Reklama

Młynarska wspomina początki WOŚP

Poniedziałek, 9 stycznia 2012 (16:40)

Agata Młynarska jako jedna z pierwszych osób uwierzyła w moc Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dziennikarka z Jurkiem Owsiakiem współtworzyła w telewizji legendę WOŚP.

Zdjęcie

  Agata Młynarska podczas 20. finału WOŚP /AKPA
  Agata Młynarska podczas 20. finału WOŚP
/AKPA

Z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy jest związana od samego początku. - Ponad 20 lat temu współtworzyłam z Jurkiem Owsiakiem i Walterem Chełstowskim program "Róbta, co chceta", w którym narodziła się idea Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - powiedziała PAP Life Agata Młynarska.

Dziennikarka po raz pierwszy spotkała Jurka Owsiaka na korytarzu siedziby telewizji przy Woronicza. Była wtedy początkującą prezenterką Dwójki.

- Pracowałam wśród takich dziewczyn jak Grażyna Torbicka, Jola Fajkowska, Kasia Dowbor czy Alicja Resich-Modlińska. Redaktorka programu "Róbta, co chceta" zaproponowała mi, żebym spotkała się z Jurkiem Owsiakiem, chłopakiem nazwanym przez nią "prawdziwkiem", który prowadził wówczas audycję "Towarzystwo przyjaciół chińskich ręczników" w Harcerskiej Rozgłośni Radiowej. Wspólnie mieliśmy poprowadzić zwariowany, muzyczny magazyn dla młodzieży - wspominała Agata Młynarska.

Młoda prezenterka telewizyjna i niepoprawny, żywiołowy radiowiec bez problemu znaleźli wspólny język.

- Nie wiedziałam, kim Jurek jest i czego mam się spodziewać, ale od samego początku nadawaliśmy na tych samych falach. Byliśmy nawet podobnie ubrani - w koszule i jeansy. Jurek miał oczywiście glany. Pamiętajmy, że wtedy w telewizji nikt się tak nie ubierał. To była bardzo skostniała instytucja. Już nasza pierwsza rozmowa zadecydowała o kształcie programu. Jurek zostawił mi dużo swobody i wolną rękę. Zaznaczył tylko - "musisz być gotowa na wszystko". I tak było - wyznała Młynarska.

Prezenterka od początku uwierzyła w wizję Jurka Owsiaka, choć zdaniem wielu, ryzykowała tym karierę w "poważnym dziennikarstwie".

- Starałam się go kreatywnie wspierać. Byłam dobrym odbiorcą jego pomysłów, śmieszyły mnie, nakręcały i nigdy nie pomyślałam, że to obciach. Wręcz przeciwnie. Uważałam, że robimy rzeczy nieprzeciętne, przekraczamy granice i na swój sposób tworzymy historię telewizji. 20 lat temu nie traktowano nas w pełni poważnie, zdarzało się, że byliśmy wytykani palcem, słyszałam nawet, że sobie psuję karierę. Tymczasem ja uważałam, że dostałam od losu wielką zawodową szansę, że mogę zmieniać świat na lepszy i pomagać innym, wykorzystując do tego telewizję. Dla mnie to była jedyna słuszna droga - przyznała w rozmowie z PAP Life.

Jednym z zadań Agaty Młynarskiej było prowadzenie Finałów WOŚP i kontakt z publicznością podczas koncertów.

- Podzieliliśmy się tak, że Jurek Owsiak z lekarzami Bohdanem Maruszewskim i Piotrkiem Burczyńskim będą w studio, a ja zostałam przerzucona do rozkręcania atmosfery na parkingu na Woronicza. Celebrowałam "Światełko do nieba". Początkowo ten parking to miał być taki free stylowy koncert bez scenariusza, ale udało się wytworzyć niesamowitą relację z publicznością. Podczas pierwszego koncertu miałam zieloną, puchową kurtkę i czapkę z pomponem i swoim wizerunkiem odbiegałam od wyobrażeń o prezenterce telewizyjnej. Co więcej - licytowałam swoje pocałunki i tańce. Nagle zobaczyłam, że ten koncert jest coraz częściej pokazywany w telewizji. Wtedy właśnie zrodził się okrzyk "Tak się bawi, tak się bawi, stolica", który przeszedł do historii. Po pierwszym finale miałam pieniądze we wszystkich kieszeniach. Ludzie wkładali mi je, nie prosząc o żadne pokwitowanie. W odruchu serca. To było nieprawdopodobne obdarowanie nas zaufaniem - wyznała dziennikarka.

