Reklama

Nikt nie prosi nas o receptę

Środa, 14 listopada 2012 (10:15)

"Dzień dobry, pani doktor” – tak zazwyczaj witane są na ulicy. Choć są aktorkami, fani serialu „Na dobre i na złe” widzą w nich przede wszystkim piękne i ambitne lekarki. Tylko u nas przeczytasz wywiad z Emilią Komarnicką, Katarzyną Dąbrowską i Agnieszką Judycką.

Zdjęcie

Nina (Agnieszka Judycka), Agata (Emilia Komarnicka) i Wiktoria (Katarzyna Dąbrowska) /Agencja W-Impact /ARTRAMA
Nina (Agnieszka Judycka), Agata (Emilia Komarnicka) i Wiktoria (Katarzyna Dąbrowska)
/Agencja W-Impact /ARTRAMA

Pamiętacie swój pierwszy dzień na planie "Na dobre i na złe"?
Emilia Komarnicka: To było wejście smoka, które na długo zostanie w mojej pamięci. Zalałam swojego diesla benzyną i przyjechałam pierwszego dnia na plan nie dość, że dwie godziny spóźniona, to jeszcze... taksówką z Łodzi. Nie zapomnę tego do końca życia.
Katarzyna Dąbrowska: To było dokładnie 14 czerwca 2008 roku. Tego samego dnia oprócz mnie i Emilii do obsady dołączył Marcin Rogacewicz. Nasza trójka miała być "świeżą krwią" serialu. Mieliśmy w Leśnej Górze trochę zamieszać i chyba się udało. Natomiast Agnieszka pojawiła się trochę później. 

Zdjęcie

Wiki i Agata w 500. odcinku wykorzystają swoje zdolności poza szpitalem
/ /ARTRAMA

Czego musiałyście się nauczyć do roli lekarzy?
K.D.: Nad naszą pracą czuwa cały sztab konsultantów. Gram chirurga, więc najwięcej kontaktu mam właśnie z tymi specjalistami. Zazwyczaj zamęczam ich różnymi pytaniami, a oni cierpliwie wszystko tłumaczą. Na początku tych pytań było mnóstwo: jak trzymać narzędzia chirurgiczne i jak wyglądają poszczególne zabiegi? Dziś niektóre rzeczy robię już automatycznie.
E.K.: Chyba najtrudniejszy jest sposób działania i wykonywanie wszystkich "lekarskich czynności" tak, żeby widz uwierzył, że moja bohaterka robi to na co dzień. Na szczęście konsultanci medyczni czuwają, żeby było jak najbardziej wiarygodnie.
Agnieszka Judycka: Niestety, skomplikowane terminy trzeba wykuć na pamięć. Czasem jednak ułatwiam sobie życie zapisaniem ich gdzieś, gdzie nie dostrzega tego kamera, na ręce albo w wynikach badań, żeby w ostatniej chwili móc rzucić okiem.

Musicie oglądać chorych, zakrwawionych ludzi, czasem ich wnętrzności. Jak wtedy reagujecie?
A.J.: Na planie wszystko jest rekwizytem, ale przyznam, że kiedy pierwszy raz nagrywałam scenę operacji i zobaczyłam zakrwawione chusty, to zrobiło mi się niedobrze. Po jakimś czasie oczywiście przyzwyczaiłam się do tego widoku.
E.K.: Pora emisji wymusza pewne standardy, więc nie jest tak źle (śmiech). Choć prawdę mówiąc, ja nie mam z tym problemu ani w życiu, ani na ekranie.

W dzieciństwie bawiłyście się w lekarza, marzyłyście o tym zawodzie?
E.K.: Zdecydowanie wolałam towarzystwo chłopców i wspinanie się po drzewach, niż bandażowanie lalek z koleżankami. Natomiast gdy byłam w liceum, miałam plan, by zdawać na medycynę. Myślałam o okulistyce, bo wydawało mi się, że oczy to wrota duszy. Parę miesięcy przed maturą zmieniłam zdanie, ale, jak widać, w końcu aktorstwo w jakimś sensie spotkało się z medycyną.
A.J.: W podstawówce byłam laureatką olimpiady z biologii i planowałam, że może kiedyś będę lekarzem, na przykład pediatrą, ale nigdy nie myślałam o chirurgii. W liceum wolałam nauki humanistyczne i tak już zostało.
K.D.: Oczywiście, ja też, jak chyba każda mała dziewczynka, przez moment marzyłam o pracy lekarza. Z tym, że moje marzenia "Kim zostanę, jak będę duża" zmieniały się kilka razy w tygodniu. Cieszę się, że ostatecznie wybrałam aktorstwo. Mój zawód pozwala na to, bym w jednym tygodniu była jednocześnie chirurgiem i królową duńską. 

Zdjęcie

Związek Niny i Michała kwitnie, mimo przeciwności losu
/ /ARTRAMA

Fani serialu, których spotykacie, widzą w Was lekarzy czy aktorów?
K.D.: Zdarza się, że ktoś mnie zaczepi i powie "dzień dobry, pani doktor", ale raczej w formie żartu. Natomiast nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś mnie na serio poprosił o wypisanie recepty.
A.J.: Mnie też nie przydarzyło się jeszcze, żeby ktoś na ulicy poprosił mnie o receptę, czy pomoc w dostaniu się do Leśnej Góry, ale wiem, że kolegom się to zdarzało. Owszem, rozpoznana jestem witana jako doktor Nina, ale zawsze ze świadomością, że jestem po prostu aktorką.
E.K.: A ja pamiętam jedną zabawną historię. Musiałam odwiedzić przychodnię w pewnym opolskim szpitalu. Na korytarzu pan nie pierwszej trzeźwości przyglądał mi się dłuższą chwilę bardzo intensywnie. Później podszedł i niewyraźnym głosem powiedział: "Już wiem, skąd panią znam - rehabilitacja w Nysie!". Oczywiście nie wyprowadzałam go z błędu.

Czym nas zaskoczycie w kolejnym sezonie?
E.K.: Agata po nieudanym związku bardzo nieufnie patrzy na mężczyzn. Możliwe jednak, że pojawi się ktoś, kto ten pancerz będzie potrafił przełamać.
A.J.: Ninie udało się wygrać wyjazd na staż do Stanów. Należało jej się, bo w Leśnej Górze nie ma ostatnio łatwego życia. Jest w związku z Samborem, czyli ordynatorem, więc koledzy każdy jej sukces uznają za protekcję. Życie utrudnia jej też mama jej konkurenta w walce o awans. A więc w nowym sezonie Ninie na pewno nie zabraknie wrażeń.
K.D.: A ja czekam na to, czym zaskoczą mnie scenarzyści.

Rozmawiali Ewa Pokrywa, Mateusz Albin

"Na dobre i na złe", środa godz. 20:40, TVP 2

Artykuł pochodzi z kategorii: Na dobre i na złe

Tele Tydzień

Reklama