Reklama

Raper w legginsach

Środa, 25 kwietnia 2012 (11:57)

Koledzy z branży zarzucają mu, że sprzedał zasady dla popularności. Mezo uważa, że jest najodważniejszym z raperów. Dlaczego? Bo nie boi się iść własną drogą!

Zdjęcie

/     /AKPA
/ /AKPA

Po co ci był ten program ?

- Odpowiem szczerze: propozycję udziału w "Bitwie na głosy" dostałem już przy pierwszej edycji, ale to się wtedy jakoś rozmyło. Miałem rok. Zastanowiłem się. I wszedłem w to.

Zdjęcie

/ /AKPA

Co zdecydowało, że powiedziałeś "tak"?

- Po prostu poszedłem na żywioł, bo tak naprawdę nie oglądałem nawet pierwszej edycji... Uważam, że mam zdolności motywacyjne i lubię pracować w grupie. Poza tym pomyślałem, że mój udział w show to również promocja Poznania - miasta, w którym się urodziłem i z którym nadal jestem związany.

Hip-hopowiec może być gwiazdorem?

- Tak, ale nasze koncerty wyglądają często zupełnie inaczej niż wszystkie inne. Artysta siedzi w knajpie, nagle wchodzi na scenę i zaczyna grać. U nas, hip-hopowców, nie ma podziałów na to, kto jest gwiazdą na scenie, a kto jest fanem.

Zdjęcie

/ /AKPA

Jak w takim razie odnajdujesz się w środowisku popowym, którym raperzy raczej gardzą?

- Ostatnio nawet lepiej niż w hip-hopowym. Tym bardziej że muzyka, którą tworzę, nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem mojego środowiska. Wielu hip-hopowych wykonawców próbuje grać buntowników, aby trafić do młodocianej publiczności. Ja mam już trzydzieści lat i nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem. Nie będę pozował na antysystemowca tylko po to, by się komuś przypodobać. Mieszam sobie różne gatunki.

Z kim z programu nawiązałeś najlepszy kontakt?

- Z Kamilem Bednarkiem, m.in. dzięki mieszkaniu w tym samym hotelu w Warszawie. On był bardzo zintegrowany ze swoją drużyną. A poza tym to niesłychanie utalentowany chłopak.

Co sądzisz o hip-hopowcach obwieszonych złotymi łańcuchami i traktującymi kobiety jak trofea?

- Po pierwsze: w Polsce z muzyki nie ma takiej "monety", aby się lansować na bogacza. Po drugie: ja nie mam ani "zajawki" na poniżanie kobiet, ani też na promowanie przemocy. To nie mój styl! Oczywiście hip-hopowiec musi być męski i pokazywać na scenie, że czuje swoją wartość. Ale za tym się nie kryją żadne seksistowskie ideologie.

Zdjęcie

/ /AKPA

Jak fani przyjęli twój występ w legginsach?

- Zupełnie się tego nie wstydzę. Wszyscy, którzy mają trochę oleju w głowie, wiedzą, że to było tylko jajo, wpasowanie się w stylistykę piosenki. Choć oczywiście pojawiły się zarzuty, że Mezo chce za wszelką cenę przypodobać się publiczności.

A duet z Kasią Skrzynecką? Jak twoi fani odebrali ten pomysł?

- Utwór, z którym pojechaliśmy do Opola, powstał na totalnym spontanie. Podczas podróży pociągiem do Poznania, w Warsie, natknąłem się na Kasię. Powiedziała mi, że nagrywa piosenkę "Opluj.pl" i uważa, że mógłbym napisać ciekawą zwrotkę. Zaprosiła mnie do współpracy. Po tygodniu utwór był już gotowy.

W Wikipedii można przeczytać, że jesteś hip-hopowcem kojarzonym z komercją...

- Denerwuje mnie to, bo Wikipedia z założenia powinna być rzetelnym źródłem informacji, a nie subiektywnymi ocenami. Okazuje się, że to jest zwykłe g.... Próbowałem uaktualnić dane na mój temat, ale okazało się, że się nie da. To prawda, występując w programie "Bitwa na głosy" mogę być utożsamiany z komercją. Nie uważam, że pieniądze są najważniejsze w tym, co robię, ale cieszę się, gdy mogę się dobrze bawić, ciężko pracować i mieć z tego zadowolenie i pieniądze.

To jak to w końcu jest z tą "Bitwą na głosy"? Udział w programie pomoże ci czy jednak zaszkodzi?

- Nie będę ukrywał, że udzielam tego wywiadu, bo chcę promować ten program. Jak się powiedziało "a", trzeba powiedzieć i "b". Nie robię nic, w co bym nie wierzył. Jeśli coś mnie męczy w tym, co nazywamy komercyjną popularnością, to fakt, że ludzi popularnych media pytają prawie wyłącznie o życie prywatne. Wszyscy pytają mnie przede wszystkim o mój rozwód z Sandrą, a ja nagrałem w ciągu roku sześć teledysków i o tym chciałbym rozmawiać.

No właśnie, jesteś przykładem, że zawodowy sukces nie zawsze idzie w parze ze szczęściem rodzinnym...

- Z moją byłą żoną nie wyszło nam nie dlatego, że prowadziłem rozrywkowy styl życia artysty, tylko po prostu nie dogadaliśmy się w różnych kwestiach. Ale mamy bardzo dobre relacje. Ona jest teraz moją menedżerką.

Jak sobie z tym dajecie radę?

- Znamy się od dziesięciu lat, mamy już dystans do wielu spraw. Wygasiliśmy emocje i ten układ całkiem dobrze funkcjonuje. Ona nawet jeździ razem ze mną na koncerty.

Macie córkę Zuzannę, która dziś ma siedem lat. Myślisz, że jesteś dobrym ojcem?

- Ostatnio moje życie stanęło na głowie, ale mimo tylu obowiązków staram się poświęcać mojej córce jak najwięcej czasu. Tym bardziej że ona mieszka ze mną.

Trudno samotnie wychowywać córkę?

- Nie jestem samotnym ojcem. Wychowuję córkę wspólnie z byłą żoną, uzupełniamy się, pomagamy sobie i świetnie się dogadujemy.

Jaki jest twój ideał kobiety? Przyciąga cię uroda czy charakter?

- Jeśli chodzi o stronę wizualną, lubię kobiety delikatne, kobiece, ale bardziej pełnych kształtów niż przesadnie szczupłe. Co do charakteru, liczy się otwartość i pogoda ducha.

Na twoich koncertach jest zawsze dużo dziewczyn, chętnych na bliższą znajomość. Nawet teraz (siedzimy w kawiarni) zerkają tutaj z zainteresowaniem...

- Bez przesady. Skąd wiesz, że nie patrzyły akurat na ciebie? (śmiech). 

Oskar Maya

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozrywka

Show

Reklama