Reklama

Zygmunt Chajzer spełniał marzenia

Wtorek, 13 grudnia 2016 (15:39)

Meble, futra, samochody. W tym teleturnieju wygrywano wspaniałe nagrody. – Wybieraliśmy do gry tych, którzy lubili ryzyko. Wtedy było ciekawie – mówi nam Zygmunt Chajzer.

Ten program był Zygmuntowi Chajzerowi po prostu pisany. Znany dziennikarz, aby dorobić do pensji, wyjeżdżał w latach 80. do Berlina Zachodniego. Tam pracował fizycznie, a wieczorami oglądał teleturniej, w którym wygrywało się cenne nagrody. To była niemiecka wersja programu „Idź na całość”.

Publiczność na baczność

10 lat później, w 1997 roku, dziennikarz dowiedział się o castingu do nowego teleturnieju.

– Byłem w szoku, gdy się zorientowałem, że to program, który tak lubiłem oglądać w Niemczech – opowiada nam Zygmunt Chajzer. Czuł, że „Idź na całość” może być sukcesem, ale z początku nic na to nie wskazywało.

– Mieliśmy nagrywać pierwszy odcinek, a tu tiry ze scenografią ściągniętą z Niemiec utknęły na granicy i do końca nie wiedzieliśmy, czy dojadą na czas. Na domiar złego nie było chętnych do udziału w programie. Gdy pierwszy raz, z duszą na ramieniu, wyszedłem na scenę, to oniemiałem. Naprzeciw siebie miałem rzędy ostrzyżonych młodzieńców siedzących na baczność – wspomina uwielbiany przez widzów prowadzący.

Okazało się, że producent Włodzimierz Wróblewski w desperacji ściągnął do studia jednostkę wojskową. I program wygrał jeden z żołnierzy. Poprosił, aby wielki karton słodyczy, które otrzymał w nagrodę podzielić na dwie części. Jedną wysłał do domu, a drugą obdarował kolegów, którzy ucieszyli się też z wygranego radiomagnetofonu.

W pierwszym odcinku nagrody były jeszcze skromne, ale potem znalazło się mnóstwo sponsorów.

Widownia skandowała

Meble, biżuteria, futra, skutery, a nawet samochody – to przyciągało tysiące chętnych. Reguły były proste. Niekiedy grał jeden uczestnik, a czasem kilku. Ten, kto po kilku rundach zdobył najwyższą wygraną, dostawał się do finału.

Mógł zrezygnować i zachować zdobyte nagrody albo zaryzykować. Wówczas musiał wskazać jedną z trzech bramek. Jeśli był w niej czerwony kot Zonk (w czarnym worku), zawodnik tracił wszystko. Ale uczestnicy często ryzykowali i typowali bramki. Zachęcało ich do tego skandowanie widowni: „Idź na całość! Idź na całość!”.

Zawodnicy bywali groźni

– Myśmy takich ryzykantów szukali – przyznaje Zygmunt Chajzer. – Przed nagraniem odcinka rozmawialiśmy z każdą z 300 osób z widowni. Wybieraliśmy te, które były odważne i miały coś ciekawego do powiedzenia. Uczestnicy, aby zwrócić na siebie uwagę, wzorem amerykańskiego odpowiednika programu (tam, w latach 60. powstał ten teleturniej) chętnie się przebierali. Jedni byli zabawni, inni groźni.

– Pewien mężczyzna założył strój kowala i bez żadnego trudu wniósł do studia 50-kilogramowe kowadło. Do tego miał ciężki młot, którym walił co sił, ilekroć przechodziłem obok niego. Widząc, że to nie przelewki, w końcu go wybrałem. Ale nie wygrał niczego cennego – mówi nam pan Zygmunt.

W jednym z odcinków zaprosił do gry mężczyznę, pana Zbyszka, przebranego za... małego fiata. Prowadzący dopiero po chwili zorientował się, że imitacja czerwonej karoserii zakrywa wózek inwalidzki. – I proszę sobie wyobrazić, że pan Zbyszek wygrał dużego fiata właśnie w tym kolorze! A sponsor dostosował go do potrzeb osoby niepełnosprawnej.

Był jednak problem, bo zwycięzca nie miał pieniędzy na podatek, stanowiący 10 procent wartości auta – wspomina Zygmunt Chajzer. Z pomocą panu Zbyszkowi przyszli koledzy z pracy. Zrobili zrzutkę i zapłacili podatek.

A prowadzący się targował

Dodatkową atrakcją programu było to, że Zygmunt Chajzer targował się z uczestnikami. W pewnym momencie wyciągał gruby portfel i proponował, że zapłaci np. 3 tysiące złotych, jeśli uczestnik przerwie grę i zrezygnuje z odkrycia bramki.

– W związku z tym, że miałem tyle gotówki, byłem uważany za milionera – śmieje się dziennikarz.

Program prowadził przez trzy lata. W tym czasie wygrało w nim blisko 2,5 tysiąca osób. Teleturniej już miesiąc po emisji był absolutnym hitem, który oglądalnością przebijał nawet „Wiadomości”.

W szczytowym okresie śledziło go 10 milionów widzów. Później, przez rok, show prowadził Krzysztof Tyniec. Również w innych krajach format cieszył się gigantyczną popularnością. Niedawno pojawiła się informacja, że może powstanie jego nowa wersja.

Czy gdyby tak się stało, Zygmunt Chajzer chciałby znów prowadzić teleturniej? – Bardzo chętnie – mówi nam dziennikarz – bo jestem przekonany, że również dzisiaj byłby to prawdziwy hit!

Katarzyna Ziemnicka

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama