Reklama

Żona to pierwsza wielka miłość Żmijewskiego

Poniedziałek, 2 lipca 2012 (10:30)

Artur Żmijewski, czyli ksiądz Mateusz Żmigrodzki z „Ojca Mateusza”, z dumą mówi, że od 20 lat jest mężem kobiety, która była jego dziewczyną już w czasie, gdy oboje chodzili do liceum. W tym roku Artur i Paulina Żmijewscy obchodzą swoje porcelanowe gody!

Zdjęcie

Artur Żmijewski z żoną Pauliną /fot  /Agencja W. Impact
Artur Żmijewski z żoną Pauliną
/fot /Agencja W. Impact

Kiedy Artur Żmijewski chodził do liceum w Legionowie, był chłopakiem, w którym podkochiwały się niemal wszystkie koleżanki. Grał na gitarze, śpiewał, a w dodatku natura nie poskąpiła mu urody i uroku - nic więc dziwnego, że dziewczyny patrzyły na niego z uwielbieniem i marzyły o romantycznych spacerach u jego boku. Do tego samego liceum chodziła Paulina... On - osiemnastoletni humanista, ona - szesnastolatka z klasy matematycznej, zakochali się w sobie pierwszą wielką młodzieńczą miłością. Osiem lat później stanęli na ślubnym kobiercu. Mają troje dzieci: 19-letnią Ewę, 12-letniego Karola i 10-letniego Wiktora.

Zdjęcie

/fot /Agencja W. Impact

Pierwsza randka

Paulina i Artur Żmijewscy poznali się w liceum, ale na początku byli po prostu znajomymi ze szkoły. Ich przyjaźń bardzo szybko przerodziła się w uczucie. Pierwszą prawdziwą randkę zaaranżowała Paulina - zaprosiła Artura na turniej tańca towarzyskiego. Od tamtej pory stanowią nierozłączną parę.

Pierwsze wspólne wakacje

Na pierwsze wspólne wakacje pojechali w tajemnicy przed rodzicami. Spędzili je w Gołdapi, w namiocie nad brzegiem jeziora. Artur Żmijewski do dziś wspomina, że było to najpiękniejsze lato jego życia.

Pierwsza sprzeczka

Ani Paulina, ani Artur nie pamiętają, o co po raz pierwszy się posprzeczali.

- Tuż po ślubie dochodziło między nami do kłótni o drobiazgi - wspomina aktor.

- Musieliśmy nauczyć się żyć pod jednym dachem, tolerować swoje upodobania i nawzajem sobie ustępować. Najważniejsza okazała się obopólna dobra wola i to, że się kochamy - mówi.

Pierwsze dziecko

- Córka uwiodła mnie w pierwszym miesiącu swego życia i tak już pewnie zostanie do końca - zwierzał się Artur Żmijewski jeszcze zanim w jego życiu pojawili się dwaj synowie.

- Widocznie tak już jest, że mężczyzna zawsze lgnie do kobiety, nawet takiej małej. Dzięki żonie bardzo szybko dorosłem do roli ojca. Paulina bała się kąpać małą, mówiła, że mam pewniejszą rękę i to ja powinienem zajmować się kąpaniem Ewy. Jak było trzeba - przewijałem córkę... I tak narodził się we mnie ojciec.

Pierwsze skrzypce

- Ja pracuję na utrzymanie rodziny, ale to Paulina nadaje kształt domowi, tworzy jego klimat. Ona gra w naszym domu pierwsze skrzypce. Czasem myślę, że w naszym związku to ja dominuję, ale to tylko pozory. Wydaje mi się, że nad wszystkim panuje jednak ona. Moja żona stworzyła cudowny, ciepły dom, do którego uwielbiam wracać po pracy. Gdybyśmy oboje byli aktorami, na pewno nie uniknęlibyśmy stresów, które w takich związkach są spotęgowane, przestalibyśmy się widywać w domu, spotykalibyśmy się na planie, czasem w telewizji czy kawiarni. Nasz dom nie wyglądałby tak, jak wygląda - opowiada Artur Żmijewski.

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Agencja W. Impact

Reklama