Z parkingu na Woronicza Młynarska przenosiła się później wszędzie tam, gdzie grała Orkiestra: - Jeździłam na licytację do Wołomina, do Gdyni, różnych szkół. Jako anioł latałam przypięta do liny nad rynkiem w Gdańsku. To było ważne, żeby pokazać, co się dzieje w terenie. I dzisiaj Jurek dalej jeździ z finałami po całej Polsce, bo nie można ograniczać się tylko do studia w Warszawie - przekonywała Młynarska.

Jej zdaniem sukcesu WOŚP nie byłoby, gdyby nie przychylność telewizji.

- Ogromna jest zasługa Niny Terentiew i Maćka Domańskiego, ówczesnych dyrektorów Dwójki, którzy zgodzili się na emitowanie finałów WOŚP w telewizji na tak wielką skalę. Zaufali wizji Jurka i podjęli decyzję o finansowym zaangażowaniu TVP 2. Ale to przecież TVP na tym zyskała. To jest właśnie w najczystszej formie realizowanie misji telewizji publicznej. W dużej mierze sukces Jurka stał się możliwy dzięki telewizji, ale TVP otrzymała program, który wyróżnia ją ze wszystkich telewizji na świecie. Nigdzie nie ma takiej transmisji. Sukces Jurka to efekt wsparcia ze strony tych ludzi, którzy zamiast: "nie" mówili "tak", nawet, gdy trzeba było do telewizji wprowadzić krowy czy foki... Pasja i szaleństwo Owsiaka powodowała, że kolejni prezesi machali rękami - dobra, niech już te krowy wejdą... - podkreślała dziennikarka.

W ten sposób Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie tylko na stałe zagościła w telewizji, ale stała się także jej fenomenem.

- Zmieniliśmy stylistykę telewizji. Sposób myślenia, mówienia, ekspresji. W budynku telewizji, którą znamy z "Człowieka z marmuru", która niewiele się zmieniła w sferze mentalności i dalej była pozbawiona ducha i szaleństwa, na podłodze leżały pieniądze, które strażnicy musieli zamiatać do worków. Na kołku trzeba było odwiesić wszelkie ustalenia BHP, bo telewizję dosłownie okupowali młodzi ludzie w kolorowych T-shirtach. Byłam bardzo szczęśliwa, że w tym najbardziej szarym budynku na świecie pojawił się kolor. Na jeden dzień Polska stawała się kolorowa. Jurek robił nawet szkolenia dla reporterów z terenu, podczas których powtarzał, że ma być kolorowo. Z kolei ja dałam mu pierwszą żółtą koszulę. Wtedy w Polsce nie istniało coś takiego, jak format programu. My stworzyliśmy coś absolutnie oryginalnego, własnego i rozpoznawalnego. Rozsadziliśmy telewizję od środka - powiedziała Młynarska.

Okazuje się, że Jurek Owsiak rozsadził także... Polskę.

- Po raz pierwszy zaufał i uwierzył w uczciwość młodych ludzi. Dał im szansę, żeby mogli się w coś zaangażować. W Jarocinie zbierał pieniądze do worków. Pokazał, że w świecie, który jest obciążony ryzykiem zła, kłamstwa czy stereotypów, drzemie prawda. Że nie trzeba nosić garnituru, żeby być poważnie traktowanym, czy robić poważne, wartościowe rzeczy. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zmieniła też oblicze polskiej medycyny i od 20 lat ratuje życie. Żeby nie wiem, jakie były w Polsce animozje i podziały, na WOŚP nie wolno powiedzieć złego słowa. Nie wolno! To dobro, które w sposób zerojedynkowy zmienia świat. Przez 20 lat WOŚP ani razu nie zawiodła - podkreśliła Młynarska.

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozrywka

Reklama