czystego wyzwania, które jest oparte na sile woli, determinacji i ciężkiej pracy.

Co zmienił w twoim życiu triatlon?

- Tylko ludzie o specyficznych cechach charakteru są w stanie odnieść w nim sukces. Aby pokonać 1,9 km w wodzie, przejechać na rowerze 90 km i przebiec 21,1 km, czyli półmaraton, trzeba trenować codzienne, a przed samym startem nawet dwa razy dziennie. Po jakimś czasie, kiedy pokonujemy lenistwo i zmęczenie, uświadamiamy sobie, że możemy być także lepsi poza treningami: w pracy i prywatnie. Poza tym dzięki triatlonowi przestałem całą samorealizację sprowadzać do pracy. Moja robota w telewizji oparta jest na "tu i teraz". Jest kompletnie niewymierna. W sporcie jest długa droga, próba osiągnięcia założonego celu i na końcu obiektywny wynik. Odnosisz sukces lub porażkę.

Zdjęcie

Przestałem całą samorealizację sprowadzać do pracy”, mówi Maciej. Dziennikarz pracuje w Polsacie od 2005 roku. Był gospodarzem aż dziewięciu programów stacji.
/fot /AKPA

Zająłeś znakomite 41. miejsce w triatlonie w Borównie. Podobno ostatnie kilometry przebiegłeś dzięki wsparciu najbliższych.

- Trener pomagał. Motywował.

Na mecie stała córeczka?

- Wiele osób czekało na mnie na mecie.

Ale tylko jednej oddałeś swój medal?

- Janinka ucałowała mnie, pogratulowała, a potem spytała, czy dostanie mój medal.

Oddałeś?

- Jasne, oddaję jej wszystko. To trzeci krążek w jej kolekcji.

Czy teraz czujesz się dowartościowany?

- Mężczyźni chyba bardziej niż kobiety potrzebują dodatkowej stymulacji, poza rodziną i pracą. Jedni znajdują ją w oglądaniu meczów piłkarskich, a drudzy jeżdżąc na polowania albo grając w koszykówkę.

Musicie mieć kawałek swojego świata?

- Może jest to szczeniackie, ale chodzi o coś, co daje poczucie, że jeszcze nie wszystko za nami.

Maciek, przecież daleko ci do kryzysu czterdziestolatka! Masz 33 lata!

- Na szczęście w sportach długodystansowych opartych na wydolności, wiek nie ma znaczenia (śmiech).

To prawda, że podczas zawodów w Suszu zemdlałeś?

- (Maciek włącza laptop i pokazuje zdjęcia zawodników, którzy przekraczają linię mety na... czworakach). Zobacz, zrozumiesz, jaki to wysiłek. Gdy biegłem, miałem w kieszeni na plecach specjalny wysokoenergetyczny żel. Przez pół godziny zmuszałem się do tego, by go stamtąd wyciągnąć.

Czyli nie zemdlałeś?

- Skądże. Dobiegłem, a na mecie poczułem, że paliwa jest zero, bo dałem z siebie wszystko. W trakcie tych zawodów z pięć razy marzyłem tylko o tym, by paść na ziemię i przykryć się lodem. Po takim ekstremalnym wysiłku leżysz przez kilka minut na ziemi, ale po chwili wstajesz i jest super. Po moim debiucie w Suszu byłem tak szczęśliwy, że łzy cisnęły mi się do oczu. Takich emocji nie da się opisać słowami.

Jaka będzie nowa edycja "Got to Dance"?

- Lepsza! Bo wszyscy nauczyliśmy się robić ten program. Mnie najbardziej cieszy, że uczestnicy zorientowali się, że u nas mogą pokazywać to, co potrafią - tańczyć najlepiej. Nikt ich do niczego nie zmusza tak jak w innych formatach.

Udaje się jeszcze znaleźć fajnych ludzi?

- Największe sukcesy odnoszą ci, którzy nie patrzą na innych i nie próbują się nikomu przypodobać. Najlepszym przykładem jest chłopak, który wygrał poprzednią edycję - Dawid Ignaczak. On nauczył się tańczyć z płyt DVD, z YouTube’a, kroki powtarzał przed lustrem. Nie stać go było na nauczyciela. W programie były osoby lepsze technicznie, świadome swoich umiejętności i bardzo nastawione na sukces, ale to Dawid zyskał największą sympatię widzów. Myślę, że pokonał ich pasją i ciekawą historią.

A jaka jest twoja historia?

- Kiedy czytam różne informacje na swój temat, uświadamiam sobie, że, wbrew pozorom, mam mnóstwo własnej przestrzeni. Nikt o mnie niczego nie wie. Na szczęście mam jeszcze życie prywatne!

Iwona Zgliczyńska

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Show

Reklama