Reklama

Dwie twarze Marcina Trońskiego

Sobota, 8 września 2012 (21:13)

Uwielbiany przez widzów aktor, znany nie tylko z roli Bogdana w „Klanie”, lecz także... premiera naszej planety w „Panu Kleksie w kosmosie”. Kocha teatr. Wychował się w rodzinie artystycznej. Prywatnie, jak mówi, bywa niezłym „nastrojowcem”.

Zdjęcie

Marcin Troński w spektaklu "Trzeba zabić starszą panią" /  /AKPA
Marcin Troński w spektaklu "Trzeba zabić starszą panią"
/ /AKPA

Piękne ma Pan imię. Panie Marcinie!
- I wzajemnie. W latach 50., kiedy się rodziłem, było to imię dość rzadkie.

Spotykamy się w środku sezonu urlopowego, a Pan jest po premierze.
- I powiem panu, że w środku lata, w poniedziałek, w warszawskim Och-Teatrze, mieliśmy prawie pełną salę. To czarna komedia "Trzeba zabić starszą panią" w reżyserii Cezarego Żaka z Barbarą Krafftówną w roli głównej. 

Zdjęcie

Od lat grywa w "Klanie" prywatnego detektywa (na zdj. z Izabelą Trojanowską i Jakubem Tolakiem)
/ /AKPA

Nie dość, że ma Pan twarz seryjnego zabójcy, to znów Pan morduje biedną staruszkę?
- Sama się napraszała!

Od lat jest Pan związany z rolą Bogdana z "Klanu". Co jakiś czas pojawia się Pan i... znów znika.
- Średnio raz w roku dzwoni do mnie Paweł Karpiński i proponuje napisanie wątku na parę odcinków. Tym razem moim zadaniem było znalezienie morderców Rysia.

Może nadszedł czas, by stanąć po drugiej stronie kamery?
- Miałem kiedyś pomysł na scenariusz. Rzecz miałaby się dziać podczas wojny chorwacko-serbskiej. Rozmawiałem nawet z jednym operatorem, czy nie zechciałby tego scenariusza ze mną napisać. Ale to dopiero początek. Gorzej z zebraniem funduszy.

Jest Pan jednym z niewielu polskich aktorów, który bez skrępowania bierze udział w śmiałych scenach rozbieranych.
- W tym zdecydowanie przebija mnie Olgierd Łukaszewicz (śmiech). Owszem, zdarzyło mi się kilka scen rozbieranych, ale specjalnie śmiałych nie było.

A ta ze Sławomirą Łozińską w "Drugim życiu" (Teatr TV)?
- Była to scena stosunku, podczas którego mój bohater wygłasza monolog, dotyczący pisanej właśnie pracy doktorskiej. Długo byliśmy do połowy zakryci. Było widać jedynie piersi Sławki. W pewnym momencie zrywam się z łóżka. Rzeczywiście... nago. Jakby to wyglądało, gdybym w trakcie stosunku wyskoczył z niego w majtkach? Jeżeli taka scena jest artystycznie uzasadniona, nie mam nic przeciwko.

Kiedy wprowadzał się Pan do swego domu, powiedział Pan, że za nim będzie Wembley. Zrealizował Pan to marzenie?
- Trawa jakaś marna w tym roku nam się wypuściła, ale jest.

Grywa Pan tam w piłkę?
- Raczej moi bratankowie, jak czasem do nas wpadają.

A synowie?
- Oni są piłkarzami ręcznymi. Starszy gra w lidze AZS-u UW, gdzie studiuje politologię, młodszy w lidze w Legionowie. Po wakacjach zaczyna studiować bezpieczeństwo wewnętrzne. Będę miał w domu agenta (śmiech). 

Zdjęcie

Marcin Troński z żoną Martą
/ /AKPA

Chociaż synowie nie poszli na aktorstwo, to jednak w pewnym sensie w Pana ślady. W końcu wcielał się Pan w role mundurowych, był nawet premierem!
- No właśnie! Premierem Ziemi w "Panu Kleksie w kosmosie".

Pan w młodości też uprawiał wiele dyscyplin sportowych. Nie myślał Pan, ze względu na wysoki wzrost, o karierze koszykarza?
- Teraz to rosnę już w dół. Poza tym, dzięki niani zawsze miałem skłonności do tycia. Faszerowała mnie niepotrzebnym tłuszczem, którego człowiek nie pozbywa się do końca życia. Tak więc, nie mając na to specjalnej ochoty, musiałem się sporo ruszać. Było judo, jazda konna, tenis ziemny, pływanie. W kosza też grałem. W końcu trafiłem do sekcji wioślarskiej Gedanii Gdańsk. To dzięki ojczymowi, który nawet jak mieszkaliśmy już w Warszawie, miał własną łódkę. W III klasie liceum zacząłem mieć problemy z nauką. Trener zaproponował, że po ukończeniu szkoły załatwi dla mnie etat w stoczni, żebym mógł dalej wiosłować. To przekonało mnie, że muszę skończyć ze sportem.

Wybór szkoły teatralnej był uzależniony od tego, że wywodzi się Pan z artystycznej rodziny?
- W pewnym sensie tak. Moja mama Izabella Wilczyńska-Szalawska jest emerytowaną aktorką. Ojczym też był aktorem. To Andrzej Szalawski, znany widzom z roli Juranda w "Krzyżakach". Rodzice rozwiedli się, kiedy miałem 8 lat. Ale z ojcem Bronisławem, dziennikarzem i literatem, do końca miałem świetny kontakt.

Wychował się Pan w teatrze?
- Zgadza się. W naszym domu często bywali aktorzy. To wszystko we mnie kiełkowało, aż w końcu zaowocowało. Postanowiłem spróbować. Do dzisiaj okres studiów uważam za najpiękniejszy w życiu. Tyle się wtedy działo, mnóstwo zabawy.

Nie powie mi Pan, że teraz nie lubi się bawić.
- Teraz to już nawet nie potrafię. O godzinie 22 jestem w łóżku.

Jest Pan zodiakalnym Bliźniakiem. Typowym?
- Mam dwie twarze, ale nie jestem dwulicowy. Zawsze mówię to, co myślę. Natomiast jestem strasznym cholerykiem. Potrafię wejść rano do łazienki w dobrym nastroju i wyjść mocno zdenerwowany. Przed goleniem jestem uśmiechnięty, a po pokazuję swoją drugą twarz. Żona mi to zawsze wypomina (śmiech). Nie ma co z tym jednak walczyć. To się ma w genach. Mój ojciec był takim "nastrojowcem".

Rozmawiał Marcin Kalita

Pełna wersja wywiadu - z którego dowiesz się, w czym nigdy nie wystąpi Marcin Troński, z kim chętnie podjąłby współpracę, kogo zaczął rozumieć po pięćdziesiątce, gdzie mu się najlepiej pracuje, do jakiej roli mógłby już teraz się szykować oraz w jakich zawodach widział się za młodu - w 37. numerze "Tele Tygodnia".

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama