Reklama

35 lat kultowej komedii "Miś"

Wtorek, 21 kwietnia 2015 (13:30)

Powiedzieć o „Misiu” Stanisława Barei, że jest kultowy, to mało. Ta komedia z 1980 roku, wyśmiewająca absurdy PRL-u, jest elementem naszej codzienności. Mówi się „Misiem”, odnosi do „Misia”, a przede wszystkim ogląda. Na okrągło.

Cenzura usunęła Barei aż 1/4 filmu, wypadło m.in. zbliżenie polskiej szynki w londyńskim sklepie (w kraju jej nie było). Ingerowała też w scenariusz – główny bohater pierwotnie nazywał się Ryszard Nowohucki. Do tego film przeleżał na półce prawie rok. Ale warto było czekać.

Powstała komedia, z której śmieją się kolejne pokolenia, a teksty z niej są cytowane chyba najczęściej z wszystkich polskich filmów. Paszportowe perypetie karierowicza, prezesa klubu sportowego Tęcza, nie tylko się nie zestarzały, ale z roku na rok zyskują nowych wielbicieli.

Co ich urzeka? Misterna, niemal kryminalna intryga, aktorskie znakomitości prawie w każdym epizodzie, a przede wszystkim absurdalny humor, mnóstwo absurdalnego humoru. Ale „Miś” jest nie tylko do śmiechu.

Bareja przy każdym filmie bardzo przeżywał drwiny reżimowej prasy. Ci, którzy go znali, wspominali, że nic tak go nie zabolało, jak naigrawanie się z finału „Misia”, w którym węglarz (Stefan Śródka) mówi o tradycji, a Ewa Bem śpiewa kolędę. Szkoda, że nie dożył (zmarł w 1987 roku) zmiany systemu.

W latach 90. krytycy szczególnie docenili tę ostatnią scenę, widząc w niej skierowane wprost do widza wołanie o zmianę. A sam „Miś” zajął 8. miejsce w ankiecie „Polityki” o polskich filmach wszech czasów.

PN

Genialny scenariusz „Misia” powstał w głowach Stanisława Tyma i Stanisława Barei. Panowie współpracowali już przy „Brunecie wieczorową porą” i „Co mi zrobisz jak mnie zlapiesz”.

Z reguły Tym odpowiadał za dialogi i dowcip sytuacyjny, Bareja za konstrukcję i tempo opowieści. Gdy zabrakło Barei, Tym sam napisał scenariusz „Rozmów kontrolowanych”, a „Rysia” napisał i wyreżyserował.

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama