Reklama

Kinga Preis jest szczęściarą

Czwartek, 1 grudnia 2011 (15:27)

TVP 2 szykuje dla widzów kolejny serial - "Ja to mam szczęście". Główne role przypadły Kindze Preis i Jackowi Braciakowi. Będą tworzyć małżeństwo patchworkowe, którego specyfikę wyjaśnia nam aktorka.

Zdjęcie

  Małżeństwo Polaków, czyli Joanna (Kinga Preis) i Jerzy (Jacek Braciak) /materiały prasowe
  Małżeństwo Polaków, czyli Joanna (Kinga Preis) i Jerzy (Jacek Braciak)
/materiały prasowe

Trwają zdjęcia do nowego serialu "Ja to mam szczęście", w którym gra Pani główną rolę. Przyjęła ją Pani bez wahania? Dotąd grała Pani głównie role dramatyczne.

I chyba chciałam odmiany, aby odpocząć od swojego "dramatycznego" wizerunku, na który przez lata pracowałam w pocie czoła (śmiech). Dla mnie rola w "Ja to mam szczęście" jest wyzwaniem, bo to typowo aktorski format. Przekornie do lekkości materiału i jego odbioru, to dla aktora ciężka praca po kilkanaście godzin dziennie.

Na naukę zostaje noc?

Daję radę, choć bywa ciężko. Wieczorem, po zdjęciach siadam do następnego tekstu, czytam, co będzie się działo w kolejnych odcinkach, a potem idę na spacer przewietrzyć myśli. Dopiero po powrocie wracam do swoich kwestii w scenariuszu.

A życie prywatne? Jeździ Pani do domu, do Wrocławia?

To dom przyjeżdża do mnie. Czasem tylko muszę wyskoczyć do Wrocławia, na spektakl w swoim teatrze.

Trudna jest rozłąka?...

Trudne są powroty do wynajętego mieszkania. Wszyscy aktorzy po pracy wracają do swoich domów, ja do miejsca, w którym nikt na mnie nie czeka. Brakuje mi domowego zgiełku, mojego męża, syna i psa.

Zgiełk ma Pani na planie - rodzina serialowej Joanny jest duża i wesoła.

Jesteśmy małżeństwem patchworkowym. Każde z nas było wcześniej w innych związkach. Mój serialowy mąż ma z poprzedniego małżeństwa syna, ja - córkę i wspólnie mamy małą córeczkę. Mam nadzieję, że udało się nam stworzyć fajną rodzinę, ciepłą, która darzy się miłością, stara się i troszczy o siebie. Serial jest pełen świetnie napisanych historii.

Rzecz podobno dzieje się w kuchni?

Tak, sercem tego domu jest kuchnia właśnie. Tu przychodzą wszyscy ze swoimi dąsami, smuteczkami, problemami, by pogadać, pokłócić się, pośmiać, ponarzekać, a czasem zajeść smutki.

Trójka dzieci potrafi pewnie nieźle dać do wiwatu?

Każdego dnia myślę sobie, ale ja to mam szczęście, że mam tylko jedno dziecko - Antka. Bo trójka dzieciaków naprawdę potrafi dać do wiwatu. To dzieciaki z temperamentem i niezłymi charakterkami. W związku z tym mamy kogo wychowywać, a one mają kogo wyprowadzać z równowagi. Są w różnym wieku, więc się mierzymy z tym, że ta jest smarkata, ta pyskata i ma pierwszego chłopaka, a ten ma wszystko gdzieś.

Czy doświadczenia w roli matki przeplatają się w serialu i w życiu?

Oj, tego nie da się porównać. Przy serialowych dzieciach mój prawdziwy syn, Antek to anioł. Moim jedynym problemem i troską jest to, że jeździ na motorze. Tu problem goni problem, katastrofa katastrofę. Ale jest zabawnie.

Jakim mężem jest Jacek Braciak?

Jacek jest świetnym partnerem. Robi wszystko, żebym czuła się dobrze jako żona Jurka, a ja staram się, by jemu było dobrze ze mną. To znakomity aktor i mam ogromną przyjemność pracy u jego boku. Uwielbiam Jacka Braciaka, nie tylko w serialu, ale również w życiu. Przy nim czuję się swobodnie, lubimy swoje ułomności, lubimy się z nich razem śmiać.

Chyba rzeczywiście może Pani powiedzieć: "Ja to mam szczęście". Czuje się Pani szczęściarą?

Jestem szczęściarą, bo zarówno moja rodzina, jak i ludzie, którzy ze mną pracują jeszcze ze mną wytrzymują (śmiech).

Artykuł pochodzi z kategorii: Ja to mam szczęście

materiały prasowe

Reklama