Reklama

Oglądała ich cała Polska

Czwartek, 20 września 2012 (10:26)

Przez trzydzieści lat przyciągali przed telewizory całe rodziny. Hanna i Antoni Gucwińscy ujawniali widzom najciekawsze sekrety zwierzęcego świata. Nam zdradzają kulisy realizacji kultowego programu.

Zdjęcie

Hanna i Antoni Gucwińscy /  /AKPA
Hanna i Antoni Gucwińscy
/ /AKPA

Z prowadzącymi "Z kamerą wśród zwierząt" spotkaliśmy się w okolicach wrocławskiego zoo. W Miejskim Ogrodzie Zoologicznym, jednym z najstarszych w Europie, przepracowali pół wieku, znają tu każdy kąt. 

Zdjęcie

Gucwińscy przez 30 lat prowadzili program "Z kamerą wśród zwierząt"
/Grzegorz Dymarski /Tele Tydzień

Trzy dekady

Tutaj przez trzydzieści lat (1971-2001) realizowano ich słynny program. W niewielkim pomieszczeniu, przy temperaturze dochodzącej do trzydziestu pięciu stopni, trzy duże kamery rejestrowały zachowanie zwierząt.
- Każdy odcinek był dla nas świętem, wielkim przeżyciem - przyznają Hanna i Antoni Gucwińscy. - Mimo że występowaliśmy na żywo, nigdy nie robiliśmy prób, bo zachowań zwierząt nie da się przewidzieć.

Ważna improwizacja

Umiejętność improwizacji i szybkiego reagowania miała istotne znaczenie.
- Mieliśmy świetnych operatorów. Wiedzieli, jak uchwycić naszych niewytresowanych "aktorów" - wspominają Gucwińscy. 

Zdjęcie

Wyników oglądalności mogliby pozazdrościć Gucwińskim producenci dzisiejszych programów
/Grzegorz Dymarski /Tele Tydzień

Komplementy i wpadki

Dziś, przy sporej liczbie specjalistycznych kanałów, może wydawać się to nieprawdopodobne, lecz w tamtych czasach pokazanie na ekranie goryli, oswojonego strusia czy porodu hipopotama było wydarzeniem.
- Jedną z największych pochwał usłyszeliśmy od kobiety mieszkającej na ostatnim piętrze w wieżowcu. Brzmiała tak: "bardzo podoba mi się Państwa program, bo w trakcie jego emisji mam wreszcie wodę w kranie". To dowód, że kiedy byliśmy na wizji, całe rodziny siedziały przed telewizorami - uśmiecha się pani Hanna, a jej małżonek dodaje: - Na ogół wszystko szło dobrze, ale gdy zdarzała się wpadka, to spektakularna. Kiedyś dostaliśmy ładnie wydaną książkę zawierającą materiały ze Zjazdu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Kamera poszła, a nasz orangutan wyjmuje ją z regału i zaczyna drzeć kartki. Myślałem, że padnę na zawał.

Niedawno Państwo Gucwińscy obchodzili pięćdziesięciolecie małżeństwa.
- Jesteśmy na emeryturze, ale staramy się żyć aktywnie. Ostatnio porządkujemy kartony ze zdjęciami i zapiskami z licznych podróży, może wydamy je w formie książki? - zastanawia się Hanna Gucwińska.

KRAS

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozrywka

Tele Tydzień

Reklama