Reklama

Lanton: Wracam do "Klanu"

Czwartek, 27 grudnia 2012 (14:24)

Kilka lat temu Dorota Lanton postawiła wszystko na jedną kartę, zrezygnowała z roli w "Klanie" i podjęła odważną decyzję. Zajęła się muzyką. Teraz wraca, ale tak w życiu jak i w serialu jako całkiem inna kobieta.

Zdjęcie

Dorota Lanton /fot  /AKPA
Dorota Lanton
/fot /AKPA

Po latach wróciła Pani do serialu "Klan". Pani bohaterka, Julia pracowała jako farmaceutka w aptece Elżbiety, miała narzeczonego Sebastiana, zaszła w ciążę i wyjechała, by opiekować się ojcem. Jak przez te lata toczyły się jej losy i dlaczego zdecydowała się wrócić?
- Julia wyjechała na Litwę, ale wraca z Hollywood. 

Zdjęcie

Z Barbarą Bursztynowicz na planie "Klanu"
/fot /AKPA

Jak się tam znalazła?
- To bardzo interesująca historia, ale nie mogę wszystkiego zdradzić. Zapraszam do oglądania "Klanu". Mogę tylko powiedzieć, że wraca zupełnie odmieniona. Gdy pracowała u Elżbiety była bardzo skromną, miłą dziewczyną. Teraz wraca jako atrakcyjna, elegancka i temperamentna kobieta. Te kilka lat sprawiły, że dojrzała, nabrała doświadczenia życiowego.

Wraca Pani na kilka odcinków czy zostanie na dłużej?
- Wszystko wskazuje na to, że na dłużej. W końcu pierwszą rzeczą, którą robi Julia, jest złożenie Elżbiecie propozycji kupna apteki. Szykuje się też romans.

Czy siedem lat temu opuszczenie serialu było Pani decyzją?
- To nie tak. Moja rola traciła impet. Nawet dla mnie stawała się nieciekawa, nie mogła więc zaciekawić widzów. A mnie chodziły już po głowie inne projekty artystyczne, ale z braku czasu odwlekałam ich realizację. Akurat wtedy pojawiła się możliwość nagrania płyty. Karkołomne było to, że producent mieszkał w Rydze. Kilka minut zastanowienia i szybka decyzja. Jadę do Rygi! To było szaleństwo. Wkrótce po premierze płyty otrzymałam propozycję nagrania jednej z piosenek po francusku i w ten sposób znalazłam się, jako Dorothee Lanton na płycie "Weekend in Paris" wśród współczesnych gwiazd piosenki francuskiej, a teledysk do tej piosenki nakręciłam w Paryżu.

Zdjęcie

Dorota Lanton w 2001 r. na planie sagi rodu Lubiczów
/fot /AKPA

Skąd ta fascynacja piosenką francuską?
- Kocham piosenkę francuską, zawsze artystyczną, uciekającą przed współczesną konfekcją muzyczną. Poza tym kocham Paryż i fascynuje mnie wszystko co jest związane z Francją. Już jako dziecko podjęłam decyzję o nauce w liceum z rozszerzonym językiem francuskim. Potem jako studentka szkoły teatralnej, jeździłam po Francji autostopem i zbierałam piosenki do swojego wymarzonego recitalu. Jednak śpiewanie musiało zaczekać. Gdy skończyłam szkołę teatralną, miałam ciekawe propozycje aktorskie, z których nie mogłam nie skorzystać.

Córka idzie w Pani ślady?
- Jeszcze chyba za wcześnie na takie stwierdzenie, ale widzę, że bardziej ciągnie ją w stronę muzyki niż aktorstwa. W domu, na ścianie, wisiały u nas stare, cygańskie skrzypce. Okazało się, że od wczesnego dzieciństwa były przedmiotem marzeń naszej córki. W wieku 7 lat zdecydowała, że chce grać na skrzypcach, a my tylko temu przyklasnęliśmy. Teraz już widać, że to kocha i bez skrzypiec nie może żyć. Mam więc nadzieję, że ostatecznie muzyka zwycięży. Aktorstwo to bardzo kapryśny zawód. Pamiętam, że moja mama, również aktorka, marzyła, żebym została stomatologiem.

Najbliższe plany wiąże Pani z aktorstwem, czy śpiewaniem?
- W najbliższym czasie mam sporo dni zdjęciowych na przemian z koncertami. Bardzo się z tego cieszę. Zawsze chciałam zarówno grać, jak i śpiewać. W marcu przyszłego roku jedziemy na koncerty do Paryża. Wystąpię tam wspólnie z gwiazdą współczesnej piosenki francuskiej Jeremiem Arnoldem. To spełnienie moich marzeń.

Rozmawiała Ewa Pokrywa - AKPA

Artykuł pochodzi z kategorii: Klan

AKPA

Reklama