Reklama

Jerzy Turek. Nauczył nas pokory i spokoju

Środa, 19 sierpnia 2015 (14:31)

Przez 12 lat Polacy marzyli, by każdy listonosz był taki, jak Józek ze „Złotopolskich”. Jerzy Turek tchnął w tę postać magię. Dużo wcześniej sprawił też, że polubiliśmy małego lizusa, którego mistrzowsko zagrał w „Misiu”.

Gdyby komuś przyszło do głowy urządzić głosowanie na sto najlepszych scen w historii kina polskiego, ta znalazłaby się w ścisłej czołówce. Pamiętamy ją wszyscy: – Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się dla naszego klubu przemęcza, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni (...) wtykają mu szpilki. To nie ludzie, to wilki! To mówiłem ja, Jarząbek Wacław – szepce do szafy postać, grana przez Jerzego Turka w komedii „Miś”(1980).

Aktor, który zmarł w 2010 roku na białaczkę, miał do trenera Jarząbka osobliwe podejście. – Kiedy dostałem tę rolę, pomyślałem: głupi Stasiek (reżyser Bareja – red.), wymyślił jakiegoś idiotę śpiewającego do szafy. Ale prawdą jest, że w życiu takich ludzi spotyka się mnóstwo – podkreślał w jednym z wywiadów. Ten bystry obserwator potrafił grać oryginałów, narażając się na wyśmianie. Nie przeszkadzało mu to.

Pochodził z Tchórzowej (ur. 17 stycznia 1934 r.). Debiutował w Opolu, potem przez wiele lat związany był z Warszawą (teatry: Syrena, Polski, Narodowy, Rozmaitości, Dramatyczny i Kwadrat). Wiemy, że wolał żywy plan od tego filmowego. – Jeszcze tydzień przed ostatnim atakiem choroby czmychnął jak sztubak do Teatru Kwadrat – wspominała druga reżyser „Złotopolskich”, Małgorzata Raszek-Zaliwska. Na srebrnym ekranie debiutował u Andrzeja Munka w „Eroice” (1957). Był świetny jako zaopatrzeniowiec Bączyk z Sulęcic w komedii „Nie lubię poniedziałku” (1971) Tadeusza Chmielewskiego. Kilka niezłych ról miał też u Barei. Grał fajtłapowatego męża egzaltowanej pieśniarki w serialu „Alternatywy 4” (1983), oraz trenera Jarząbka w „Rozmowach kontrolowanych” (1991). Pojawił się też w kontynuacji „Misia”, „Rysiu” (2007).

Oczywiście jako... Jarząbek! Reżyserzy się do niego przywiązywali: – Kto raz zaprosił Turka do pracy w teatrze czy filmie, ten zapraszał Go ponownie, bo była w Nim prawda i On umiał ją przekazać prostymi środkami – dodaje pani Małgorzata. Najmłodsi raczej nie wiedzą, że to on użyczał głosu osiołkowi Kłapouchemu w ich ukochanych bajkach „Kubuś Puchatek” oraz „Chatka Puchatka”. Prawdziwą popularność przyniosła mu oczywiście rola listonosza Józefa Garlińskiego w serialu „Złotopolscy” (grał go przez 12 lat, wystąpił w 800 odcinkach). Był skromnym człowiekiem.

Nieraz otwarcie mówił, że choć na ekranie bywa wesołkiem, naturę ma smutną, refleksyjną. Nie widział w tym sprzeczności. W końcu prawda filmu nie musi być prawdą aktora... Nie dbał też za bardzo o zdrowie. Twierdził, że gdyby nie żona i syn Piotr, żyłby znacznie krócej. – Jerzy zdawał sobie sprawę, że odchodzi. Można by się od Niego uczyć pokory, jak robić to po cichu, godnie... Doświadczył spokoju, jest gotowy do innej próby. Jak napisał jeden z internautów: „Pan Turek teraz będzie grał w niebiańskim teatrze” – tymi słowy żegnała go Małgorzata Raszek-Zaliwska.

Maciej Misiorny

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama