Reklama

Dlaczego Julie Delpy nie lubi wilkołaków?

Wtorek, 12 czerwca 2012 (14:05)

- Hollywood mnie nienawidzi, ale mam to gdzieś… – twierdzi Julie Delpy, aktorka i reżyserka nazywana „Woodym Allenem na obcasach”. W oczekiwaniu na polską premierę jej najnowszej komedii „2 dni w Nowym Jorku”, warto poznać kulisy tej narastającej przez lata niechęci, którą zapoczątkowało… ugryzienie wilkołaka.

Zdjęcie

Julie Delpy /fot  /materiały prasowe
Julie Delpy
/fot /materiały prasowe

Chociaż publiczność owacyjnie reaguje na kolejne filmy Julie Delpy, sława i kariera w blasku fleszy nigdy nie interesowały 42-letniej aktorki i reżyserki. Urodzona w Paryżu, wykształcona w Nowym Jorku, zamieszkała w Los Angeles artystka z hollywoodzką fabryką snów rozwiodła się w 1997 roku, wkrótce po sukcesie obrazu "Przed zachodem słońca".

Zasypana przez deszcz różnych ofert, wybrała - jak twierdzi, najgorzej jak tylko mogła. Powiedziała "tak" twórcom horroru "Amerykański wilkołak w Paryżu". - To było wyjątkowo nieprzyjemne doświadczenie. Film okazał się tandetny, reżyseria kulała, a propozycje nowych ról przestały napływać. Pomyślałam, że jeśli tak ma wyglądać hollywoodzkie kino, to ja wolę trzymać się od niego jak najdalej - stwierdziła Delpy.

Buntownicza postawa aktorki nie znalazła w branży poklasku. Współpracę z aktorką rozwiązał jej agent. - Co tu dużo mówić. Zwolnił mnie. A wcześniej powiedział, żebym przestała pisać scenariusze głupich sequeli, których i tak nikt nie będzie chciał oglądać. I zrobiła coś pożytecznego. Na przykład... zapisała się na siłownię.

I wcale nie był w tym względzie ostatni. - Żadna agencja w mieście nie chciała mnie u siebie, a sponsorować moich filmów nie chcieli nawet alfonsi. A są wśród nich wielkie szychy - alfonsi, sprzedawcy broni i tym podobni, którzy chętnie inwestują swoje pieniądze w powstające w USA produkcje. W moje nie chcieli. Ale ja się nie poddałam - powiedziała Julie Delpy.

Upór artystki doceniła już publiczność, która na festiwalu w Sundance, na stojąco oklaskiwała jej "2 dni w Nowym Jorku". A jak na własne wybory zapatruje się Julie? 

- Wreszcie znalazłam swoje miejsce. Nawet jeśli nie będę grać w filmach, mogę reżyserować. Kręcić filmy w dowolnym zakątku globu - mówi Delpy. Po czym dodaje: - Mam gdzieś celebrycki blichtr. Nie muszę udawać, że jestem centrum wszechświata. Pokazywanie przed kamerą nowych zębów i cycków, to nie moja bajka.

"2 dni w Nowym Jorku" w kinach od 29 czerwca.

 


Artykuł pochodzi z kategorii: Kino

Reklama