Reklama

Anna Guzik: Stabilizacja jest nudna

Niedziela, 24 czerwca 2012 (14:17)

Żaneta, którą gra w serialu, dotychczas nie miała łatwego życia. Jednak jej związek z Wojtkiem (Wojciech Błach) ma dużą szansę na happy end. – Mocno trzymam za nich kciuki – przyznaje aktorka, która prywatnie jest kobietą spełnioną, kochaną i szczęśliwą.

Zdjęcie

Anna Guzik /fot  /Agencja W. Impact
Anna Guzik
/fot /Agencja W. Impact

Pani Aniu, jak się mieszka na Wspólnej?
- Bardzo dobrze. Chociaż mieliśmy niedawno, jako serial, przeprowadzkę do Sękocina. To była bardzo znacząca zmiana. Z centrum Warszawy przenieśliśmy się na peryferie, więc trochę czasu minęło, zanim przyzwyczailiśmy się do nowego miejsca. A jeśli chodzi o lokalną społeczność ze Wspólnej, to scenarzyści stworzyli naprawdę idealnych sąsiadów (śmiech). 

Zdjęcie

Związek Żanety i Wojtka zmierza w coraz wyraźniejszym kierunku
/fot /Agencja W. Impact

Czuje się ten mikroklimat, to prawda.
- Myślę, że społeczność sąsiedzka mieszkająca na Wspólnej jest ideałem, jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie. Gdyby wszyscy traktowali się w ten sposób, życie byłoby prostsze. Ale mieszkańców naszego osiedla nie omijają tragedie i porażki. Postać, którą gram, wie o tym najlepiej. Kilka lat temu Żaneta straciła męża i wciąż nie udało jej się ułożyć życia. Nadal mieszka z córką u teściów.

Jest szansa, aby Żaneta poszła w końcu na swoje?
- Bardzo duża szansa - Żaneta ma swoje mieszkanie, które wynajęła Renacie i Sławkowi, a jej związek z Wojtkiem Szulcem (Wojciech Błach) zmierza w coraz wyraźniejszym kierunku! (śmiech). Jednak opuszczenie domu Ziębów nie będzie łatwe, traktują ją jak córkę i pomagają w najtrudniejszych momentach.

Rodzina Ziębów jest... dość specyficzna.
- No cóż, zależy jak na to spojrzeć... Faktycznie mają za sobą poważne rodzinne problemy, a kolejne przed nimi. Życie ich nie rozpieszcza. A z drugiej strony, najważniejsze jest, żeby w serialu dużo się działo, żeby były emocje, zwroty akcji. To lubią nie tylko widzowie, ale również aktorzy. Stabilizacja jest nudna.

Co by Pani powiedziała, gdyby scenarzyści postanowili przywrócić Grzegorza w życie Żanety?
- Byłaby to ogromna komplikacja w obecnej sytuacji uczuciowej Żanety. 

Zdjęcie

Anna Guzik w parze z Łukaszem Czarneckim wygrała 6. edycję "Tańca z gwiazdami"
/fot /AKPA

Zmiana Pani wizerunku po "Tańcu z gwiazdami" wpłynęła na liczbę propozycji zawodowych?
- "Taniec z gwiazdami" był przesileniem, końcem pewnego etapu. Po tym programie chciałam coś zmienić w swoim życiu. Wiedziałam, że ciągła, nawet najbardziej satysfakcjonująca praca, nie daje mi poczucia szczęścia. Postanowiłam więc o to szczęście powalczyć, ale zawsze jest coś za coś. Na pewien czas musiałam wycofać się z intensywnego życia zawodowego, żeby zbudować bazę opartą na solidnych podstawach.

To bardzo niepopularne.
- Wszystko zależy od tego, co chcesz osiągnąć. W tym zawodzie można się wypstrykać i spalić w pięć minut. Droga, na którą weszłam, do tego właśnie zmierzała. Jeśli aktor, który bazuje na swoim ciele, na swoich emocjach, dochodzi do takiego punktu, że już nie ma siły, nie czerpie przyjemności i radości z wykonywanych zadań, to sygnał, że coś należy zmienić. To była ryzykowna decyzja, ale zgodna z moimi potrzebami.

Dużo Pani podróżuje zawodowo, pokonuje setki kilometrów, a mimo to jest Pani szczęśliwa.
- Po pierwsze, praca sprawia mi ogromną przyjemność. Angażuję się całą sobą w każdy kolejny projekt, a miałam ostatnio do nich szczęście. Przedstawienia "Singielka" i "Miłość w Königshütte" uważam za swój wielki sukces. Podróżuję w konkretnych celach, jak najlepiej wykorzystuję czas w pociągach, mam swoje pasje i wspaniałego człowieka przy boku. Jestem więc szczęśliwa.

