Reklama

Wisła Kraków cudownie awansowała

Czwartek, 15 grudnia 2011 (15:16)

Cudowny awans Wisły zmienia w historyczny dla Polski obecny sezon Ligi Europejskiej. Dwa zespoły z Ekstraklasy przetrwały w pucharach do wiosny, co nie zdarzyło się od 40 lat.

Zdjęcie

  Napastnik Wisły Kraków, Patryk Małecki /AKPA
  Napastnik Wisły Kraków, Patryk Małecki
/AKPA

Degrengolada mistrza Polski, krok po kroku osuwającego się w tabeli Ekstraklasy, znalazła niespodziewany, sensacyjny wręcz zwrot w rywalizacji europejskiej. Przybywając na mecz z Twente Enschede Kazimierz Moskal miał prawo czuć się jak skazaniec, któremu przed zsyłką pozwolono pożegnać się z rodziną. Zanosiło się na ostatni mecz trenera z drużyną zbudowaną przez jego poprzednika Roberta Maaskanta, znalazł jednak w sobie siłę, by przekonać piłkarzy, iż bez względu na mikroskopijne szanse awansu, mają obowiązek zrehabilitować się w oczach swoich kibiców.

Skład i sposób gry najlepszej drużyny w grupie K nie umniejsza dokonania Wisły. Jak silne są kluby holenderskie przekonała się ostatnio rewelacyjna w Lidze Europejskiej Legia, przegrywając u siebie 0-3 z PSV. Drużyna z Eindhoven ma w Eredivisie punkt przewagi nad Twente.

Gracze Wisły walcząc o honor niespodziewanie wygrali awans do 1/16 finału Ligi Europejskiej. Czyli osiągnęli to samo co Legia, która przeżywa jeden z największych wzlotów w ostatnich kilkunastu latach. A już bezdyskusyjnie największy od czasu, gdy prowadzi ją Maciej Skorża. Sześć miesięcy temu jego dymisja była właściwie pewna, niedawno odebrał tytuł trenera roku 2011. Może tą samą drogą pójdzie Moskal, o ile wiosną dostanie szansę?

Cud nad Wisłą? Niech będzie, przede wszystkim dlatego, że Wisła zależała od meczu Fulham z Odense, w którym gospodarze prowadzili 2-0, a gola na 2-2 stracili w doliczonym czasie gry. Żeby jednak do cudu doszło, trzeba było ze strony mistrza Polski sporo charakteru i sportowej ambicji. W czasach, gdy pozycja polskich klubów w Europie sięgnęła dna, a porażki z rywalami z Estonii, czy Azerbejdżanu nikogo już nie szokują, wreszcie faworyci z Ekstraklasy zrobili coś zaskakującego pozytywnie.

Pozycję w Europie buduje się przez lata, ciułając punkt do punktu dla klubu i federacji. Legia z Wisłą odniosły w tym roku kilka bardzo wartościowych zwycięstw. Zespół z Warszawy wyeliminował Spartaka Moskwa, a potem zapewnił sobie awans z grupy po rozegraniu zaledwie czterech spotkań. Wisła była pierwszym mistrzem Polski, który po zmianie formuły eliminacji do Champions League przebił się do decydującej rundy tocząc zacięty bój z rywalem z Nikozji. Dziś na APOEL patrzymy inaczej, jest pierwszą drużyną z Cypru w 1/8 finału LM.

Oczywiście polski kibic ambicje chciałby mieć większe. Na przykład takie, jak 40 lat temu, kiedy poprzedni raz dwa polskie kluby przetrwały do wiosny w rywalizacji europejskiej. Inne było wtedy wszystko, Górnik Zabrze z Legią Warszawa należały do potęg na kontynencie. W 1970 roku Legia była w półfinale Pucharu Europy, Górnik w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. Rok później oba kluby zagrały w ćwierćfinale jednych i drugich rozgrywek. Taki okres nie powtórzył się jednak nigdy więcej.

Europejskie puchary zmieniły się przez cztery dekady kompletnie. Rywalizacja jest bezdyskusyjnie trudniejsza, bardziej rozbudowana, niemal wszyscy zrobili gigantyczny krok do przodu, poza klubami z Polski. Legia i Wisła są na razie tylko w 1/16 finału Ligi Europejskiej, ale to już jest makro sukces jak na standardy piłki polskiej.

Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Reklama