Reklama

Wyniki konkursu "Mój wymarzony ślub"

Środa, 27 czerwca 2012 (11:56)

Znamy już laureatów naszego "ślubnego" konkursu organizowanego we współpracy z kanałem Club TV.

Zdjęcie

"Panna Młoda - księżniczka czy potwór?" na antenie Club TV /fot  /materiały prasowe
"Panna Młoda - księżniczka czy potwór?" na antenie Club TV
/fot /materiały prasowe

Tym razem poprosiliśmy Was o opisanie Waszego wymarzonego ślubu. Otrzymaliśmy tyle ciekawych odpowiedzi, że postanowiliśmy poza regulaminowymi pięcioma nagrodami, przyznać dodatkowe wyróżnienia.

Zestawy kosmetyków NIVELAZIONE PERFECT BODY wyślemy do:
Grażyny Wawrzynowicz,
Izabeli Szymańskiej,
Magdy Sewastianowicz,
Justyny Ziembińskiej,
Kaliny Sobieskiej.

Natomiast dodatkowo chcielibyśmy wyróżnić Aleksandrę Kochanowską, Monikę Krupę, Dominikę Muchalską, Oktawię Tadej oraz Bernadetę Bombę.

Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie, a zwycięzcom gratulujemy. Poniżej prezentujemy nagrodzone odpowiedzi.

Izabela Szymańska: Mówiąc szczerze, jeden ślub już miałam. I muszę przyznać, że nie wyglądał on jak ślub moich marzeń - ze względu na to, że... był to ślub marzeń naszych rodziców. Było to sztampowe połączenie tradycji i wyjście naprzeciw oczekiwaniom zaproszonych gości. Nie było mowy o spontaniczności, bo istotne było to, co wypada, a co nie! Liczyło się zadowolenie bliższej lub dalszej rodziny - a my mieliśmy tylko robić dobrą minę do złej gry! Dziś po tym ślubie zostało mgliste wspomnienie, zaprawione nutą goryczy po nieudanym małżeństwie. To, co miało trwać dopóki śmierć nas nie rozłączy, skończyło się szybciej niż senne marzenie! Teraz jestem w nowym związku. Na tyle świeżym, że boję się myśleć o ślubie, by nie zapeszyć ;) Gdyby jednak miało do niego dojść, wiem jedno: moi rodzice dowiedzą się o nim z zaproszenia! Będą zaproszonymi gośćmi, a nie organizatorami! Koniec z potulnym słuchaniem, co lubi babcia Gienia, a czego nie lubi wujek Franek! To mój ślub - i to ja mam wspominać ten dzień jako spełnienie moich najskrytszych marzeń. Ślub powinien się odbyć na plaży w ustronnej miejscowości i na pewno nie w sezonie turystycznym :) Niepotrzebne mi będą złote pantofelki, bo pójdę do niego boso po piasku :) Świadkiem będzie szumiące morze, a wiwatować nam będą mewy przelatujące nad naszymi głowami. Posiłek poślubny? Wystarczy świeżo złowiona rybka z grilla. A w podróż poślubną chciałabym się wybrać kutrem rybackim! A rodzinka niech w tym czasie odbywa taneczne pląsy na piaszczystej plaży!

Kalina Sobieska: Każda kobieta ma gdzieś głęboko w umyśle ukryty "swój cudowny ślub". Owszem, ja także noszę go w sobie i wizję tę pielęgnuję na co dzień. Przejdźmy zatem do sedna... Moja suknia ślubna nie będzie biała, a czerwono-czarna. Ramiona pozostaną odsłonięte; kreacja opierająca się na piersiach za pomocą opiętego gorsetu (na przedramionach luźno zwisać mogłyby wtedy krótkie rękawy). Suknia będzie z tyłu do kostek a z przodu powyżej kolan. Do tego glany piętnastki z klamrami i zgrabna czarna kryza z prostokątnym czerwonym kamyczkiem z przodu. Mój chłopak byłby ubrany w czarne skórzane spodnie wiązane z boku rzemykami, czarną koszulę wyjętą ze spodni, czerwony krawat i cylinder (który oczywiście zdjąłby w kościele). Do tego "standardowo" glany. Zamiast marsza Mendelsona, ojciec poprowadziłby mnie w rytm solówki Zakka Wilde'a granej na samym początku "Crazy Train" Ozzy'ego Ozzbourne'a. Ślub bralibyśmy w drewnianym kościele położonym gdzieś w górach (najlepiej w Beskidach), a wesele odbyłoby się w remizie. Dodatkowo z racji tego, iż od lat najmłodszych jestem wielką fanką Guns'n'Roses chciałabym, żeby mój znajomy gitarzysta posiadający czarne afro (oczywiście nazywany przez nas "Slashem"), tuż przed wyjściem pary młodej z kościoła, sam go opuścił i zagrał nam solówkę z "November Rain" Guns'n'Roses - jak i zrobił to w teledysku Slash ;) Oczywiście mam jeszcze dużo marzeń dotyczących miodowego miesiąca i wesela, ale pytanie tyczyło się raczej ślubu... Przede wszystkim chciałabym go zapamiętać na całe życie i stwierdzić, iż był on kwintesencją mojej osoby. Marzę o tym, abyśmy na ślubie czuli się rozluźnieni a nie spięci. W końcu jeżeli urządzimy wszystko tak, jak powiedziałam... będziemy się czuć jak w domu ;)

