Reklama

Głodny życia Pascal Brodnicki

Sobota, 1 września 2012 (11:32)

Polsko-francuski kucharz uwielbiany przez miliony. Jak nikt inny potrafi udowodnić, że gotowanie jest sztuką.

Zdjęcie

Pascal Brodnicki /  /TVN
Pascal Brodnicki
/ /TVN

Pasji gotowania poświęcił się bez reszty. Jest ono dla niego dobrą zabawą, przyjemnością, a także sposobem na poznawanie świata. A każde jego danie to majstersztyk. Pascal Brodnicki opowiada nam o swojej namiętności do gotowania i podróży, uwodzeniu smakiem, a także o swej najważniejszej życiowej roli - o byciu ojcem. Mężczyzna, który ma w sobie wiele chłopięcej radości życia. Na niego chyba nie sposób się obrazić. On po prostu od razu daje się polubić... 

Zdjęcie

Gdyby nie został kucharzem, Pascal byłby pewnie podróżnikiem
/ /TVN

Skąd wzięła się u Pana ta bezgraniczna miłość do gotowania?
- Od najmłodszych lat lubiłem spędzać czas w kuchni. Pamiętam, jak babcia wprowadzała mnie w tajniki gotowania.

I stało się to Pana sposobem na życie. Czy po tylu latach pracy w zawodzie coś jest jeszcze w stanie Pana zadziwić?
- Kuchnia cały czas mnie zaskakuje. Codziennie uczę się czegoś nowego. Mieszam różne składniki, łączę je ze sobą i nie boję się eksperymentować. Właśnie na tym polega cała zabawa. I proszę mi uwierzyć, że jest to prawdziwa sztuka. Gotowanie jest moją największą pasją - po prostu je uwielbiam.

Podróżując po świecie, poznał Pan zwyczaje restauracyjne w całej Europie. Jak w tym kontekście ocenia Pan Polskę i Polaków?
- Pracuję w tym fachu już od ponad 20 lat i powiem szczerze, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co Polakom udało się osiągnąć. Staliśmy się bowiem otwarci na nowe smaki. Dostrzegam wielki postęp w tej dziedzinie. I cieszy mnie to szalenie, bo nie da się ukryć, że gotowanie zbliża ludzi.

A czy może być pomocne również w relacjach damsko-męskich? Zdradzi mi Pan, czy jest jakieś danie, którym można usidlić kobietę lub oczarować mężczyznę?
- Pewnie, że tak. W kuchni wszystko jest możliwe - i to jest piękne. Tu nie ma rzeczy niemożliwych. Możemy być w Kraśniku, ale jednocześnie poczuć się, jakbyśmy byli w Azji. Mając odpowiednie produkty pod ręką, można wyczarować naprawdę wiele. Liczy się tylko dobra zabawa smakiem. Ale, niestety, wykwintna uczta nie da nam stuprocentowej gwarancji zdobycia ukochanego serca... 

Zdjęcie

Z partnerką Agnieszką stworzyli udany związek
/ /AKPA

Panu jednak się to udało! Pańska partnerka Agnieszka została przez Pana po prostu zniewolona...
- ...i jestem z tego powodu szalenie szczęśliwy.

Dopuszcza Pan swoją partnerkę do kuchni?
- Oczywiście. Uwielbiam, jak dla mnie gotuje. Nie sprawia jej to żadnego problemu. Mało tego, robi to po prostu wyśmienicie. Bardzo często gotujemy też wspólnie z naszymi znajomymi. Karol Okrasa i jego żona są u nas częstymi gośćmi. Nasze kobiety wspaniale się ze sobą dogadują.

To tak jak Pan ze swoją partnerką. Wydaje się, że rozumieją się Państwo bez słów!
- Staram się, aby tak było. Sensem naszego życia jest przecież rodzina, a nie - tak jak niektórzy uważają - praca czy kariera.

I właśnie dlatego zdecydowali się Państwo na powiększenie rodziny? Ma Pan czteroletniego syna. Jak się Pan czuje jako ojciec?
- Świetnie! Leo to superchłopak. Dołożyliśmy z Agnieszką wszelkich starań, aby mówił po polsku i francusku. A teraz dodatkowo uczy się jeszcze angielskiego. On tak fajnie miksuje te wszystkie języki. Jestem z niego szalenie dumny.

Dlaczego wybrał Pan właśnie Polskę jako miejsce Państwa stałego zamieszkania? Nie myślał Pan, aby przeprowadzić się do Francji lub Włoch, skąd pochodzi Pana mama?
- Faktycznie moja mama jest pół-Francuzką i pół-Włoszką. Ale za to ojciec urodził się w Warszawie. Mam więc jakiś sentyment do tego kraju. Poza tym posiadam obywatelstwo polskie już od 11 lat. Po prostu czuję się tu jak u siebie. Oczywiście nie da się ukryć, że jestem globtroterem. Ciągle mnie nosi i gna po świecie. Nie umiem wysiedzieć w jednym miejscu. 

Zdjęcie

Ostatnio Pascal zadebiutował w dubbingu - usłyszymy jego głos w filmie "Na tropie Marsupilami"
/ /AKPA

To może jednak łatwiej byłoby zostać podróżnikiem?
- To był mój plan awaryjny. Uwielbiam poznawać ludzi, uczyć się od nich nowych rzeczy i rozmawiać. Zmieniałbym miejsce zamieszkania co pół roku. Tak wyglądałoby wtedy moje życie.

Jednak od 2002 roku postanowił Pan się ustatkować. Mam nadzieję, że nie jest to spowodowane utratą apetytu na życie?
- To akurat mi nie grozi. Nigdy nie stracę apetytu! Cały czas jestem głodny życia.

Jakie najdziwniejsze potrawy utkwiły w Pana pamięci z tych poszukiwań nowych smaków?
- Był to drób obtoczony gliną. Został włożony do pieca razem z piórkami. Inna potrawa, która z całą pewnością utkwiła mi w pamięci to danie szefa, które ostatnio zjadłem w restauracji w Azji. Po skosztowaniu dowiedziałem się, że zjadłem... wiewiórkę!

Osobiście chyba nie odważyłabym się jednak tego spróbować...
- Proszę żałować, bo to mięso było naprawdę soczyste. Ale rozumiem pani reakcję. My nie jesteśmy w stanie sobie tego po prostu wyobrazić. Oni natomiast nie wierzą, że my potrafimy zjeść "flaczki".

A czy jest jakaś potrawa, której za żadne skarby jednak Pan by nie zjadł?
- Oczywiście! Są takie rzeczy, których nie spróbuję nigdy w życiu. Nie zjadłbym np. psa. Będąc w Wietnamie otrzymałem taką propozycję, ale oczywiście odmówiłem. Są pewne granice. Mam tyle szczęścia, że mogę decydować o tym, co za chwilę zjem. Nie muszę walczyć o przetrwanie i mogę w spokoju celebrować każdy posiłek.

Alicja Dopierała

"Smakuj świat z Pascalem", premiera 2 września, niedziele godz. 12:15, TVN Style

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Świat & Ludzie

Reklama