Reklama

Bodo. Patricia Kazadi

Poniedziałek, 25 lipca 2016 (15:36)

– Bodo był pierwszą i największą miłością jej życia. Niestety, nie do końca można tu mówić o romantycznej historii... – mówi o swojej bohaterce Patricia Kazadi.

Łatwo było dostać rolę egzotycznej piękności, zakochanej w tytułowym bohaterze serialu „Bodo”?

Starało się o nią kilka aktorek, w tym z zagranicy. Szczęście dopisało mnie. Rola Reri jest spełnieniem moich marzeń. Czuję się zaszczycona, że mogłam zagrać w tym serialu.

Dlaczego?

Nie pamiętam, kiedy ostatnio szłam na casting tak podekscytowana! Bardzo mi zależało, gdyż od dawna marzyłam, by zagrać postać, która istniała naprawdę, co więcej – była częścią historii polskiego kina. Mogłam na planie nie tylko grać, ale także śpiewać i tańczyć, a na taki projekt czekałam wiele lat. Przez kolejne dni dzwoniłam do mojej agentki z pytaniem, czy zna już odpowiedź na dręczące mnie pytanie.

Byłaś dobrej myśli?

Raczej tak. Miałam do zagrania dwie trudne emocjonalnie sceny: jedną pokazującą wrażliwość mojej bohaterki, a drugą, gdzie Reri jest „pod wpływem”, przez co staje się zaczepna i agresywna. Starałam się oddać jej pozytywną energię, prostolinijność, pokazać, że wszystko, co robi, wypływa z serca. Już przed castingiem szukałam informacji na jej temat. Obejrzałam „Tabu” (1931), w którym zadebiutowała w Hollywood i „Czarną perłę”, gdzie trzy lata później zagrała z Eugeniuszem Bodo. Przeczytałam również wiele artykułów i publikacji na jej temat.

Co jeszcze było pomocne w kreowaniu tej postaci?

Autentyczne stroje z epoki, sprowadzone z Paryża oraz zapierająca dech scenografia, dzięki której mogliśmy się przenieść do lat 30. ubiegłego wieku. Utrudnieniem okazał się natomiast francusko-tahitański akcent mojej bohaterki oraz jej śpiew, zupełnie odmienny od mojego. Musiałam wyzbyć się wszystkich jazzowych naleciałości. Niełatwa okazała się też intymna, miłosna scena z Tomkiem Schuchardtem, tym bardziej że mam konserwatywne podejście do życia. To było duże wyzwanie!

Wsparcie i profesjonalizm Tomka okazały się nieocenione. Na planie zdarzały się jakieś nieoczekiwane sytuacje? Całe mnóstwo! Zapamiętam szczególnie jedną, gdzie Reri – w doskonałym humorze! – podczas sprzeczki z Bodo pada na łóżko. W tej samej chwili ogromny pies, grający ukochanego doga Boda, skoczył na Tomka. Po prostu sądził, że ten mnie... zaatakował. Wyglądało to naprawdę groźnie, na szczęście nic złego nikomu się nie stało, a pies pilnował mnie już do końca.

Jakie wyzwania przed Tobą?

Chciałabym zagrać w filmie sensacyjnym lub psychologicznym, gdzie mamy do czynienia z „brudem”, prawdą, wysiłkiem fizycznym. Czegoś takiego nigdy przedtem nie doświadczyłam. Czuję, że mam jeszcze dużo do zrobienia. Pragnę się rozwijać, nagrywać kolejne płyty, podróżować. W planach mam Australię, Japonię, Kubę, Brazylię.

Jakiś czas temu wydałaś też płytę.

„Dark Pop” można znaleźć na mojej oficjalnej stronie. To moje oczko w głowie, bardzo ciężko nad nią pracowałam. Po półtora roku współpracy z producentami światowych gwiazd w studiach w Nowym Jorku i Los Angeles, zostało uwiecznione dziewięć utworów – wszystkie to moje kompozycje. Jest szczerze, bezkompromisowo – poruszam na niej wiele tematów, z którymi mam nadzieję słuchacze mogą się utożsamić.

Rozmawiał Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama