Reklama

Dariusz Michalczewski. Łatwo się wzruszam

Środa, 21 października 2015 (10:32)

Mistrz bokserskiego ringu opowiada o roli jurora w nowym programie. – Jestem twardym facetem, ale przy dzieciach mięknę – przyznaje.

Co skłoniło Pana do przyjęcia roli jurora w „SuperDzieciaku”?

Przede wszystkim to, że bardzo mnie proszono (śmiech). Sam producent Jan Kępiński przyjechał do mnie do Gdańska i opowiedział, że przygotowuje taki fajny program. Uległem jego namowom.

Miał Pan wątpliwości, czy sprawdzi się w tak specyficznym formacie?

Kocham dzieci i choć w stosunku do swoich jestem bardzo krytyczny, to generalnie dzieciaki mnie rozbrajają. Jako juror jestem szczodry w ocenach. Choć nie ukrywam, że nie spodziewałem się tak wysokiego poziomu uczestników i tylu wspaniałych talentów.

Który z „SuperDzieciaków” zrobił dotychczas na Panu największe wrażenie?

Trzy dziewczyny, wśród nich Wiktoria Dziemian, niesamowita tancerka jazzowa, a także młody gitarzysta. Jako dziecko sam marzyłem, by nauczyć się gry na gitarze. Niestety, nie udało mi się tego zrealizować. Dlatego jestem pełen podziwu dla muzyków. Przyjaźnię się serdecznie z Jankiem Borysewiczem i muzykami „Scorpionsów” – Rudolfem Schenkerem i Pawłem Mąciwodą.

Rozmawiamy na planie programu dla młodych talentów. Pan jest mistrzem świata w boksie. Przed laty ktoś też musiał dostrzec predyspozycje Dariusza Michalczewskiego?

W moim domu rękawice bokserskie były od zawsze. Boksował mój dziadek, tata i wujkowie. Nie miałem innego wyjścia.

Dlatego nie został Pan gitarzystą?

Albo piłkarzem (śmiech), bo piłka też mnie pociągała. Mam na koncie pięć meczów rozegranych z „Orłami Górskiego”. Gdy w 1997 roku zostałem mistrzem świata trzech federacji, to zagrałem mecz na pożegnanie Andrzeja Szarmacha. Wszedłem do szatni, a Włodzimierz Lubański zwrócił się do mnie: „siadaj, małolat, tu są twoje rzeczy”. Gra z legendami piłki była dla mnie jednym z większych przeżyć.

Wracając do boksu. Zaczął Pan treningi pod presją rodziny?

Nie, pokochałem to od razu. Mój Tata nigdy nie pozwalał mi nic trenować. Liczyła się tylko nauka i szkoła. Był wobec mnie bardzo wymagający. Przez siedem lat chorował na raka i chciał mnie, jako najstarszego, wychować. Kiedy zmarł, byłem w ogromnym szoku, ale też poczułem nadmierną wolność. Zacząłem rozrabiać. Wtedy własnie trafiłem na treningi. Tam ustawili mnie do pionu. Sport nauczył mnie szacunku, respektu, pokory. To są najważniejsze cechy w życiu człowieka.

Wróćmy do programu. Co jest najtrudniejsze w pracy jurora?

Jestem twardym facetem, jedynie dziecko może mnie wzruszyć. Strach, żeby nie urazić, jest ogromny, dlatego dobieranie odpowiednich słów przy ocenianiu to karkołomna gimnastyka. To największa trudność, bo z reguły mówię wprost, co myślę. W programie staram się być jak najbardziej oryginalny i delikatny.

Rozm. Joanna Bogiel- Jażdżyk

Zasady programu

W programie pojawi się 40 „SuperDzieciaków” do 17. roku życia. Poznamy ich rodziny i zobaczymy miejsca, gdzie rozwijają swoje zdolności. Ich talenty oceniać będzie jury, a także 100-osobowy zespół specjalistów z różnych dziedzin kultury, sztuki i sportu. Każdy uczestnik otrzyma jednorazowo stypendium w wysokości 5 tys. złotych, a rodzice najlepszych „SuperDzieciaków” otrzymają odpowiednio: 30, 50 i 100 tys. złotych!

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama