Reklama

Miałam mącić w życiu innych!

Piątek, 13 stycznia 2012 (12:28)

Anna Guzik, czyli serialowa Żaneta, zdradza, jak się zmieniała przez lata jej bohaterka, co czeka ją w nowym roku oraz kim jest jej nowy facet?

Zdjęcie

    /AKPA
   
/AKPA

"Na Wspólnej" gości w polskich domach od 9 lat. Jak, przez lata swojej obecności w serialu, zmieniła się Żaneta?

- Żaneta pojawiła się w trzecim roku istnienia serialu "Na Wspólnej". Przez ten czas przeszła ogromną przemianę - wizerunkową i duchową. Myślę, że na początku były plany, aby moja bohaterka wprowadziła zamieszanie w życiu rodziny Ziębów. I tak też się stało. Zakochana po uszy w Grzegorzu Ziębie była w stanie zrobić wszystko, żeby go zdobyć. Wyrzucana drzwiami wracała oknem (śmiech) W końcu zdobyła jego serce, urodziła mu córeczkę i ...złagodniała. To znaczy uważam, że Żaneta nadal jest dosyć buńczucznym charakterem, ale życie zdążyło jej już przytrzeć nosa, przeżyła kilka dramatów i wyraźnie się uspokoiła.

Zmienił się także jej styl…

- Tak… Na początku był bardzo krzykliwy - krótkie spódniczki, kolorowe bluzki z dekoltem po pępek, buty na wysokim koturnie. No ale wtedy walczyła o swojego mężczyznę, a jak wiadomo w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone...(śmiech) Kiedy została matką nieco "zmamusiała"

- spódnice zaczęły być dłuższe, kolory bardziej stonowane. Teraz jej styl określiłabym jako bardziej sportowy - dżinsy zamiast spódnic, t-shirty, legginsy, tuniki. Odpowiada mi ta przemiana, bo garderoba Żanety jest obecnie bardzo wygodna (śmiech).

Co ją czeka w Nowym Roku?

- Ogromne zmiany! W życiu prywatnym, ale również zawodowym. Żanetę i jej przyjaciółkę Ewę spotka ogromny pech i będą musiały zacząć na nowo budować swoją pozycję zawodową. Zaczynanie wszystkiego od początku po raz kolejny będzie trudnym przejściem dla obydwu pań, ale na szczęście, dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół wyjdą z tej sytuacji obronna ręką.

Zmiany czekają Żanetę chyba nie tylko w życiu zawodowym?

- Na drodze Żanety przez zupełny przypadek pojawił się instruktor nauki jazdy Wojciech Szulc, grany przez Wojciecha Błacha. Ich znajomość zaczęła się niefortunnie-od opryskania Żanety wodą z kałuży...Żaneta tak łatwo nie wybacza, więc Wojtek będzie się musiał sporo natrudzić żeby przezwyciężyć niechęć do jego osoby.

Początki tej znajomości nie były łatwe, czy ich związek będzie pełen burz?

-Zarówno Wojtek jak i Żaneta należą do bardzo wybuchowych charakterów, więc w ich relacji nie ma miejsca na nudę. Jak to mówią- trafiła kosa na kamień. Nieustannie pojawiają się między nimi jakieś niedopowiedzenia, kwestie sporne, zazdrość, nieufność i czasami zwyczajny brak zrozumienia intencji drugiej strony. Nie będzie to łatwy związek. Żaneta jest kobieta "po przejściach", z tajemnicą dotyczącą Grzegorza, której nie może przecież zdradzić. Wojtek z kolei jest typowym "starym kawalerem", od lat żyje samotnie i ma już swoje przyzwyczajenia i nawyki. Będą oboje musieli włożyć sporo pracy w tę relację.

Czy jest jakaś wymarzona dla Pani sytuacja, w której scenarzyści mogliby postawić Żanetę?

- Cieszę się, że w życiu Żanety pojawił się interesujący mężczyzna i że nie jest to łatwy związek

- wszelkiego rodzaju trudności, konflikty, napięcia i stresy są wdzięcznym tematem do grania. Szczęście i stagnacja są dosyć nudne, na ekranie oczywiście, nie w życiu. Natomiast sytuacje wszelkich życiowych zawirowań są zawsze bardzo ciekawym materiałem aktorskim.

Scenariusz serialu to poza losami głównych bohaterów, wątki, postaci poboczne. Który z nich lubi Pani najbardziej?

- Bardzo lubię grać z moimi serialowymi rodzicami i bratem. Mój rodzinny dom, bo z domu Żaneta ma nazwisko Kopeć, nazywamy pieszczotliwie "Kopciolandią" - albo my jedziemy do nich, albo "Kopciolandia" przyjeżdża do nas. Jest to wątek mający duży potencjał komediowy. Nadopiekuńcza, trochę wścibska matka Helena, chcąca za wszelka cenę wyswatać córkę z odpowiednim kawalerem, ze wsi oczywiście. Tata - pantoflarz. Małomówny brat Staszek o gołębim sercu i mocnej pięści. To galeria postaci, które nadają lekkości bardziej dramatycznym wątkom. Żaneta spotka w "Kopciolandii" swojego kolegę z lat szkolnych Marcina Zielaka, w którym odrodzi się uczucie do niej i będzie o nią walczył w bardzo specyficzny sposób...(śmiech) Z niecierpliwością czekam na emisję tych odcinków.

Przyciągać uwagę widzów przez dziewięć lat to prawdziwy sukces! W czym tkwi siła "Na Wspólnej"?

- Wydaje mi się, że duże znaczenie dla popularności serialu ma duży przekrój wiekowy widzów. Oglądają nas nastolatki i ludzie dojrzali. Dzieje się tak ze względu na różnorodną tematykę wątków prezentowanych w "Na Wspólnej". Widzowie dorastali z naszymi bohaterami - Asia Jabłczyńska, Kazio Mazur, Kuba Wesołowski, to są postaci, które zaczynały tutaj grać mając 17 lat, a dzisiaj są już dorosłymi ludźmi. Perypetie tych bohaterów zmieniały się wraz ze zmianami, jakie następowały w życiu młodych widzów. Dotyczy to oczywiście wszystkich postaci "Na Wspólnej". Myślę, że na sukces serialu składa się wiele rzeczy - dobry scenariusz i reżyseria, sprawna produkcja, dobrze dobrani aktorzy i radość, z którą tworzymy ten serial, a która z pewnością przenosi się poza ekran.

Koniec starego roku i początek nowego to zawsze czas podsumowań i życzeń. Czego życzyłaby sobie Pani na 2012 rok?

- Życzyłabym sobie inspirującej i efektywnej pracy, wspaniałych wakacji, szczęścia i zdrowia dla siebie i moich bliskich i realizacji planów, które mam w głowie.

A jakie plany ma Pani na 2012 rok?

- Zawodowo - oprócz serialu "Na Wspólnej" będą to głównie realizacje teatralne. Jeśli oczywiście nic się nie zmieni- w lutym premiera spektaklu "Monsters" w warszawskim Teatrze Rampa na Targówku. Będą to songi i monologi morderczyń, bardzo ciekawy projekt. Z kolei w marcu w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej prapremiera tekstu Ingmara Villquista, w jego reżyserii, "Miłość w Koenigshutte". Jest to scenariusz filmowy, przerobiony na teatralny poruszający problem budzenia się poczucia narodowości górnośląskiej w latach 1945-1947. Jest to bardzo trudny i wymagający tekst. Początek roku zapowiada się zatem bardzo pracowicie. A później zamierzam grać moje ukochane spektakle - "Singielkę", "Wydmuszkę", "Królową piękności...", "Taką fajną dziewczynę jak ty", "Hotel Nowy Świat", "Antoine'a"... jest tego sporo.

Rozmawiała Sylwia Strocka, TVN Media

Artykuł pochodzi z kategorii: Na Wspólnej

materiały prasowe

Reklama