Reklama

Muskała: Nie żałuję swoich wyborów

Wtorek, 14 sierpnia 2012 (15:46)

"Wszystko przed nami", to tytuł nowego serialu, który niebawem wchodzi na antenę TVP. Gabriela Muskała zagra w niej naiwną, ale bardzo energiczną, pełną namiętności laborantkę, której mąż ma "zbyt pojemne serce" i adoruje inne kobiety.

Zdjęcie

Gabriela Muskała /fot  /AKPA
Gabriela Muskała
/fot /AKPA

"Wszystko przed nami" - to nowy serial z Pani udziałem. Jak Pani interpretuje jego tytuł?

- Bardzo mi się podoba! Nie jest przesłodzony ani kiczowaty. Napawa optymizmem i idealnie oddaje charakter tej historii. To opowieść o losach przyjaciół, którzy sprawdzeni w trudnej sytuacji we Włoszech decydują się powrócić do Polski. W kamienicy w centrum Lublina pod wspólnym szyldem "Dobry Adres" zakładają kolejno bar, hostel i kancelarię prawną. Zaczynają wszystko od nowa i spełniają swoje marzenia. 

Zdjęcie

/fot /AKPA

W jakiej roli zobaczymy Panią?

- Gram Annę Małek, laborantkę, której mąż od kilku lat pracuje w Mediolanie. Ma jednak dość życia w "separacji" i samotnego wychowywania zbuntowanej córki, Zuzy, więc namawia go na powrót do Polski. Mimo burzliwych, niczym we włoskiej rodzinie, relacji, Anna i Stefan tworzą fajne, kochające się małżeństwo. Stefan jednak ma pewną przypadłość, czyli "zbyt pojemne serce". Żona mu nie wystarcza i wciąż szuka sobie nowych kobiet na boku. Anna niczego się nie domyśla, ponieważ ją z kolei cechuje zbyt duża ufność i naiwność. Ale być może kiedyś pozna prawdę. Kiedy przeczytałam scenariusz żartowałam, że w "Londyńczykach" to ja zdradzałam serialowego męża, teraz nadszedł czas pokutowania (śmiech).

To wpłynęło na Pani decyzję o przyjęciu roli?

- Zawsze są to jakość projektu, obsada i twórcy. W tym przypadku wszystkie te czynniki zapowiadają sukces! To pierwszy "tasiemiec", w którym występuję, dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Zobaczymy ile czasu moja postać będzie gościła w serialu, natomiast mam nadzieję, że widzom spodobają się nie tylko pierwszy, ale i tysiąc-pierwszy odcinek (śmiech).

Jego "siłą napędową" mają być młodzi, nieznani aktorzy, którzy stawiają pierwsze kroki w zawodzie. Pani ma już ugruntowaną pozycję w środowisku filmowym. Jak Pani postrzega jego zalety i wady oraz związaną z nim popularność?

- Kocham aktorstwo, ale zdobycie popularności nigdy nie było szczytem moich marzeń. Oczywiście w dzisiejszych czasach popularność bardzo pomaga aktorowi, jednak według mnie nie powinna być celem samym w sobie. Traktuję rozpoznawalność raczej jako skutek uboczny mojej pracy. Często bardzo miły i na szczęście, póki co, nie uciążliwy. Jednak dla mnie najważniejsze jest, by każda nowa rola była ciekawym wyzwaniem i doświadczeniem. Unikam celebryckiej aktywności, szkoda mi na nią czasu. Wolę być, a nie bywać.

Co wybrałaby Pani, gdyby mogła raz jeszcze znaleźć się na początku swojej kariery?

- Nie chciałabym znów znaleźć się na początku. Może dlatego, że nie żałuję żadnych zawodowych wyborów. Zaczynałam od teatru. Teraz czasy się zmieniły i młodzi aktorzy bardzo często zaczynają swoją karierę od grania w serialach. Ale to też jest dobry "zawodowy poligon". W serialu pracuje się bardzo szybko, dlatego możliwość stania przed kamerą, powtarzania dubli i konieczność pokazywania "gotowych" wiarygodnych emocji, to dla młodych ludzi na pewno bezcenne doświadczenie.

Również na ekranie TVP będziemy oglądali Panią w drugiej transzy serialu "Głęboka woda". Co spotka Pani bohaterkę w nowych odcinkach?

- Na pewno Kalina urodzi dziecko, więc będzie to okres, w którym będzie musiała sprawdzić się nie tylko jako pracownik opieki społecznej, ale i matka. "Głęboka woda" zafascynowała mnie już w pierwszym sezonie, jako opowieść o pracownikach socjalnych, ale też ludziach, którym pomagają "utrzymać się na powierzchni". Bardzo się cieszę, że powstaje drugi sezon. Nie czytałam jeszcze nowego scenariusza, ale mam nadzieję, że będzie on tak samo ciekawy i bliski życia, zwłaszcza jego trudnej strony.

Agnieszka Tomczak

Artykuł pochodzi z kategorii: Wszystko przed nami

teletydzien.pl/AKPA

Reklama