Reklama

Dominika Kluźniak jako trzepnięta singielka

Poniedziałek, 19 grudnia 2011 (07:39)

Jej głos doskonale znają dzieci oglądające kreskówki. Teatromani doceniają wspaniałe kreacje sceniczne. A jak już wystąpi w serialu, to nie sposób jej nie zapamiętać.

Zdjęcie

  Dominika Kluźniak /AKPA
  Dominika Kluźniak
/AKPA

Czy pani w ogóle lubi grać w serialach?

- Lubię, ale przyznam, że jak one się zdarzają z taką częstotliwością, jak to się dzieje w moim przypadku, to jest w sam raz. Można wtedy znaleźć czas i na teatr, i na dom przede wszystkim, na zabawę z dzieckiem.

Jednak dla widzów to wciąż może być za mało. Przydałaby się jakaś główna rola...

- Cóż mam powiedzieć? Bardzo chętnie przyjęłabym taką. Może kiedyś jeszcze się zdarzy.

Ostatnio nawet w filmach rzadziej pani występuje. Zdaje się, że skończyło się na "Jak się pozbyć cellulitu"?

- Tak. Akurat zaraz po "Celulicie" rzeczywiście miałam taki rok bardziej teatralny, gdy wyszło dużo bardzo fajnych spektakli. Co mnie zresztą ogromnie cieszy, bo jednak teatr jest dla mnie najważniejszy. Ale przyznaję, że gdyby teraz zaproponowano mi coś oprócz teatru, to nawet bardzo chętnie bym się zgodziła zagrać. Myślę, że przyszedł już odpowiedni czas na to.

Tymczasem trwają zdjęcia do serialu "Ja to mam szczęście", w którym zobaczymy panią już wiosną. Jaką kobietę pani gra? Czytałam, że samotną...

- Taką, która zawsze ma jakieś perypetie sercowe. Ma na imię Iwona. Mam wrażenie, że ona gubi się w wiecznym bałaganie życiowym. Co chwilę jest z kimś innym. Przeżywa to, oczywiście zwierzając się przyjaciółce, czyli postaci granej przez Kingę Preis.

One są przeciwieństwami, jeśli chodzi o charakter?

- Tak, one są różne. Zresztą wydaje mi się, że jednak przyjaciółki zwykle dobierają się w ten sposób. Kinga gra taką ciepłą matkę, ostoję rodziny. A moja Iwona jest może troszkę bardziej trzepnięta po prostu. Ale nie ma się co dziwić - ona nie ma dzieci, nie ma takiego normalnego domu, więc może sobie pozwolić na bycie postrzeloną.

Prywatnie też pani wierzy w przyjaźń między tak różnymi kobietami?

- Wręcz zauważam, że ostatnio sprawdza mi się to w życiu. Moje przyjaciółki są osobami różnymi ode mnie, co wcale niczemu nie przeszkadza. A nawet przeciwnie - wywołuje wiele śmiechu i bardzo fajnie się równoważy.

Wracając do pracy - pani też sporo dubbinguje. Córka ogląda te bajki? Jak je odbiera?

- Właśnie od kiedy urodziła się moja córka, mam ochotę robić to dla niej. Rozpoznaje mój głos i cieszy się z tego. A ja mogę zaprosić ją do kina na coś z moim udziałem, żeby sobie obejrzała. To jest bardzo przyjemne. Czasami nawet jej nie mówię, że w czymś podkładałam głos, i tylko ją obserwuję. A ona zerka na mnie i odgaduje: mamo, to ty!

Rozm. am

Artykuł pochodzi z kategorii: Ja to mam szczęście

Reklama