Reklama

Barbara Krafftówna. Zosia, Felicja, Honoratka

Wtorek, 26 kwietnia 2016 (13:35)

88. urodziny i 70 lat na scenie to wyjątkowa okazja do świętowania. Niezapomniane kreacje Barbary Krafftówny wciąż bawią i wzruszają.

Mało brakowało, a nie zagrałaby Honoraty w serialu „Czterej pancerni i pies”. A dlaczego? Przez papierosy! – Jako bardzo zachłannej palaczce nie smakował mi papieros w plenerze – wspomina Barbara Krafftówna. Jednak uległa, gdy dokładnie zapoznała się z rolą. – Była świetnie napisana i koledzy wspaniali, i bezpośredni partner Franio Pieczka też!

Kochali i podziwiali

Debiutowała w 1946 rolą Rybaczki w „Homerze i Orchidei”, sztuce Tadeusza Gajcego. W swoim pierwszym filmie zagrała siedem lat później, był to epizod w „Sprawie do załatwienia”. Najlepszymi rolami zasłynęła u Wojciecha Jerzego Hasa.

Mężczyźni kochali ją jako kobiecą, liryczną barmankę Zosię w „Złocie” (1961), a panie podziwiały za wyniosłą i władczą Camillę de Tormez w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” (1964). Najwybitniejszą kreację stworzyła w filmie „Jak być kochaną” (1962), gdzie wcieliła się w postać aktorki Felicji.

Wynieśli ją ze sceny

Zawsze kochała ją scena. W legendarnym „Kabarecie Starszych Panów” przeklinała Bohdana Łazukę i nudziła się w czasie deszczu. Witana gorącymi oklaskami, bywała też siłą ściągana ze sceny. Tak zdarzyło się wiele lat temu w Opolu, gdy cenzura uznała, że Krafftówna nie może zaśpiewać piosenki pt. „Sztuczny miód”.

Dwaj panowie bez słowa podniesli aktorkę do góry i zanieśli daleko od sceny. – Mieliśmy polecenie, że ta piosenka nie może być wykonana – wyjaśnili krótko zdumionej artystce. W 1982 r. wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie z powodzeniem występowała na amerykańskich scenach.

Data ślubu z horoskopu

Miała dwóch mężów i żadnych oporów, żeby zawrzeć związek małżeński już po dwóch tygodniach znajomości. Nie ukrywała, że na datę zamążpójścia wpływ miał... horoskop, który ułożył jej kolega.

– Oczywiście i wszystkie poprzednie doświadczenia. Bardzo wiele ich miałam, cudownych, ale kończących się rozejściem. I tak za mąż wychodzimy za obcego człowieka, więc ryzyko jest zawsze szalone, bo co my wiemy o sobie? – pyta dziś retorycznie aktorka.

Wieczna optymistka

Niedawno wydała książkę, w której opisuje swoje życie „Krafftówna w krainie czarów”. Pytana, czego sobie życzy, odpowiada z humorem: – Dalszego brnięcia w krainę czarów!

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama