Reklama

W tym szpitalu nikt nie umie leczyć...

Piątek, 16 grudnia 2011 (09:49)

Ale też żaden pacjent jeszcze tu nie umarł. Owszem, zdarza się, że ludzie wychodzą stąd bardziej chorzy niż przyszli, niektórzy uciekają, inni siłą przetrzymywani są na oddziale. I trwa to już od 8 lat! Serial "Daleko od noszy" zadebiutował na antenie w grudniu 2003 roku.

Zdjęcie

    /Agencja W. Impact
   
/Agencja W. Impact

Do szpitala od 8 lat wciąż napływają nowi pacjenci. Żeby się tu dostać, trzeba najpierw przejść przez bramkę, którą okupuje siostra Basen. Stoi za wysokim kontuarem i najczęściej rozmawia przez telefon lub popija spirytus czerpiąc go łyżką z wielkiego słoja. Z korytarza wchodzi się do gabinetu ordynatora - jegomościa, który zrobi wszystko dla pochwały lub... butelki koniaku. W malutkiej sali operacyjnej króluje chirurg nie mający pojęcia o leczeniu. Koszmar? Nie, to miejsce akcji jednego z najzabawniejszych polskich sitcomów "Daleko od noszy".

- Na początku baliśmy się, że lekarze będą oburzeni i obrażeni za to, że kpimy z ich pracy i wyszydzamy ich - mówi Piotr Gąsowski grający doktora Basena.

- Okazało się, że nasz serial cieszy się wśród lekarzy ogromnym powodzeniem i sympatią. Słyszałem nawet, że w prawdziwych szpitalach nie wyznacza się terminów operacji w czasie, gdy ma być nadawany serial, bo chirurdzy nie chcą przeoczyć ani jednego odcinka "Daleko od noszy" - dodaje ze śmiechem.

Serialowy szpital to w rzeczywistości kilka niewielkich pomieszczeń - korytarz z żółtymi, odrapanymi ścianami, jeden malutki pokoik zamieniony w salę operacyjną, drugi - w gabinet ordynatora.

- Niewiele tu mamy przestrzeni - żartuje Hanna Śleszyńska, czyli siostra Basen, która zazwyczaj zjawia się na planie jako pierwsza.

- Uwielbiam tu przychodzić. Z niecierpliwością czekam na scenariusze kolejnych odcinków i zawsze, gdy je czytam, zaśmiewam się do łez. - śmieje się aktorka.

Każdy dzień na planie "Daleko od noszy" upływa w serdecznej, niemal rodzinnej atmosferze. Aktorzy, którzy zagrali już swoje sceny, chętnie podglądają kolegów i są pierwszymi widzami i recenzentami poszczególnych skeczy. Wszyscy świetnie się bawią i czasem nie potrafią powstrzymać się od głośnego śmiechu.

- Są sceny, które powtarzać musimy wielokrotnie, bo grający w nich aktorzy "gotują się" czyli sami śmieją się z tego, co robią ich bohaterowie - mówi twórca sitcomu Krzysztof Jaroszyński.

- Krzysztof ma nieprawdopodobne pomysły i ciągle nas czymś zaskakuje - twierdzi Paweł Wawrzecki wcielający się w doktora Kidlera.

- Dzień spędzony na planie zawsze daje mi pozytywną energię na kilka kolejnych - dodaje aktor.

Na planie ciągle się coś dzieje. Nie ma tu mowy o niepotrzebnych przerwach czy niezaplanowanych działaniach.

- Wszystko zawsze dopięte jest na ostatni guzik - potwierdza Krzysztof Kowalewski czyli ordynator Łubicz.

To, że gwiazdy serialu naprawdę tworzą zgrany zespół, widać nie tylko podczas zdjęć. Zdarza się, że - już po pracy - aktorzy siedzą w bufecie i po prostu rozmawiają ze sobą, dowcipkują, zastanawiają się, co wydarzy się następnego dnia, przypominają sobie najzabawniejsze sytuacje, jakie miały miejsce na planie.

- Czasem, już podczas kręcenia jakiegoś odcinka, czuję, że będzie świetny - mówi Hanna Śleszyńska.

- Zawsze wtedy pytam, kiedy będzie emitowany, bo chcę zobaczyć efekty naszej pracy. I jeszcze nigdy się nie zawiodłam - dodaje serialowa siostra Basen.

Artykuł pochodzi z kategorii: Seriale

Agencja W. Impact

Reklama