Reklama

Grycan: Z Piotrem jest wesoło

Poniedziałek, 5 listopada 2012 (13:13)

Marta Grycan i Piotr Gąsowski to najsłodszy duet tej jesieni w programie "Polski Turniej Wypieków". Marta Grycan zdradziła nam, że uwielbia żartować z Piotrem na planie i już nie może się doczekać, aby zaprosić go do swojej kuchni na wspólne gotowanie.

Zdjęcie

Marta Grycan i Piotr Gąsowski na planie "Polskiego Turnieju Wypieków" /fot  /AKPA
Marta Grycan i Piotr Gąsowski na planie "Polskiego Turnieju Wypieków"
/fot /AKPA

Uczestnikami "Polskiego Turnieju Wypieków" są amatorzy pasjonaci. Olśniewają słodkimi arcydziełami?
- Jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić o arcydziełach. Uczestnicy muszą się rozkręcić, oswoić z kamerą, ale na pewno jest ciekawie i pysznie.

Zdjęcie

Marta Grycan
/fot /AKPA

Kto sobie lepiej radzi z deserami, kobiety czy mężczyźni?
- To naprawdę trudno ocenić. Każdy z uczestników jest twórczy. Myślę, że nie można generalizować. To nie jest tak, że kobiety źle jeżdżą autem a mężczyźni rewelacyjnie. Znam kobiety, które jeżdżą świetnie i mężczyzn, którzy prowadzą słabo, i odwrotnie. Tak samo jest w kuchni. To bardzo indywidualna sprawa.

Gotując zdaje się Pani na fantazję, czy jednak trzyma się zasad?
- Dla mnie gotowanie zawsze jest fantazją, czymś twórczym. Są oczywiście zasady, których nie można ominąć, bo inaczej nam nic nie wyjdzie. Natomiast dodatki, detale - pełna dowolność!

Może się Pani pochwalić autorskimi przepisami?
- Wieloma! Mam też notatki mojej mamy, babci, przepisy na soki, przetwory, których dziś już nikt nie robi. Czasem, kiedy gotuję, mam jakąś wizję, a czasem brakuje mi zwyczajnie jakiegoś składnika, więc zastępuję go innym i wychodzi coś rewelacyjnego. Mam taki cudowny, stary zeszyt, którego używają moje córki. Widać na nim upływający czas. Jest poplamiony, ma zużyte kartki, miejscami wyblakły długopis. Próbowałam go kiedyś przepisać, ale z "nowszej wersji" nikt nie chce korzystać.

Zdjęcie

W programie "Polski Turniej Wypieków" jest pysznie i ciekawie
/fot /AKPA

Przywozi Pani przepisy i przyprawy z podróży?
- Zawsze. W czasie podróży uwielbiam odwiedzać lokalne, małe restauracyjki. W Hiszpanii, czy we Włoszech, są to malutkie, często zadymione, miejsca, które serwują proste jedzenie, na punkcie, którego można oszaleć. Z nich czerpię moje inspiracje. Czasami uda mi się namówić kucharza, żeby zdradził podstawowy przepis jakiegoś dania. Jestem wtedy bardzo szczęśliwa. Innym razem wystarczy tylko smak dania i podstawowe składniki, bym mogła odtworzyć je potem w domu.

Czy śledząc poczynania Magdy Gessler, która zdobywa miasto po mieście, pojawia się w Pani nutka kobiecej zazdrości?
- Ja nie znam uczucia zazdrości w żadnej dziedzinie, więc jeśli moim znajomym coś wychodzi, to dla mnie jest to tylko inspirujące. Kuchnia to miejsce nie tylko dla mnie i Magdy, ale dla wielu twórczych osób, które być może znajdziemy w trakcie takich konkursów jak "Bake off".

Z Magdą Gessler obalacie stereotyp, że faceci są najlepszymi kucharzami. Teraz czas pięknych kobiet!
- Ten stereotyp wynika z tego, że w profesjonalnej kuchni mężczyznom jest po prostu łatwiej. Patelnie i gary to wielki ciężar. Mężczyźni są fizycznie bardziej wytrzymali i dlatego to oni zdominowali restauracyjne kuchnie, ale w domach niezmiennie królują kobiety.

Zdjęcie

Marta Grycan z córkami: Weroniką i Wiktorią
/fot /AKPA

W turnieju "Bake off" pełni Pani funkcję prowadzącej, ale to przyjemne zajęcie. Smakuje Pani i spija piankę?
- Oczywiście. Możemy sobie z Piotrem pożartować, powkładać palce w miski i jest wesoło (uśmiech).

Jak z wiedzą kulinarną u Piotra?
- On świetnie gotuje!

Dowiedziała się Pani o nim czegoś nowego? Zaskoczył czymś w programie?
- Jest rewelacyjny, fantastyczny, wesoły, taki jakim go wszyscy postrzegają.

Poznaliście się na planie?
- Nie. Znaliśmy się wcześniej.

Zaprosi go Pani do swojej kuchni?
- Na pewno.

Wyjdzie z tego coś słodkiego?
- Zobaczymy.

Pani kreacje robią wrażenie. To miłość, pasja, instynkt?
- Uwielbiam projektować. Prawie wszystkie moje kreacje są moimi dziełami.

Od "A" do "Z"?
- Tak. Uwielbiam tworzyć, wybierać materiały, dotykać tkanin. Później powstają z tego naprawdę fajne rzeczy.

Gdzie najlepiej się Pani tworzy?
- Wszędzie. Czasem w domu, czasem w pracy, a czasem w samochodzie. Wszystko zależy od nastroju.

Powstanie kolekcja autorska?
- Nie wiem. Jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Zobaczymy.

Domyślam się, że gdyby taka powstała, to nie z myślą o kobietach w rozmiarze "0"?
- Zdecydowanie nie. Jeśli kolekcja powstanie, to będzie dla kobiet, które mają talię, biodra i biusty.

Raj zakupowy dla Pani to?
- Muszę powiedzieć, że bardzo duża część rzeczy w mojej szafie jest mojego projektu. Uwielbiam dodatki, buty, gadżety. Z reguły kupuję je właśnie za granicą. Zawsze jest to połączone z miłym spędzeniem czasu, odkrywaniem fajnych knajpek i restauracyjek. Nie ma znaczenia, czy coś podchodzi od wielkiego projektanta, czy zauważyłam to w bocznej uliczce. To coś musi mnie po prostu zachwycić.

Beata Banasiewicz - AKPA

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozrywka

AKPA

Reklama