W tym zawodzie trudniej udźwignąć sukces czy jego brak?
- My, aktorzy całe zawodowe życie dążymy do sukcesu. Chcemy być lubiani, kochani i oglądani przede wszystkim. Pytanie brzmi, co dla kogo oznacza sukces. Nie dostaję nagród filmowych, ale na mój monodram "Singielka" nie można dostać biletów, kolejny spektakl "Miłość w Königshütte" jest najgłośniejszą realizacją w ostatnim czasie. Brak sukcesu w tym zawodzie to brak pracy. Ja, odpukuję w niemalowane, nie mogę na to narzekać. 

Zdjęcie

"Hela w opałach" - to właśnie seriale przyniosły aktorce popularność.
/fot /AKPA

Cała Polska przyjeżdża teraz na Annę Guzik do Bielska!
- No, może nie cała Polska, ale okręg śląski już tak.

W repertuarze są cztery sztuki z Pani udziałem. Kto się zajmuje domem, gdy Pani gra?
- Gram obecnie w dziewięciu tytułach, licząc Bielsko-Białą i Warszawę. Dom funkcjonuje w miarę normalnie. Na ile normalnie może funkcjonować dom artystki (śmiech).

Nie sprząta Pani wtedy, nie gotuje?
- Kiedy mam próby i premierę przed sobą lub ważny spektakl, zapominam o różnych obowiązkach domowych, o których wzorowe gospodynie pamiętają zawsze, ale potem staram się nadrabiać straty!

Potem przychodzi dzień odgruzowywania mieszkania?
- Aż tak źle nie jest (śmiech). W końcu nie mieszkam sama i mam ze strony mojego narzeczonego ogromną pomoc.

Wiem, że lubi Pani filmy przygodowe, a w życiu lubi Pani niespodzianki w czasie podróży?
- Ponieważ cały sezon żyję z kalendarzem w ręku, w wakacje staram się do niego nie zaglądać. Uwielbiam spontaniczne wyjazdy, zwroty akcji i niespodzianki, ale tylko te pozytywne. 

Zdjęcie

Dziś Anna Guzik zachwyca nie tylko talentem, ale również nienaganną figurą
/fot /AKPA

Kiedy myśli Pani - przystań, co przychodzi na myśl?
- Dom z ogrodem, ja na leżaku, koniecznie z książką, a mój narzeczony kosi trawę. Takie marzenia dodają mi sił do pracy, mam ten obraz przed oczami i czekam na dzień, kiedy się spełni. Lubię moje zawodowe podróże. One wprowadzają pęd w życie, ale potrzebuję również czasu wyciszenia i stabilizacji, żeby móc zdobywać świat.

Mają Państwo jasny podział obowiązków w domu? Wiadomo, kto rano wstaje i robi śniadanie?
- Nie. Na tym froncie wciąż trwa walka. Nie mamy stale przydzielonych ról, zresztą w moim zawodzie byłoby to niewykonalne. Wojtek bardzo mi pomaga, zwłaszcza przed premierami, wie, że mam wtedy głowę w chmurach i nie nadaję się na gospodynię.

W takim życiu na walizkach taki związek jest sztuką kompromisu czy dopasowania się swoją przestrzenią i wolnością? A może ktoś musi w domu czekać?
- Nie ma jednej recepty na udany związek.

Wam się udało, bo...?
- Mieliśmy szczęście... i włożyliśmy w nasz związek wiele serca i zaangażowania.

Czego Wojtek Panią nauczył?
- Że jak jest Liga Mistrzów, to nie powinnam dotykać pilota (śmiech).

Czy miała Pani taki moment, że chciała zmienić swój wizerunek, na przykład ściąć lub ufarbować włosy?
- Od czasu do czasu włącza mi się taka tęsknota, żeby coś zmienić, ale to nie jest takie proste. Kiedy się gra w serialu, postać ma kontynuację i nie mogę bez uzgodnienia z produkcją zmienić jej wizerunku. Poza tym uwielbiam długie włosy i choć czasem korci mnie krótka fryzura, wiem, że za miesiąc będę żałowała. Raz, jeszcze w podstawówce, obcięłam włosy i potem byłam bardzo nieszczęśliwa.

Jak wyobraża Pani sobie siebie za pięćdziesiąt lat: jako babcię w bujanym fotelu czytającą z poświęceniem bajki wnukom, czy w nieustającej, szalonej podróży?
- Mam nadzieję, że wytaszczę sobie leżak do ogródka, napełnię basenik wodą, wsadzę nóżki, wezmę książkę, drinka z parasolką i będę się cieszyć chwilą do momentu, kiedy z hałasem nie wparują wnuki (śmiech).

Rozmawiała Beata Banasiewicz

Pełna wersja wywiadu - z którego dowiesz się m.in. co Anna Guzik zyskała dzięki podjęciu decyzji o zmianach, czyimi opiniami aktorka nie chce się kierować w życiu, do czego wykorzystuje swój wizerunek i w jaki sposób odwdzięcza się losowi za popularność, a także o czym nie chciała rozmawiać i czy zdradziła coś o planach ślubnych - w 26. numerze "Tele Tygodnia"!

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama