Reklama

    • Remisowy mecz otwarcia

      Galeria:

      Mecz otwierający Mistrzostwa Europy, w którym Polska zmierzyła się z Grecją, zakończył się remisem 1:1. Polscy kibice z pewnością liczyli na coś więcej. Ale przecież zawsze mogło być gorzej. Gdyby Sapingidis nie strzelał ze spalonego i gdyby Tytoń nie obronił karnego... ach.
      W 17. minucie meczu po golu strzelonym przez Roberta Lewandowskiego, chyba nie było w Polsce osiedla, które nie zagrzmiałoby okrzykiem radości. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem korzystnym dla Polaków. Ale po przerwie nastąpiła seria nieprzychylnych zdarzeń. Grecy grający w osłabieniu (z boiska z czerwoną kartką zszedł Sokratis Papastathopoulos), wyrównali stan meczu na 1:1. Salpingidis wykorzystał moment w 51. minucie, gdy Wojciech Szczęsny (właściwie nie wiadomo dlaczego) oddalił się od bramki. W chwilę potem polski bramkarz popełnił drugi poważny błąd - sfaulował w polu karnym Salpingidisa, za co otrzymał czerwoną kartkę i musiał opuścić boisko. A Grekom należał się rzut karny. Kara dla Szczęsnego wymusiła zmianę w ustawieniu: zszedł Maciej Rybus, co pozwoliło wpuścić bramkarza Przemysława Tytonia. I to on błysnął tego dnia, nie pozwalając Giorgosowi Karagounisowi umieścić piłki w naszej bramce.
      Do końca meczu utrzymał się wynik 1:1. Dziwi decyzja trenera Smudy, żeby nie dokonywać żadnej zmiany. Kibice liczyli na to, że na boisku pojawi się Grosicki, który mógłby wnieść nieco świeżości do gry.
      W drugim meczu Grupy A Rosjanie rozgromili Czechów 4:1.

      Zdjęcie:

      W meczu otwarcia rywalizowała Polska z Grecją

      Autor:

      DIMITAR DILKOFF

      Źródło:

      AFP

    • Oceń zdjęcie z galerii

      Ocen: 4
    • Reklama