Reklama

Cezary Kosiński mógłby mieszkać w Nowym Jorku

Środa, 13 czerwca 2012 (16:27)

W serialu "Na dobre i na złe" był Jackiem Mejerem - sympatycznym i miłym lekarzem chirurgiem. Zrezygnował z tego, bo zatęsknił za teatrem. Teraz gra w ambitnych sztukach i zwiedza Nowy Jork, który polubił tak bardzo, że mógłby w nim zamieszkać.

Zdjęcie

/fot  /AKPA
/fot /AKPA

Dzięki teatrowi odwiedził Pan ostatnio słynne miasto, które nigdy nie śpi. Jakie wrażenia?

- To był mój drugi raz. Pierwszy raz odwiedziłem Nowy Jork cztery lata temu, ale tamten pobyt kojarzy mi się z ogromnym wysiłkiem, a nie z urokami tego miasta. Graliśmy "Makbeta" pod mostem Brooklyńskim. Spektakl był niezwykle trudny technicznie: sceny kaskaderskie, wybuchy, nad głową latające helikoptery i samochody przejeżdżające przez most. Hałas taki, że musieliśmy grać z mikroportami, a widzowie mieli na uszach słuchawki. Do tego potworna wilgotność i upał, którego wręcz nie dało się wytrzymać.

Ekstremalne warunki. Tym razem było lepiej?

- Inaczej. Przede wszystkim byłem z całą rodziną, córką Julią i synem Kostkiem, który też brał udział w przedstawieniu. Przyjechaliśmy wiosną. Przywitał nas zielony Brooklyn i te dwa tygodnie spędzone w Nowym Jorku były jak fantastyczne wakacje. Patrzyłem na to miasto trochę oczami moich dzieci, w których był zachwyt i świeżość. Zaliczyliśmy większość atrakcji turystycznych Nowego Jorku. Między innymi słynne Muzeum Historii Naturalnej, gdzie spędziliśmy ponad sześć godzin. Było bosko.

Zakochał się Pan w Nowym Jorku?

- Zakochał to za dużo powiedziane, ale mógłbym tam mieszkać przez pół roku, może rok, żeby dokładnie poznać to miasto.

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

teletydzien.pl/AKPA

Reklama