Grażyna Wawrzynowicz: Ślub w życiu każdej kobiety to moment szczególny. Wiele razy wyobrażamy sobie, jak to będzie i zastanawiamy się nad najdrobniejszym szczegółem całej ceremonii. Dobrze jest sobie wybrać miesiąc ślubu w którym jest litera "r". To ponoć przynosi szczęście. Suknia dla panny młodej to najważniejszy element całej ślubnej układanki. Co jest ważne w ceremonii zaślubin, przyszły mąż nie powinien aż do ślubu widzieć panny młodej w tej właśnie sukni, gdyż to przynosi pecha. Gdybym miała decydować się na suknię ślubną, to zdecydowanie wybrałabym suknię w stylu Disneya. Widziałam taką w Internecie i bardzo przypadła mi do gustu. Czułabym się wtedy jak księżniczka z baśni Walta Disneya. Na pewno pamiętałabym o tym, by mieć na sobie coś białego, niebieską podwiązkę, coś pożyczonego, coś starego i nowego. Przesądy też są ważne. Lepiej dmuchać na zimne, by sobie potem nie pluć w brodę, że czegoś nie zrobiłam tak, jak chciałam. Ja sama jestem zwolenniczką kameralnych, małych ślubów. Nie lubię pompatyczności. Moim marzeniem jest ślub w małym wiejskim, drewnianym kościółku. Klimat takiego miejsca jest nieprawdopodobny. Ma się wrażenie, że jest się w jakieś bajce z królewiczem. Nie czuję atmosfery miejskich wesel. Są one jakieś sztuczne, mało wyraziste i do tego pełne przypadkowych gapiów, którzy tak naprawdę do mojego szczęścia nic nie wnoszą. Uważam, że takie uroczystości powinny mieć typowo rodzinny charakter. Niedaleko miejsca gdzie mieszkam, jest taki kościół wśród łąk i pól, a do tego w pobliżu jest piękna, odnowiona drewniana karczma. Klimat tego miejsca jest fantastyczny. Każdy uczestnik takiej uroczystości będzie tam się czuł wyśmienicie, nie wspominając o parze młodej. Można tam się poczuć jak na planie dawnych, polskich, dobrych filmów. Można się bawić w karczmie, na dworze, gdzie jest miejsce pod dużym drewnianym dachem. Do tego można tam liczyć na przepiękny wystrój. Trasę od kościoła do karczmy można pokonać bryczką. Można takowe wynająć w okolicy. Przy pięknej pogodzie, gdy słońce razi młodożeńców, obraz jadącej bryczki witanej przez mieszkańców jest wyjątkowy. Do zabawy powinna przygrywać kapela ludowa, która potrafi łączyć akcenty muzyczne dawnych lat z dzisiejszymi. Byłam całkiem niedawno na takim weselu i wszyscy byli zachwyceni tą kapelą, która potrafiła wyczyniać cuda, a więc było coś z dawnych lat, coś klasycznego, ale i super kawałki dla nowożeńców i osób młodych. Nie wyobrażam sobie ślubu bez dobrego organisty i "Ave Maria". Dobre organy to podstawa wspaniałej atmosfery. Koniecznie muszą być skrzypce, flet i cudowny kobiecy głos. Przed ślubem musi nastąpić błogosławieństwo w domu przez rodziców. Po wyjściu z kościoła para młodożeńców powinna zostać obsypana ryżem! To na szczęście! Na samym weselu obowiązkowo cała rodzina powinna utrwalić swą obecność na wspólnym zdjęciu. Po weselu to już tylko jedno, a mianowicie długa, wspaniała podróż do ciepłych krajów, na wspaniały miesiąc miodowy!

Magda Sewastianowicz: Raz, dwa, trzy... Obrót... Love is in the Air... Trzy... Dwa... Jeden... I tak znów i znów. Aż do znudzenia, aż do znużenia. Ta najpiękniejsza piosenka będzie grała mi w uszach nawet podczas przymiarki sukienki i wyboru kwiatów...  Love is in the Air everywhere I look around... Pierwszy taniec, który mamy odtańczyć na naszym weselu. Wyjątkowy, ciepły, wymarzony od lat. Ślub moich marzeń ma być prosty, naturalny i beztroski. Bez spięć, sztucznych sytuacji, stresów. Tylko my i nasi najbliżsi, gorący piasek, który pieści nasze stopy, promienie zachodzącego słońca i szum Bałtyku :) Tak właśnie sobie to wymarzyłam. Może dlatego, że wszystkie wyjątkowe chwile, które nas zbliżały nieuchronnie ku sobie, miały miejsce nad morzem. Będziemy tańczyć na bosaka, kąpać się w świetle księżyca, śmiać i pić szampana, zagryzając truskawkami. Na tym ślubie nie będzie nielubianych ciotek, ani gorącego rosołu, nie pojawią się muzykanci disco polo i nikt nie upije się w kącie! Będziemy się bawić, tańczyć i po prostu cieszyć bliskością. A to dlatego, że na moim wymarzonym ślubie nie znajdzie się nikt przypadkowy, tylko ludzie, którzy są ze mną każdego dnia, wspierają i darzą miłością. W świetle gwiazd, ukołysani szumem morza, obejrzymy pokaz sztucznych ogni, zajadając pachnące, świeże ryby i muffinki jagodowe. Nie będzie sztywnych obrusów, ani sztućców ze srebra! Na tym ślubie będzie tylko miłość w każdym zakamarku, każdym spojrzeniu i rytmie spokojnej muzyki... To będą chwile, które każdy z nas zapamięta na zawsze. A gdy rankiem będziemy wracać z plaży, zawinięci w koce i grube swetry, na ustach będę czuła smak soli i Jego pocałunków, a w uszach będzie mi dźwięczało "Love is in the Air everywhere I look around"...

Justyna Ziembińska:

Zdjęcie

Odpowiedź Justyny Ziembińskiej /Justyna Ziembińska /teletydzien.pl
Odpowiedź Justyny Ziembińskiej
/Justyna Ziembińska /teletydzien.pl





Artykuł pochodzi z kategorii: Rozrywka

Reklama