Reklama

Spowiedź ekscentrycznego artysty

Poniedziałek, 31 grudnia 2012 (10:10)

Adam "Nergal" Darski to muzyk - skandalista. Nietuzinkowy, oryginalny i ekscentryczny, u niektórych budzi podziw, u innych zgorszenie. "Spowiedź heretyka. Sacrum Profanum" to jego biografia, napisana w formie wywiadu. Rachunek sumienia, zbiór życiowych mądrości i poglądów na świat. Nergal pokazał się w nieco innym świetle.

Zdjęcie

Adam "Nergal" Darski /fot  /AKPA
Adam "Nergal" Darski
/fot /AKPA

Wydałeś książkę, a media aż huczały. Szum medialny na linii "Nergal-Doda" nie chciał ucichnąć. Chciałeś ten szum wygenerować?
- Z pewnością się tego spodziewałem, ale mimo to nie chciałem rezygnować z projektu. Gdybym bał się konsekwencji, to nie pisałbym tej książki. Ale zależało mi na tym, pomysł jest ciekawy a ja się w nim spełniłem. Rozmawiałem na ten temat z Kubą Wojewódzkim, prosiłem go o opinię. Przeczytałem mu fragment książki, a on na to: "Adam, jest bardzo fajnie, ale wiesz, co zrobią media. Wyjmą tylko te fragmenty, które je interesują, poustawiają w takiej kolejności i kontekście, żeby wyssać jeszcze więcej jadu i wkurzyć jeszcze więcej ludzi". Media tabloidowe ale nie tylko, to przebiegłe zwierzę. Paradoksalnie, im więcej nienawiści, tym lepiej. Ale z uporem maniaka powtarzam, że opinię na temat tej książki warto wydać dopiero po jej przeczytaniu. Nie mówię tego po to, aby się wybielić. Po prostu są ludzie, którzy po lekturze zmienili zdanie o 180 stopni, co jest ciekawą obserwacją.

Zdjęcie

/fot /AKPA

Myślisz, że książka zaszokowała jako całość czy sprzedajne były wyłącznie fragmenty z Dodą?
- Książka karmiła media przez kilka tygodni. Na każdej stronie znaleźli coś, co mogli przeinaczyć, wywlec i sprzedać tak, jak chcą - proszę bardzo.

Jakiś czas temu w Gali ukazał się wywiad z Dodą. Wspomniała o tym, że gdyby dwa lata temu zakomunikowała Ci, że będziesz miał własną okładkę w tym magazynie - wyśmiałbyś ją.
- Do tego też odniosłem się w książce. Są tam wszystkie odpowiedzi i wszystkie komentarze. To moje prywatne opinie, które cały czas są aktualne, a nie mówione w afekcie. Jeśli ktoś to przeczyta, to będzie wiedział, dlaczego dwa lata temu myślałem tak, a nie inaczej.

Zdjęcie

/fot /AKPA

Naprawdę całowałeś plakat Dody z Bravo?
- To jest pytanie z serii sensacyjno-tabloidowych, których osobiście nie lubię. Odmawiam więc odpowiedzi na takie kwestie, bo to ma się nijak do sprawy.

A co myślisz o Wojciechu Cejrowskim? Głośno komentował Twoje zdjęcie z księdzem Bonieckim.
- Gdybym był katolikiem, umarłbym z zażenowania, że tego typu ludzie przynależą do tego samego kościoła. Na szczęście jestem z dala od tej doktryny, ale z ciekawością i lekkim przerażeniem obserwuję to, jak bardzo radykalizują się pewne odłamy tego kościoła i jak dalekie jest to od przesłania Ewangelii. Ale podoba mi się to z socjologicznego punktu widzenia. Pokazuje to ogromną hipokryzję. To ciekawe obserwować, jak ktoś piłuje gałąź, na której siedzi.

Przeprowadzasz się do Warszawy?
- Od wielu lat prowadzę życie Nomada, jestem cały czas w drodze. Czasem mnie to męczy, np. w tej chwili marzę o własnym, cichym, domowym zaciszu. Warszawa ma bardzo wiele do zaoferowania i zawsze lubiłem to miasto. Biorę pod uwagę życie na dwa miasta, może nawet dwa kraje? Jedną nogą mógłbym mieszkać w Polsce, a drugą w jakimś innym europejskim kraju.

A Stany Zjednoczone nie wchodzą w grę?
- Nie, jednak po wielu podróżach utwierdziłem się w przekonaniu, że kultura europejska jest mi najbliższa i czuję, że stąd się wywodzę. Najpierw czuję się człowiekiem, później Europejczykiem, a na końcu Polakiem. Europa jest mi bardzo bliska.

Jest jakieś konkretne miejsce w Europie, do którego szczególnie Cię ciągnie?
- Cały czas gdzieś bywam, ostatnio zrobiłem sobie kilkudniową ekskursję do Rzymu. Samotną, bo tak uwielbiam spędzać czas. Książka, dobra kawa, obserwowanie ludzi i spisywanie myśli, które chodzą mi po głowie. Często bywamy w jakichś miejscach i fascynują nas one właśnie dlatego, że są wyrwane z kontekstu. Jesteśmy tam tylko przez kilka dni i dlatego są takie cudowne. Gdybyśmy objęli to szerszą perspektywą, dane miejsce mogłoby zamęczyć. Z tego powodu mówię często, że Polska mnie męczy, bo jestem tu częściej niż w jakimkolwiek innym kraju. Gdyby tą miarą zmierzyć każde miejsce na Ziemi, pewnie ciężko byłoby o ideał.

W jaki sposób wybierasz miejsce na wakacje?
- Bardzo często jeździmy gdzieś z zespołem, wtedy proszę, żeby bukować mi bilet kilka dni później. Kończymy koncert w Sao Paulo, Moskwie czy Sydney, a ja zostaję tam parę dni dłużej i zwiedzam.

Na swoje konto na Facebooku wrzuciłeś ostatnio zdjęcie z Brazylii. Pozowałeś z fanem Behemotha, który na twarzy miał wytatuowaną nazwę Waszego zespołu. Jak się czujesz, poznając takich ludzi?
- To wspaniałe uczucie. Jestem pewien, że to objaw zdrowego fanatyzmu, ale tego zdrowego... Uwielbiam tatuaże, sam mam ich wiele i nawet, gdy ktoś ma tatuaż w jakimś nietypowym miejscu, zupełnie mnie to nie razi. A jeśli widzę logo swojego zespołu na twarzy rosłego, śniadego Brazylijczyka, jest to powód do dumy. Pełna egzotyka! Oznacza to, że zespół odcisnął silne piętno na czyimś życiu. To jest szalone, ale to też wielka lojalność i oddanie ze strony fanów.

A Ty byłbyś w stanie tak silnie utożsamić się z jakąś osobą?
- Nie. Mając świadomość ulotności miłości, przyjaźni, fascynacji - chyba nie...

Paulina Masłowska -AKPA


Artykuł pochodzi z kategorii: Rozrywka

AKPA

Reklama