Reklama

Dzięki bogu już weekend: Z miłości do kabaretu

Czwartek, 15 maja 2014 (13:31)

Znają każdy skecz na pamięć, o kabaretach wiedzą wszystko. Pojawiają się na zlotach, imprezach i telewizyjnych nagraniach.

Co tydzień zasiadają w pierwszych rzędach w warszawskim studiu, gdzie na żywo realizowany jest program „Dzięki Bogu już weekend”. – Jesteśmy jedną wielką rodziną. Istotą szczęścia jest śmiech, a dzięki naszej pasji poznajemy ciągle ciekawych, życzliwych i otwartych na świat ludzi – mówią fani kabaretów.

Są w różnym wieku

Są w różnym wieku, mają odmienne doświadczenia i spojrzenie na życie, ale łączy ich jedno: miłość do kabaretów. Niektórzy za ukochanymi artystami potrafią przejechać pół Polski i cieszyć się jak dzieci, oglądając po raz któryś występ ulubionych kabareciarzy. – Każdy z nich jest wielkim świętem.

Możemy obejrzeć go setki razy, a i tak nigdy nam się nie znudzi. Z satyrykami przyjaźnimy się też prywatnie i nie ma problemu, by dali się zaprosić na imieniny czy urodziny – mówi Anna Godlewska, na co dzień ceniony grafik komputerowy, dla której niedoścignionym wzorem jest Kabaret Moralnego Niepokoju.

Świetny początek weekendu

– Każdy piątkowy wieczór spędzam w studiu. To świetny początek weekendu. Czuję się jak na szalonej imprezie, tylko nazajutrz nie mam kaca – śmieje się Marcin Stelmach, który przed chwilą za kulisami uciął sobie miłą pogawędkę z Michałem Pałubskim z Formacji Chatelet. – Uczestniczymy w próbach, mierząc na stoperze dokładny czas danego skeczu, aby w trakcie nagrań nie doszło do żadnej obsuwy – opowiada Lech Zubilewicz, jeden z największych znawców i miłośników rodzimych kabaretów.

Potrafię nie powić się na zajęciach

– Potrafię nie pojawić się na zajęciach, nocować na dworcu i wydać ostatnie pieniądze, byle tylko zobaczyć występ Roberta Górskiego – deklaruje Anna Drużkowska. – Z wieloma fanami się przyjaźnię, ich obecność w trakcie realizacji programu jest nieoceniona. Dzielą się z nami spostrzeżeniami, mówią, co by jeszcze w scenariuszu ulepszyli. Jestem im wdzięczna za tę troskę, wielką życzliwość i bezinteresowne oddanie – zwierza się Beata Harasimowicz, reżyserka satyrycznego show.

KRAS

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama