Reklama

Leszczyńska: Płaczę na zawołanie

Czwartek, 18 października 2012 (10:26)

Jest prostolinijna i szczera. Nie udaje kogoś, kim nie jest. Właśnie za te cechy widzowie „Barw szczęścia” tak lubią jej bohaterkę. – Losy tej postaci są bliższe greckiej tragedii, niż zwyczajnemu, serialowemu banałowi – ocenia Elena Leszczyńska. – Jestem za to wdzięczna scenarzystom.

Zdjęcie

Nie myślę o dalekiej przyszłości. Dorosłam już do przeświadczenia, że szczęśliwa mogę być wszędzie. Nieważne gdzie, ważne z kim – przyznaje aktorka. /fot  /Agencja W. Impact
Nie myślę o dalekiej przyszłości. Dorosłam już do przeświadczenia, że szczęśliwa mogę być wszędzie. Nieważne gdzie, ważne z kim – przyznaje aktorka.
/fot /Agencja W. Impact

Dużo emocji i dużo łez - tak w skrócie można by opisać to, co się dzieje ostatnio u Ludmiły, Pani bohaterki...
- Tak, a wydawało się, że wszystko zmierza ku dobremu. Znalazła miłość życia, w osobie oddanego jej Kostka (Adam Cywka), oczekiwali przyjścia na świat ich wspólnego maleństwa, a tu nieszczęście - Ludmiła oślepła! Bała się, że nigdy nie zobaczy swojego dziecka i ta myśl była dla niej nie do zniesienia. Cierpiała, a ja z nią, bo zawsze się bardzo wczuwam w to, co gram. Losy tej postaci są bliższe greckiej tragedii, niż zwyczajnemu, serialowemu banałowi, za co jestem wdzięczna scenarzystom.

Zdjęcie

Ludmiła (Elena Leszczyńska)
/fot /Agencja W. Impact

Co jeszcze wydarzy się w życiu Ludmiły?
- Po operacji odzyska wzrok w jednym oku, ale zaczną się inne problemy. Tym razem związane z Kostkiem. Znowu będą łzy. Na szczęście potrafię płakać na zawołanie.

Jak Pani się współpracuje z Adamem Cywką, serialowym Kostkiem?
- Lepiej trafić nie mogłam! To świetny aktor i partner. Bez takiego Kostka nie byłoby takiej wyrazistej Ludmiły! 

Widzowie darzą Ludmiłę dużą sympatią.
- Myślę, że ludzie lubią ją za to, że jest zwyczajna, nikogo nie udaje, nie chowa się za sztucznymi rzęsami i makijażem. Czasem wygląda wręcz szkaradnie, w chorobie domalowywali mi podkrążone oczy, poszarzali twarz.

Mieszka Pani i pracuje w Polsce już od sześciu lat, a wciąż gra Pani wyłącznie kobiety Wschodu.
- To kwestia akcentu. Jak przyjechałam, nie rozumiałam słowa po polsku. Teraz rozmawiam swobodnie i wciąż się uczę. Przygotowuję dyplom na wydziale grafiki warszawskiej ASP. Zdobędę drugi zawód, w którym znajomość języka nie jest już niezbędna. 

Chce Pani osiąść tu na stałe?
- Obecnie mieszkam w Warszawie, a drugi dom buduję pod Moskwą. Z Moskwą związane są też plany zawodowe mojego męża (Tomasz Leszczyński, reżyser), który otrzymał propozycję pracy w tamtejszym teatrze. Szczęśliwa mogę być wszędzie, nieważne gdzie, ważne z kim.

Rozmawiała Jolanta Majewska

Artykuł pochodzi z kategorii: Barwy szczęścia

Tele Tydzień

Reklama