Reklama

Bez litości

Wtorek, 4 listopada 2014 (12:38)

Były agent w bardzo nietypowy sposób stara się odkupić złe czyny, dokonane na zlecenie CIA. Zaczyna zatem prywatną praktykę jako... spec od rozwiązywania spraw nierozwiązywalnych. Uwaga, spotkanie z młodziutką prostytutką pchnie go w ręce rosyjskiej mafii. Na motywach serialu z lat 80.

Tytuł: The Equalizer Reżyseria: Antoine Fuqua Scenariusz: Richard Wenk Występują: Denzel Washington, Chloë Grace Moretz, Marton Csokas, David Harbour, Haley Bennett, Bill Pullman, Melissa Leo, David Meunier, Robert Wahlberg, Debra Garrett USA 2014 Dystr.: UIP

Choć tego po nim nie widać, odtwórca głównej roli w dreszczowcu „Bez litości” Antoine’a Fuqua, dwukrotny zdobywca Oscara Denzel Washington, w grudniu tego roku skończy sześćdziesiąt lat.

W filmie nazywany jest dziadkiem (niby to ze względu na zaawansowany wiek), kondycji jednak wypada mu wyłącznie pozazdrościć! Oto bowiem na naszych oczach przeistacza się ze spokojnego, raczej milczącego gościa w bezwzględnego mściciela, liczącego sekundy podczas wykonywania egzekucji.

Czyżby dalekie echa „Człowieka w ogniu” (2004) Tony’ego Scotta? Tak czy owak, znany z „Krzyku wolności”, „Chwały”, „Malcolma X”, „Filadelfii”, „Kandydata”, „Planu doskonałego” oraz „Niepowstrzymanego” pierwszoligowy aktor powraca, by pokazać nam, jak smakuje walka o sprawiedlowość bez patyczkowania się i – no właśnie, tytułowej litości.

Nowe życie... nie na długo

Dobrze znamy ten typ bohatera – to facet, który czynił zło, lecz postanowił zerwać z przeszłością i wejść na ścieżkę dobra. Szuka odkupienia, chce wymazać grzechy, ma coraz większą alergię na świat, w którym nie ma równych szans dla wszystkich...

Emerytowany agent wywiadu Robert McCall (Denzel Washington) jest przekonany, że udało mu się raz na zawsze rozstać z przeszłością i rozpocząć nowe, spokojne, miejscami być może nieco nudne, za to bezpieczne i wolne od wyzwań życie. Wszystko to zmieni się, gdy pewnego dnia spotka młodziutką prostytutkę Teri (Chloë Grace Moretz) – dziewczynę pozostająca pod kontrolą bezwzględnych, rosyjskich gangsterów.

Mafia zagraża jej, wkrótce zaś zacznie zagrażać również Robertowi...

Stary człowiek z misją

Gdy widzą się i rozmawiają ze sobą po raz pierwszy, on akurat czyta słynne opowiadanie Ernesta Hemingwaya „Stary człowiek i morze”. Ona pyta go znad barowego stolika: – Czy będzie happy end? – Niezupełnie – odpowiada. – To właśnie ów decydujący, przełomowy dla akcji moment, w którym mój bohater zrozumie, że nie może stać z założonymi rękami i... postanawia pomóc Teri.

Warto przekonać się, jak stanie się kimś, kto zajmie się rozwiązywaniem problemów pozornie nierozwiązywalnych – mówi Washington, który z piękną Chloë Grace Moretz spotyka się na planie po raz pierwszy.

Uwaga, rolę Teri scenarzyści napisali dla starszej aktorki. Moretz, która ma 17 lat, wywarła jednak podczas przesłuchania tak wielkie wrażenie na reżyserze, że specjalnie dla niej zmieniono wiek postaci. Nie jest rzecz jasna nowicjuszką w zawodzie – grała m.in. w uhonorowanym pięcioma Oscarami filmie Martina Scorsese „Hugo i jego wynalazek” (2011), a także w nowej wersji kultowego horroru wg powieści Stephena Kinga „Carrie” (2013).

W „Bez litości” spotkałaby się pewnie z Russellem Crowe, on to bowiem był kandydatem numer jeden do roli mściciela. – Na szczęście Denzel okazał się znakomity, prywatnie zresztą cenię go jako aktora bardzo wysoko – przyznaje nastoletnia gwiazda. Wróćmy jednak do „Bez litości”.

Ostatni sprawiedliwy

McCall niepostrzeżenie staje się człowiekiem z misją. Wie przecież lepiej niż inni, że ma umiejętności, pozwalające mu szybko i skutecznie brać odwet na złoczyńcach. To dlatego raz jeszcze stawia wszystko na jedną kartę – rezygnuje z narzuconego samemu sobie stylu nieangażującego się w sprawy innych odludka i... zaczyna walczyć o sprawiedliwość.

Co ciekawe, jego nadrzędnym motywem jest wewnętrzne poczucie prawa i uczciwości oraz chęć odkupienia starych win. Tak, ten schemat również znamy z klasycznych hollywoodzkich filmów. Przeszłość Roberta McCalla nie była bez skazy, ma pewnie na sumieniu niejedno ludzkie życie, nie jest z tego dumny i stara się na swój sposób przeprosić za wyrządzone krzywdy.

Nową dewizą starego wygi ze spluwą i dobrym sercem staje się pomaganie bezbronnym. Jeśli ktoś znalazł się w tarapatach, nie sprzyja mu los, w dodatku zaś nie ma się do kogo zwrócić, przybędzie z pomocą. Jest tu przecież po to, by wyrównywać szanse. Sam tytuł oryginału – „The Equalizer” – znaczy właśnie to: wyrównywacz.

Czy współpraca z reżyserem „Bez litości” i tym razem przyniesie Washingtonowi szczęście? Wszakże za rolę detektywa Alonzo w innym obrazie Antoine’a Fuqua („Dzień próby”) dostał Oscara. Chętnie się przekonamy. Państwa zaś zapraszamy do kin na opowieść, powstałą na motywach słynnego w latach 80. serialu „Equalizer” (1985-1989) z Edwardem Woodwardem w roli współczującego obrońcy uciśnionych.

MACIEJ MISIORNY

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama